Czy sztuka powinna być piękna?

W Berlinie, najtańszej stolicy Europy
Czy sztuka powinna być piękna?
Rozmowa w Moniką Branicą, współwłaścicielką Galerii Żak-Branicka w Berlinie
– Mówi się, że Berlin to miejsce bardzo przyjazne dla artystów.
– Najtańsza stolica europejska.
– Ponoć mieszka tu pięć tysięcy artystów.
– Berlin przejął dziś taką rolę, jaką na początku wieku XX miał – powiedzmy – Paryż, a potem do lat sześćdziesiątych Nowy Jork. Można powiedzieć, że każdy liczący się na świecie artysta chce w Berlinie mieć wystawę. Mieszkają tu artyści z całego świata.
– Wśród kilkuset galerii są też galerie prowadzone przez Polaków: Żak-Branicka, Galeria Czarnowska, Miejsce – Ort, Pigasus, Zero, Collectiva.
– Ale to nie jest zorganizowany ruch z Polski, to są prywatne historie. Zainteresowanie artystów z Polski wystawianiem w Berlinie jest ogromne.
– Mówimy oczywiście o galeriach komercyjnych. Słynna sztokholmsko-berlińska galeria Nordenhake, która mieści się w tym samym galeriowcu co galeria Żak-Branicka, reprezentuje od lat Mirosława Bałkę i Leona Tarasewicza, a galeria pań – między innymi Katarzynę Kozyrę.
– Reprezentujemy artystów i organizujemy im wystawy, jeździmy z nimi na targi. Na targach Art Berlin Contemporary, które zaczynają się w Berlinie za tydzień, będziemy prezentować prace Agnieszki Polskiej, mieszkającej notabene w Berlinie. Potem jedziemy na bardzo dobre, wysublimowane targi Artissime do Turynu, a na początku grudnia – do Miami Beach na Florydzie, na targi Art Basel.
- Dodajmy, że Żak-Branicka będzie tam wśród 250 galerii z całego świata. Czy duże jest zainteresowanie sztuką polską na światowych targach?
– Na nich nie patrzy się, czy sztuka jest polska, chińska, fińska, ale czy jest dobra.
– W Polsce pracowała pani jako krytyk sztuki i dziennikarz. Czy nadal zajmuje się pani krytyką?
– Prowadzę galerię, więc nie mogę zajmować się krytyką. Nie da się jednocześnie zjeść ciastka i mieć ciastko.
– Są wystawy sztuki współczesnej w Polsce, ale targów nie ma.
– Rynek sztuki jest za mały. On kształtuje się w zależności od odbiorcy, a w Polsce jest bardzo mało odbiorców sztuki współczesnej, małe zainteresowanie.
– Z czego to wynika?
– To jest dziwne. Współcześni artyści mówią o problemach, które dotyczą nas, współczesnych ludzi. Mówią współczesnym językiem, więc współczesny odbiorca powinien ich rozumieć, bo posługują się kodem, który on zna, żyjąc w tej samej kulturze. A jednak jest inaczej. Myślę, że za mało w Polsce się wie, do czego - jeżeli można tak w cudzysłowie powiedzieć - służy sztuka współczesna. Wciąż jest mało odbiorców, małe zainteresowanie, a tak zwana szeroka publiczność może kojarzy nazwiska dwóch-trzech współczesnych artystów.
- Jana Matejkę?
- Tak źle nie jest. Mnie jest o wiele trudniej zrozumieć dawne malarstwo, bo w nim są takie kody, które dopiero muszę poznać. Artyści współcześni posługują się współczesnym językiem, współczesnymi mediami – to dziwne, że ludzie tego nie chcą zrozumieć, nie chcą zaakceptować. Współczesny polski odbiorca wciąż woli malarstwo historyczne, a przecież żeby je zrozumieć, trzeba by mieć świadomość dawnych kodów. Jakby ktoś do mnie mówił po staropolsku - ja nie wiedziałabym, o co chodzi. Sztuka współczesna w Polsce jest troszkę lekceważona, jeśli się o niej pisze - to na końcu. Mało kto widzi potencjalne role społeczne, jakie może odgrywać.
- Sytuacja się zmienia: powstało Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu, będzie Muzeum Sztuki Współczesnej we Wrocławiu, do tego Radom, Kielce, Warszawa, Kraków. W Szczecinie też - na potrzeby prezentacji sztuki współczesnej - będzie remontowana stara transformatorownia.
– Zaczynamy nadrabiać zaległości ponad 50 lat. Od wojny nie powstało w Polsce żadne muzeum sztuki współczesnej, poza przystosowanym Zamkiem Ujazdowskim w Warszawie. Jedyne, które jest, to przedwojenne Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Łodzi. A muzea sztuki współczesnej są na całym świecie. Nareszcie w Polsce nastąpiło przebudzenie. Ja się z tego bardzo cieszę.
– Czy mogę więc zapytać: do czego służy sztuka?
– No właśnie. Szerokiemu odbiorcy wydaje się, że służy do tego, żeby było przyjemnie.
– Żeby ładny obraz można było powiesić w ładnym domu.
– A sztuka nie służy do tego. Sztuka służy do pokazywania zjawisk, problemów, żebyśmy je sobie uświadomili, a jeżeli to jest możliwe - rozwiązali. To nie zawsze jest przyjemne, tematy mogą być grząskie, nie zawsze dla odbiorcy miłe. I z tym jakoś społeczeństwo nie może sobie dać rady, i wciąż można usłyszeć, że sztuka powinna być ładna. A przecież sztuka od stu lat nie pełni tej roli, od Marcela Duchampa. Kategoria ładności w sztuce umarła, coś się skończyło. A mimo to dalej tak wielu ludzi w Polsce tak to sobie wyobraża.
– Z niezrozumienia współczesnej roli sztuki bierze się brak zainteresowania nią, brak rynku, życia artystycznego, brak galerii.
– Brak odbiorców. Musi być jakiś kolekcjoner, który coś w galerii kupi, żeby miała możliwość istnienia.
– Ale nie kupuje dlatego, że coś jest ładne.
– Nie. Teraz sztuki się nie kupuje dlatego, że jest ładna.
– Dużo ludzie przychodzi na wernisaże do Galerii Żak-Branicka?
– Bardzo dużo.
– Gdzie się mieszczą? Galeria nie jest duża?
– W Polsce wernisaż to na ogół pół godziny: przemówienia, lampka wina i do widzenia. Tu się przychodzi od godziny 18 do 21. W tym czasie przez galerię przewijają się setki osób, rozmawiają, potem idą do następnej galerii.
– W pobliżu jest pięćdziesiąt galerii.
– I jest taka migracja. Najwięcej ludzi przychodzi o 21.30. Rozmawiają, zostają, jest bardzo miło.
– Galeria Żak-Branicka ma swoich sympatyków?
– O tak, wielu.
– Zna pani życie artystyczne Szczecina?
– Nigdy nie byłam w Szczecinie, ale mam swojego wysłannika, Julię, która u nas pracuje. Jest szczecinianką, więc w Szczecinie bywa.
– Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Szczecinie.
Rozmawiał: Bogdan TWARDOCHLEB

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 30.09.2010