W dystrykcie galerii

Jest moda na sztukę
W dystrykcie galerii

KILKASET galerii z całego świata będzie się prezentować w najbliższy weekend w Berlinie. Jutro w Międzynarodowym Centrum Targowym zaczyna się spotkanie największe – Targi Sztuki Współczesnej „Art Forum Berlin”, w pobliżu targi Art Berlin Contemporary (ABC), nadto konkurencyjne targi sztuki w halach nieczynnego lotniska Tempelhof i międzynarodowa prezentacja Berliner Liste.
Czy to wszystko? Nie, bo takie nagromadzenie galerii, artystów, marchandów i krytyków powoduje, że tworzy się spontanicznie wiele innych inicjatyw, które trudno ogarnąć i że tętnią życiem wszystkie berlińskie muzea sztuki i galerie. Niejedna z nich ma w swojej ofercie także prace artystów polskich, bo są to po prostu dobrzy artyści. Przykład? Niedawno obiegła Berlin wiadomość, że kuratorem Berlińskiego Biennale Sztuki, który ma przygotować ekspozycję w roku 2012, został jeden z najbardziej dziś znanych polskich artystów Artur Żmijewski.
* * *
BERLIN jest dziś niewątpliwie światowym centrum sztuki współczesnej. Doprowadziła do tego świadoma polityka władz miasta, które widzą w tym jedną z szans jego rozwoju (tak!) i budowania autorytetu. Sprawa jest ważna, a świadczy o tym choćby fakt, że w czasie kampanii wyborczej dwa lata temu nadburmistrz Klaus Wowereit, ubiegając się o reelekcję, obiecał, że zbuduje w Berlinie muzeum sztuki współczesnej większe i bardziej reprezentatywne niż hamburska Kunsthalle. Berlińczycy, którzy z Hamburgiem lubią konkurować, pytają go teraz: - No i…?
Jednak już przed Wowereitem Berlin stawiał na sztukę. Artystów się tu po prostu ściąga, oferując pracownie i galerie za niskie czynsze, co sprawia, że porzucają Nowy Jork, Paryż, Londyn i osiedlają się w Berlinie uchodzącym za miasto, które im sprzyja i za najtańszą dla nich stolicę w Europie. Wyprowadzają się też z Pragi, którą bardzo polubili, także z Warszawy.
Sprzyja także artystom klimat Berlina, miasta „na luzie”, bogatego w wydarzenia, faktycznie wielokulturowego i wielonarodowego. Po zjednoczeniu Niemiec i połączeniu obu jego części szczególnie szybko zaczęły zmieniać się dwie centralne dzielnice dawnego Berlina enerdowskiego – Mitte i Prenzlauer Berg. Do nich przede wszystkim zaczęli ściągać artyści, to tu powstały tak znane dziś centra współczesnej sztuki i kultury jak Tachełes i Kulturbrauerei Prenzlauer Berg. Ulica Auguststrasse i ulice przyległe, Torstrasse i Oranienburgerstrasse, stały się ulicami galerii. Po upadku muru czynsze były tam wyjątkowo niskie. Wykorzystano to i dlatego dziś, z galerii do galerii prowadzonych przez marchandów z różnych stron świata można tu chodzić godzinami, a kiedy są wernisaże – życie trwa tu długo w noc. Od niedawna podobnie jest przy Potsdammer Strasse, a od dawna przy Fasanenstrasse w dawnym Berlinie Zachodnim.
* * *
BERLIŃSKI Dystrykt Galerii (Berlin Galery District) powstał wiosną tego roku w okolicach słynnego Check-Point-Charlie, najważniejszego kiedyś przejścia granicznego między dwiema częściami Berlina.
– Izabela to wszystko zainicjowała, proszę do niej podejść koniecznie, to bardzo miła osoba, udzieli najwięcej informacji. Wszystko zorganizowała, jej się należy order, poruszyła niebo i ziemię, żeby wszystkich skrzyknąć – mówi Monika Branicka, współwłaścicielka Galerii Żak-Branicka.
– Ile jest galerii w Berlinie? Może tysiąc? Nie wiem – zastanawia się Isabelle Gräfin du Moulin.
– Ilu w Berlinie mieszka artystów? Pięć tysięcy?
– Może sześć… Wciąż jest ich więcej.
Czterokondygnacyjny gmach przy Lindenstrasse mieści tylko galerie sztuki współczesnej. Jest ich tu dziesięć. Isabelle du Moulin prowadzi galerię Niels Borch Jansen, która swoją pierwszą siedzibę ma w Kopenhadze i gdzie mieszka jej twórca. W tym samym galeriowcu, na trzecim piętrze, jest też Galeria Żak-Branicka.
– W pobliżu jest pięćdziesiąt galerii. Postanowiliśmy współpracować i powołaliśmy Berliński Dystrykt Galerii – mówi Isabelle du Moulin.
– Nie konkurujecie?
– Konkurencja? Wykorzystujemy efekt synergii. Im więcej jest tu galerii, tym więcej jest ludzi i większe zainteresowanie sztuką.
Niedaleko, przy Rudi-Dutsche-Strasse, jest kolejny galeriowiec, potem następny.
– Galerie są tu już od jakiegoś czasu, współpraca między nami też, ale inicjatywa jest nowa. Postanowiliśmy bardziej współpracować i nazwać stan, który już właściwie jest: w promieniu kilkuset metrów jest pięćdziesiąt bardzo dobrych galerii na poziomie międzynarodowym. To jest zjawisko dosyć wyjątkowe na skalę światową. Daliśmy temu nazwę Berlin Gallery District - podkreśla Monika Branicka.
* * *
LINDENSTRASSE to skraj Kreuzbergu. Bardzo blisko, zaledwie kilka przecznic dalej, jest legendarny Check-Point-Charlie. Można nawet powiedzieć, że galerie zgrupowały się wokół niego.
– W ciągu ostatnich pięciu lat przy sąsiedniej Zimmerstarsse powstało kilka galerii. To był kiedyś rejon przy murze, gdzie nikt nie chciał mieszkać. Przy kilku sąsiednich ulicach powstało też kilka kompleksów budynków z galeriami. Niedaleko jest Muzeum Żydowskie, Berlinische Galerie, prawdziwe centrum sztuki - Martin-Gropius-Bau, Muzeum Komunikacji, licznie odwiedzana wystawa Topografia Terroru oraz śmieszne, ale bardzo fajne Muzeum Curry Wurst – dodaje Branicka.
Bodaj o kilometr jest pl. Poczdamski, Muzeum Salvadroa Dali, Unter den Linden, Gendarmenmarkt itd. itd.
* * *
U ŻAK-BRANICKIEJ jest właśnie wystawa fotografii Krzysztofa Zielińskiego „Briesen”. Julia Wielgus, szczecinianka, która też mieszka w Berlinie, absolwentka historii sztuki, asystentka galerii mówi: – Briesen to dawna niemiecka nazwa Wąbrzeźna, z którego pochodzi artysta. Wszystkie te fotografie zrobił w Berlinie. Odnajduje w nich podobieństwa między Wąbrzeźnem a Berlinem: w architekturze, kolorach, geometrii, kontrastach, śladach, przyzwyczajeniach ludzi.
– Mieszka od paru lat w Berlinie – dodaje Branicka i wręcza wydane przez galerię katalogi wystaw. Niemal sami artyści polscy młodego i średniego pokolenia, znani i bardzo znani: Hubert Czerepok, Szymon Kobylarz, Paweł Książek, Zofia Kulik, Dominik Lejman, Józef Robakowski, Robert Kuśmirowski, Katarzyna Kozyra (mieszka w Warszawie i Berlinie), Kasia Fudakowski (mieszka w Berlinie), Agnieszka Polska (mieszka w Berlinie) i Yane Calowski, Macedończyk, który mieszka w Skopje i Amsterdamie.
– Zainteresowanie artystów z Polski wystawianiem w Berlinie jest ogromne. Nie tylko nasza galeria reprezentuje polskich artystów. Na przykład skandynawska Galeria Nordenhake, która swoją berlińską siedzibę ma dwa piętra niżej, reprezentuje tak znanych na świecie artystów, jak Mirosław Bałka i Leon Tarasewicz - mówi Branicka.
Na parterze gmachu ma też swoją filię Galeria Jacksons ze Sztokholmu specjalizująca się w sztuce designu, głównie skandynawskiego.
– Szczęśliwie wybraliśmy lokalizację w galeriowcu przy Lindenstrasse. Są tu tacy lokatorzy jak Nordenhake i legendarna galeria Konrad Fischer, a to daje nam bardzo interesujące możliwość gruntownego poznania ich kolekcji i najnowszych ofert – mówi sympatyczna asystentka Galerii Jacksons.
– Na czym będzie polegać współpraca w Dystrykcie Galerii?
– Każda galeria ma swoje własne plany i terminy. Trudno koordynować wernisaże, ale jeśli się uda, to czemu nie. Na pewno przynajmniej raz w roku zrobimy festyn, a wtedy cały dystrykt, wszystkie ulice będą żyły tylko sztuką – mówi Isabelle du Moulin.
Bogdan TWARDOCHLEB

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 06.10.2010