Dobry człowiek z Jasnych Błoni

Hermann Stöhr, szczeciński pacyfista
Dobry człowiek z Jasnych Błoni
HERMANN Stöhr mieszkał w Szczecinie, blisko Jasnych Błoni, przy uliczce, która dziś nazywa się Juliana Tuwima, a w jego czasach miała imię Jana-Marii Webera. Prowadził tu wydawnictwo, dla którego wybrał motto swego życia z Biblii: „Ut omnes unum sint” („Aby wszyscy byli jedno”).
Na początku 1939 roku odmówił pójścia do Wehrmachtu, a gdy ogłoszono mobilizację, nie zgłosił się do jednostki. 31 sierpnia 1939 roku został aresztowany. Sąd Wojenny Rzeszy skazał go na śmierć. Został ścięty 21 czerwca 1940 roku o godz. 6 rano.
* * *
Dopiero w 1985 roku, w Stuttgarcie, ukazała się pierwsza książka o nim, pióra Eberharda Röhma, autora głośnej monografii „Evangelische Kirche zwischen Kreuz und Hakenkreuz” („Kościół ewangelicki między krzyżem a swastyką”), zatytułowana „Umrzeć dla pokoju” („Sterben für Frieden”). Wstęp do niej napisał nieżyjący już dziś biskup Kurt Scharf, wybitna postać niemieckiego Kościoła ewangelickiego, promotor pojednania z Polską.
Informacje o Hermannie Stöhrze zaczęli też gromadzić ludzie związani z Biblioteką Pokoju/Muzeum Antywojennym, założonym w 1984 roku przy ewangelickiej parafii św. Bartłomieja w berlińskiej dzielnicy Friedrichshain.
Już w po zjednoczeniu Niemiec przebudowano w Berlinie okolice dawnego Dworca Śląskiego (dziś: Ostbahnhof). Powstał wtedy plac, który z inicjatywy berlińskich Zielonych nazwano imieniem Hermanna Stöhra. Na początku stycznia 1998 roku, w 100-lecie jego urodzin, odsłonięto tam poświęcony mu pomnik.
Ludzie związani z Biblioteką Pokoju/Muzeum Antywojennym i partnerską organizacją Szczecina (Städtepartner Stettin e.V.) w berlińskiej dzielnicy Friedrichshain/Kreuzberg, chcą również w Szczecinie upamiętnić Hermanna Stöhra.
* * *
Urodził się w Szczecinie 4 stycznia 1898 roku. W listopadzie 1914 roku, po ukończeniu gimnazjum, zgłosił się dobrowolnie do marynarki wojennej. Trwała pierwsza wojna światowa. Służył na krążowniku „Göben”, który na Morzu Czarnym wspomagał Turcję przeciw Rosji. Doświadczył wtedy, czym jest wojna. Jego przyjaciel, pastor Klütz ze Szczecina-Żelechowej, pisał w 1939 roku, że „wrócił po wojnie do ojczyzny zupełnie inny”.
* * *
Studiował ekonomię, prawo i politykę społeczną, słuchał wykładów z teologii. W 1922 roku obronił doktorat z nauki o państwie. Pisał o pomocy zagranicznej po pierwszej wojnie światowej i akcjach zwalczania głodu w Europie, w których widział początki pojednania między narodami. Już wtedy był zwolennikiem ekumenizmu, a przeciwnikiem nacjonalizmu, o którym pisał, że jest sprzeczny z Ewangelią.
Po studiach pracował w Berlinie w biurze czasopisma ekumenicznego „Die Eiche” i Międzynarodowego Związku Pojednania. Współpracował ze Społeczną Wspólnotą Pracy, która miała siedzibę przy Dworcu Śląskim. Prowadził kursy dla bezrobotnych, pomagał młodzieży zagrożonej społecznie, mówił o potrzebie budowania jedności, sprawiedliwości i przyjaźni międzynarodowej, współtworzył przedszkola, świetlice, tanie sklepy.
Kończyła się jednak Republika Weimarska, naziści byli coraz silniejsi, poglądy pacyfistyczne i ekumeniczne były utożsamiane z antynarodowymi, prożydowskimi i antypaństwowymi. Stracił pracę. W 1930 roku był jeszcze na stypendium w USA, a rok później wrócił do Szczecina. Założył tu Wydawnictwo Ekumeniczne, w którym ukazały się tylko trzy książki. Sam je napisał.
* * *
Latem 1928 roku był w Polsce. Pisał artykuły o złej sytuacji Niemców i niemieckiego Kościoła ewangelickiego w Poznańskiem po 1918 roku. Widział w tym jednak skutek win Niemców - rozbiorów Polski i germanizacji. Sugerował, że Niemcy w Poznaniu muszą „rozpoznać się w nowej sytuacji” i zrozumieć, że Polacy, po dziesięcioleciach cierpień z ich strony, teraz odbudowują swoją ojczyznę.
Jego artykuły wywołały przeciw niemu ostrą kampanię w prasie niemieckiej. Pisano, że są „ciosem w plecy poznańskich Niemców”, świadectwem „nierozsądnych akcji przyjaznych Polsce”.
* * *
Po dojściu Hitlera do władzy umacniał się w swoich przekonaniach. Protestował przeciwko naruszaniu praw człowieka, bronił przeciwników faszyzmu i Żydów, apelował o modlitwy więźniów obozów koncentracyjnych.
28 lutego 1939 roku otrzymał wezwanie na ćwiczenia wojskowe. Odpowiedział, że nie stawi się ze względów zdrowotnych i z powodu przekonań. Pisał: „Mnie i mojemu narodowi Chrystus powiedział: «Kto bierze miecz, od miecza zginie». Dlatego uważam, że zbrojenia mojego narodu nie służą jego obronie, lecz są dla niego zagrożeniem. Nie mogę więc popierać tego, co jest dla mojego narodu niebezpieczne i zgubne”.
Uważano go za dziwaka. Gdy rozważano skazanie go na śmierć, jeden z kapitanów Bundesmarine napisał, że „lepiej zabić go obojętnością lub śmiechem niż tworzyć zeń męczennika”.
15 sierpnia 1939 roku Niemcy ogłosiły mobilizację. 22 sierpnia Hermann Stöhr powinien stawić się w wojsku. Nie przyjął wezwania. 31 sierpnia 1939 r. został aresztowany pod zarzutem dezercji.
Jego proces przed sądem wojskowym trwał godzinę. Sądzono go według prawa pokojowego, bo prawo wojenne weszło w życie 26 sierpnia 1939 roku. Wyrok brzmiał: rok więzienia i utrata stopnia wojskowego.
Jednak gdy Hermann Stöhr odmówił złożenia przysięgi na wierność Hitlerowi, stanął przed Sądem Wojennym Rzeszy. 16 marca 1940 roku został skazany na śmierć.
* * *
Ostatni list napisał 20 czerwca 1940 roku w nocy do kapelana więziennego, pastora Haralda Poelchau. Pisał w nim: „Przecież taka jest wola Boga łaskawego. (...) Dlatego mogłem dojść aż tu wierząc w Bożą dobroć. (...) Chcę (...) iść moją drogą z wdzięcznością i radością. Bo w końcu to jest nie tylko wyjście, lecz także wejście. Spotkamy się wszyscy w wieczności, a tam nasza radość będzie jeszcze większa”.
Bogdan TWARDOCHLEB

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 04.11.2010

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: