Angielka z Rzędzin

„Pojawiła się mała kometa na literackim niebie Londynu" - pisały angielskie gazety o nieznanej nikomu autorce książki „Elizabeth i jej niemiecki ogród", która znikała z księgarskich półek. Kim ona jest? - pytały. Nazywała się Elizabeth von Arnim, była angielską żoną pruskiego junkra z podszczecińskiej wsi Nassenheide, które dzisiaj nazywają się Rzędziny. One ją zainspirowały, ona wprowadziła je do światowej literatury. Książki tej pisarki ukazują się do dzisiaj. Ale nie w Polsce.
Jest ponury, chłodny dzień 18 marca 1896 r. Z pociągu, który wjechał na szczeciński dworzec, wysiada młoda kobieta w towarzystwie mężczyzny. Nazywa się Elizabeth von Arnim z domu Beauchamp, ma 30 lat, jest Angielką, od sześciu lat żoną towarzyszącego jej hr Henninga von Arnim i matką trojga dzieci. Powóz wiezie ich przez dzisiejszą al. Wojska Polskiego, Wołczkowo, Dobrą, Buk do Rzędzin. Nazywają się one Nassenheide i należą do Arnimów. Młoda dziedziczka ma otworzyć tam szkołę.
Uroda tutejszych okolic, zdziczały park i pusty od 25 lat dom zachwycają Angielkę. Postanawia tutaj zamieszkać. W Berlinie, gdzie osiedli z Henningiem po ślubie, czuła się samotna i obca.

Ogród i książka
Jest późne popołudnie, Elizabeth siedzi w ogrodzie i słucha, jak dwie sowy niedaleko toczą ze sobą „rozmowę". Na kartce papieru zapisuje: 7 maja, i pierwsze słowa swej pierwszej książki: „Kocham mój ogród" . Będzie opisywać w niej swoje wiejskie życie i ogród, który stworzy na obrzeżach starego parku.
Ludzie plotkują o dziwnej Angielce, która czas spędza w ogrodzie na spacerach albo czytaniu na głos zirytowanemu ogrodnikowi fachowych poradników, zamiast zająć się domem.
„Chłopi w tej okolicy są są niewierzący, nieokrzesani, nieucywilizowani, a wrażliwy intelektualista pastor jest między nimi jak perła przed świnie rzucona" - zapisuje 7 grudnia w książce, użalając się nad duchownym z niedalekiej wioski Blankensee, któremu ludzie nieustannie dokuczają.
Ale o swojej sąsiadce, „idealnej niemieckiej właścicielce majątku" pisze z lekkim podziwem. Ta dzielna kobieta zrywa się codziennie o świcie i objeżdża swoje gospodarstwa, by dopilnować wszystkiego. Ona zdecydowanie woli książki.

- Książki? - otwierają szeroko oczy damy na szczecińskich salonach. - Czytanie jest dla mężczyzn, dla kobiet to niegodziwe marnotrawienie czasu. Dzielna mała kobietka. To niemożliwe, żeby pani była szczęśliwa tam, zupełnie sama... - współczują Elizabeth.

Polacy w Rzędzinach
Przyjeżdżają do Rzędzin robotnicy sezonowi. „Ludzie, którzy w majątku pracują od marca do grudnia są Rosjanami i Polakami, albo mieszanką obu nacji" - notuje dziedziczka. Najprawdopodobniej są to Polacy z zaboru rosyjskiego lub austriackiego. Amerykańska biografka pisarki Karen Usborne, która przestudiowała całą jej spuściznę literacką, wspomina tylko o Polakach.

Przyjeżdżają tutaj wynędzniali z całymi rodzinami. „Dostają za pracę półtorej do dwóch marek dziennie oraz tyle ziemniaków, ile tylko mogą zjeść. Kobiety dostają mniej i mniej też zarabiają, chociaż harują na równi z mężczyznami. Ale one są tylko kobietami..." - zapisuje wstrząśnięta ich losem. Nikt nie ma litości też dla kobiet w ciąży. „To całkiem normalne, że widać je rano na polu i potem znowu po południu. W międzyczasie urodziły, dzieci zostały pod opieką starszych kobiet".
- Biedna, biedna kobieta! - woła Elizabeth na widok jednej z tych robotnic. - A łajdakowi jej mężowi jest całkiem obojętne, pewnie bił ją dzisiaj wieczorem, kiedy mu jedzenie nie smakowało - mówi do jadącego obok męża i pyta głośno o równouprawnienie.
Arnim wyjaśnia swej angielskiej żonie, że tym mężczyznom w łachmanach pozwala na bicie żon ich religia. Przynajmniej raz w roku jest to wskazane, dla ich ogólnego samopoczucia. Bo one, jak twierdzi z przekonaniem, są tak naprawdę szczęśliwe.

Henning - Grimmige

Karen Usborne twierdzi, że obserwacja Polaków w Rzędzinach miała wpływ na kształtowanie się poglądów pisarki w kwestii wolności kobiety i jej praw. Jej własne życie również. Mąż widział ją tylko w roli żony rodzącej mu dzieci. W pamiętniku, który pisała do końca życia, wspomniała, że wiosną 1898 r. nie mogła pisać, bo nieustannie dochodziło do małżeńskich awantur. „On chciałby jeszcze jedno dziecko, czego ja nie widzę".
W swojej książce mężowi nadaje przydomek Grimmige, co można przetłumaczyć jako Wściekły. „Była kłótnia i Grimmige wyjechał do Berlina, co za ulga"...

18 kwietnia 1898 r. kończy swoją pierwszą książkę tak jak zaczęła - opisem ogrodu, gdzie wśród dywanów kolorowych kwiatów i różanych krzewów, znajdowała spokój. Tytułuje ją „Elizabeth i jej niemiecki ogród" i podpisuje tylko imieniem Elizabeth, co jest w XIX-wiecznej Anglii powszechnym zwyczajem wśród debiutantów. Książkę wysyła do Londynu. Tam mieszka jej rodzina.
Narodziła się pisarka
Książka ukazuje się 20 września 1898 r. i ma od razu fenomenalną sprzedaż. „Pojawiła się mała kometa na londyńskim literackim niebie", ogłasza popularna gazeta „Daily Mail". Inne piszą o świeżym talencie, odmiennym spojrzeniu i dowcipie nieznanej autorki. Kim ona jest? - pytają londyńskie salony - wnuczką królowej Wiktorii? Księżniczką Ireną Pruską? A może Daisy, księżniczką von Pless?
Ona w rzędzińskim pałacu Elizabeth pisze „Samotne lato". Tylko w pamiętniku zanotuje, że Grimmige rzucił się na nią z pięściami. Innym razem, gdy pracuje zamknięta w pokoju, kopie w drzwi, potem rzuca w nią ołówkiem zwanym pałką Bismarcka. Druga książka ukazuje się w Londynie 1899 r. i też staje się bestsellerem. Tam pisarka rodzi czwartą córkę.
Kolejne książki czynią pisarkę z pomorskiej prowincji coraz bardziej sławną w Europie i przynoszą też wielkie pieniądze, które zgodnie z pruskim prawem należą do jej męża. A sama tylko debiutancka książka, która w następnych wydaniach ukazywać się będzie jako „Elizabeth i jej ogród", przyniosła w pierwszym roku pół miliona funtów, według dzisiejszych szacunków. „Wszystkie honoraria i tantiemy „wsiąkają w piasek i ziemię pomorską, albo gorzej jeszcze, bo do beczki bez dna wierzyciela Arnima" - pisze Karen Usborne.

Gdy w 1901 r. Arnim zgadza się na rozdzielność majątkową, Elizabeth świętuje sukces nowej powieści „Anna Estcourt", która ukazuje się równocześnie w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Krytyka chwali, salony rozprawiają, nie tylko o książce, a hrabina w Rzędzinach moczy nogi w gorącej wodzie i powtarza: Tylko nie ciąża... Jej lekarz w Szczecinie dr Haeckel mówi, że może spokojnie rodzić. Ponieważ Henning pozwala żonie raz na rok odwiedzać w Londynie rodzinę, jedzie tam. Na świat przychodzi syn Henning Bernd. Po powrocie całymi już dniami pracuje nad nową książką w samotni przerobionej z parkowej oranżerii, a w przerwach spaceruje alejami parku w towarzystwie dwóch dogów. Wkrótce ukazuje się „Elizabeth na Rugii", w której pokpiwa z feministek. „Pierwsza komiczna książka w Anglii od lat" - piszą krytycy.

Studenci z Cambridge
W Rzędzinach pojawiają się guwernerzy. Do nauki angielskiego dzieci Elizabeth zatrudnia studentów z Cambridge. W chłodny wieczór 1905 r. brnie przez bajora do pałacu Edward M. Forster, który niebawem będzie znanym pisarzem, jak jego chlebodawczyni. Tak samo, jak inny student - Hugh Walpole. Ten pierwszy skończy tu debiutancką powieść „Gdzie anioły lękają się stąpać", drugi swoją zacznie. Obaj opiszą we wspomnieniach swój pobyt w pałacu, a jego gospodynię, jako pełną czaru i humoru kobietę. Forster w 1959 r. napisze też artykuł pt. „Nassenheide".
Drugie życie Elizabeth
W 1909 r. ukazuje się nowa książka pisarki - „Biuro podróży" - która oburza środowisko pruskich oficerów, a w czasie pierwszej wojny światowej trafi w Niemczech na czarną listę. W tym samym roku ona rozwodzi się z Arnimem i wyjeżdża z dziećmi do Londynu. W Rzędzinach spędza jeszcze Boże Narodzenie, stąd wyjeżdża do Montreux, gdzie publiczność przyjmuje owacją jej sztukę pt. „Priscilla". Kiedy w Szwajcarii buduje swój dom, w niedalekim sanatorium umiera Henning.
Następny dom Elizabeth staje na Lazurowym Wybrzeżu. Londyńskie salony plotkują o jej romansie ze słynnym pisarzem Georgiem H. Wellsem. W 1916 r. bierze ślub z Francisem Russellem, bratem słynnego matematyka. Swoje książki podpisuje teraz nazwiskiem Russell i wraca do swego dawnego imienia Mary Annette. Francis ma tytuł książęcy, prasa pisze: Mary Annette countess Russell. W jej domu goszczą słynni pisarze, politycy, m.in. Winston Churchill. Ale małżeństwo rozpada się po trzech latach. Trzeci mąż, Aleksander Stuart Frere, jest dużo od niej młodszy.
Jak muzyka Mozarta
Elizabeth von Arnim opisuje w książkach swój czas, jest bystrą obserwatorką zmian, jakie zachodzą w pierwszej połowie XX w. i ich wpływu na życie społeczeństw. Przede wszystkim na sytuację kobiet, które wciąż domagają się praw dla siebie. Nie była jednak klasyczną feministką, jak wiele ówczesnych pisarek. Krytyka chwali jej własny język, styl czasami porównywany do Jane Austen, i lekki humor. „Kto jeszcze tak potrafi pisać, jest Mozartem. Jak dokonałaś tego? Jak, jak!" - pisze do niej kuzynka, równie sławna pisarka Katherine Mansfield, gdy w 1922 r. ukazuje się „Czarowny kwiecień".
Gdy wybucha druga wojna światowa, Elizabeth wyjeżdża do Ameryki. Najnowsza jej powieść „Mr Skeffington" odnosi sukces w Anglii i USA. Pisarka ma 74 lata. „Wzniosła się w niej na wyżyny" - napisano. Wytwórnia Warner Brothers płaci za prawo do jej sfilmowania 50 tys. dolarów i kręci film z Betty Davies w roli głównej. Ale Elizabeth już go nie zobaczy, w 1941 r. umiera na grypę.
„Zmarła jedna z nielicznych dowcipnych pisarek Anglii". Mówię dowcipnych, nie komediowych" - napisał jej przyjaciel Hugh Walpole.
Dlaczego nieznana?
W Rzędzinach stoi dawna szkoła, którą w 1896 r. otwierała młoda pani Arnim. Także stajnia z tamtych lat, gorzelnia, dom rządcy. I park z drzewami, które pamiętają damę spacerującą z psami po alejach, także dwóch innych pisarzy, także wnuków niemieckiego poety Goethego, którzy bywali tu wcześniej. To park, nad którym unosi się muza literatury. Dbają o niego dzisiejsi właściciele.

W miejscu, gdzie stał pałac Arnimów, spalony w 1945 r. pozostało kilka starych stopni ze schodów, którymi Elizabeth zbiegała do swego ogrodowego raju.
- W środku pałacu było wszystko wypalone, ale mury stały jeszcze na wysokość piętra. Znalazłem tam figurkę św. Antoniego. Był w parku plac zabaw, na którym urządzaliśmy różne imprezy - wspomina pan Michał Walawski, który przyjechał do Rzędzin w 1947 r. organizować życie polskim mieszkańcom i pilnować porządku. Pamięta, że był tam jakiś ogród. Resztki tego, o którym pisała pod koniec życia? „Mój ukochany ogród stracony, w którym tyle szczęśliwych lat spędziłam".

Pani sołtys Bożena Ziołecka mówi, że ludziom w Rzędzinach, które po likwidacji PGR, popadły w nędzę, trochę żyje się lepiej. Młodzi mają pracę w pobliskim Buku i Dobrej, kilka osób zatrudniła stolarnia na miejscu. A poza tym, to wieś rozwijająca się, nie tylko ze względu na małe dzieci, których tu przybyło. Niebawem, za gospodarstwem pani sołtys, zacznie powstawać nowe osiedle i Rzędziny staną się bogatsze o dość liczną grupę mieszkańców. Zamieszkają w bardzo ciekawym i uroczym miejscu, które stworzyło znaną pisarkę.

Książki Elizabeth von Arnim, na nowo odkrywane, ukazują się w świecie w różnych językach. Także w japońskim. Dwa lata temu wyszła najnowsza jej biografia. Kto wie, że oprócz debiutanckiej „Elizabeth i jej ogród", akcję kilku innych powieści też umieściła na Pomorzu? W Polsce wydano chyba tylko „Mr Skeffington" jako „Urodziny Fanny" oraz „Czarowny kwiecień" - przerobioną na sztukę, grywaną przez teatry i film, który dostał Oscara. Dlaczego ta pisarka nie znajduje uznania wśród polskich anglistów?

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 21.03.2008

Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion

Vielleicht interessieren Sie sich für einen der aktuellen Beiträge aus der deutsch-polnischen Grenzregion: