Jak się myśli w Szczecinie?

Rzecz o kulawości miasta
Jak się myśli w Szczecinie?
POLSKA się regionalizuje. Skutek tego jest również i taki, że w różnych regionach Polski myśli się i pisze inaczej o podobnych sprawach.
Pod koniec ubiegłego roku Ruch Autonomii Śląska (RAŚ) złożył do sądu pozew przeciwko Grzegorzowi Napieralskiemu, szefowi SLD, który miał gdzieś powiedzieć, że ruch dąży do oderwania Śląska od Polski. Działacze RAŚ uznali to za „oczywistą nieprawdę”, żądają przeprosin i tysiąca złotych odszkodowania na rzecz hospicjum.
O pozwaniu Napieralskiego można było przeczytać w śląskiej prasie (w ogólnopolskiej trochę też), w szczecińskiej chyba nie. O Ruchu Autonomii Śląska pisze się w Szczecinie bardzo mało, bo to inny zakątek Polski, a jeśli już się pisze – to ruchem się straszy. Tymczasem RAŚ dąży przede wszystkim do uzyskania tego, co Śląsk miał w przedwojennej Polsce i co zlikwidowali hitlerowcy, a czego nie pozwoliła odtworzyć PRL; chodzi o własny regionalny sejm i skarb. RAŚ ma dziś wielu reprezentantów we władzach regionu, dobrze też współpracuje z wieloma stowarzyszeniami i ruchami regionalnymi w Polsce i zachodniej Europie, na przykład z takimi, które powstały na fali odżywania prądów patriotycznych i narodowych. Odżywają one obficie m.in. dlatego, że do kultywowania własnych tradycji namawia je Unia Europejska, uznająca narodową, regionalną i kulturową różnorodność za największe bogactwo Europy. Wystarczy spojrzeć w stosowne dokumenty i przyjrzeć się unijnej praktyce, by stwierdzić, że tak jest.
* * *
Jednak dziś są dobre czasy do mieszania w głowach. Atakuje nas co dnia lawina informacji, której nie sposób opanować. Łatwo jednak z niej wyławiać strzępy, dobre zwłaszcza do ubarwiania przemówień i felietonów, pisanych z tezą, z błyskiem w oku, i sklejania ich w całość za pomocą utartych stereotypów. Wtedy felieton (mowa) może zmienić się w tekst profetyczny.
W takich rejtanowskich tekstach zaczęła być przywoływana w Szczecinie tu i ówdzie sprawa pomnika Sediny. Grupa szczecinian chciała go odtworzyć, widząc w nim apoteozę morskiego, pokojowego, spokojnego Szczecina, czerpiącego korzyści z przywileju położenia nad wielkimi wodami. Nie ma przecież Sedina żadnych militarnych atrybutów, a wprost przeciwnie – na pomniku jest kobieta z żaglem, kotwicą, jakaś ryba, muszle i dwie nagie postacie.
Grupie szczecinian, zwolenników odtworzenia Sediny, zarzucono, że chcą restytucji „pangermańskiego symbolu” i „niemieckiego ducha”, że pomnik jest „w stylu i manierze epoki pruskiego ekspansjonizmu, w kulcie zaborczych, polakożerczych władców”.
Gdzie to widać? Czy to symbolizuje kobieta z żaglem, muszla, ryba, czy nagie postacie? Sedina ma być apoteozą wojny i pruskiej zaborczości? Nago na wojnę? W pruskiej armii? Z rybą i muszlami, z wodą?
Napisano też: „obcych pomników się nie odbudowuje”.
* * *
W Gorzowie Wielkopolskim myśli się i pisze inaczej. W 1997 r. odtworzono tam (w środku miasta, w sąsiedztwie katedry, pod okiem ks. biskupa ordynariusza) tzw. fontannę Paukscha – inaczej: pomnik Marii, zniszczony w czasie wojny przez hitlerowców. Projekt opracowała polska rzeźbiarka Zofia Bilińska, a odbudowę sfinansowali byli niemieccy mieszkańcy Gorzowa, landsberżanie – jak się o nich mówi w Gorzowie – czyli po prostu ziomkowie. Autorem Marii był niemiecki artysta Cuno von Uechtritz-Steinkirch, urodzony we Wrocławiu, jak autor szczecińskiej Sediny i jego dobry znajomy, Ludwig Manzel (razem pracowali w Berlinie przy – o zgrozo! – kolumnie Zwycięstwa).
Gorzowska Maria i szczecińska Sedina były odsłonięte prawie w tym samym czasie, pierwsza – w roku 1897, druga – rok później. Maria nie dzierży żagla, lecz nosidła z wiadrami, a towarzyszy jej troje dzieci. Jest apoteozą Warty i dobrej przyszłości Gorzowa biorącej się z rozwoju przemysłu, rybołówstwa i żeglugi.
Odtworzoną rzeźbę odsłonięto w 1997 r. w stulecie jej pierwszego odsłonięcia i w 740-lecie nadania Gorzowowi praw miejskich. W uroczystości, na zaproszenie władz miasta, uczestniczyli niemieccy gorzowianie.
Nie odtwarza się zniszczonych kiedyś rzeźb?
* * *
Jest jeszcze Bydgoszcz. Tam w 1904 r. odsłonięto fontannę „Potop”, która szybko stała się jedną z większych atrakcji turystycznych miasta. Jej autorem był Ferdynand Lepcke, rzeźbiarz z tego samego artystycznego zaciągu co Manzel i von Uechtritz-Steinkirch, choć nie z Wrocławia, lecz Bawarii. „Potop” hitlerowcy przetopili w czasie wojny na armaty, a teraz bydgoszczanie (dokładniej: Stowarzyszenie Odbudowy Bydgoskiej Fontanny „Potop”) odtwarzają, część jest już gotowa i stoi na dawnym miejscu, w centralnym parku. Projekt opracował świętokrzyski artysta rzeźbiarz Michał Pronobis.
(Symbolem Bydgoszczy jest inna rzeźba Ferdynanda Lepckego – „Łuczniczka”. Jej kopie stoją w Berlinie, Coburgu, Wilhelmshafen i Heringsdorfie na Uznamie. Czy można by w związku tym napisać, że to podkreśla związki Bydgoszczy z Niemcami?).
* * *
Gorzowianie wspólnie z landsberczykami, zgrupowanymi w Stowarzyszeniu Byłych Mieszkańców Landsberga, ufundowali jeszcze Dzwon Pokoju. Spotykają się przy nim w rocznice wybuchu drugiej wojny światowej i zajęcia Landesberga/Gorzowa przez wojska radzieckie. Jest to w Gorzowie Dzień Pamięci i Pojednania, upamiętniający koniec niemieckiej, a początek polskiej historii miasta.
Dzwon odzywa się wtedy w południe, gdy Niemcy i Polacy są przy nim. Potem wspólnie składają kwiaty w miejscach gorzowskiej pamięci: w lapidarium, upamiętniającym mieszkańców Landsberga, i na cmentarzu, gdzie leżą żołnierze, którzy Landsberg zdobywali.
– Jesteśmy szczęśliwi, widząc kolejne miejsca przypominające nasze dawne miasto i to, jak bardzo dzisiejsi mieszkańcy kochają swój Gorzów – mówiła podczas jednej z takich uroczystości Urszula Hasse-Dresing, przewodnicząca landsberżan.
Dzwon Pokoju odzywa się w chwilach ważnych dla mieszkańców Gorzowa. Bił, gdy miasto czciło pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej.
W Szczecinie nie są dziś możliwe takie spotkania niemieckich i polskich mieszkańców miasta, jakie od lat organizuje Gorzów.
* * *
Kilka lat temu odtworzono w Gorzowie zniszczony w 1945 r. (już po odejściu Niemców) obelisk Egometa Brahtza (zm. 1918), murarza i rajcy miejskiego, a w ubiegłym roku ustawiono pomniki dwóch malarzy gorzowskich: Niemca, Ernsta Henselera (ur. 1852 pod Gorzowem – zm. 1940 w Berlinie) i Polaka, Jana Korcza (ur. w 1905 w Samborze na Kresach – zm. w 1984 w Gorzowie). Będą ustawiane w Gorzowie kolejne takie rzeźby. Dodajmy, że są też w Gorzowie pomniki Mickiewicza, Piłsudskiego, Jana Pawła II i bp. Wilhelma Pluty, Edwarda Jancarza, Pierwszych Gorzowian, Mikołaja Kopernika, Pionierów Kolejnictwa, Bronisławy Wajs Papuszy, Orląt Lwowskich.
* * *
Polska jest dziś mocno podzielona regionalnie. Dowodem tego jest na przykład fakt, że co można robić w Bydgoszczy i Gorzowie, tego nie da się zrobić w Szczecinie. Tam, nie zapominając o tym, co w dziejach stosunków polsko-niemieckich było złe, szuka się dróg w przyszłość, a w Szczecinie wraca się coraz chętniej i głośno do sloganów o Niemcach – odwiecznym wrogu, co notabene prawdą nie jest (mówiąc delikatnie, bo mówiąc wprost jest kłamstwem). W Gorzowie mówi się, że odtworzona Maria jest „skarbem miasta” (dlatego teraz miasto znalazło ponad milion złotych na jej konieczny remont), a w Szczecinie – że odtworzenie Sediny byłoby gestem „wiernopoddańczym wobec zaborcy”. Tam pamięta się o całej historii miasta, tu mówi się, że jeśli chodzi o historię miasta niemieckiego, „które zmiotła wojna”, powinny wystarczyć stare widokówki.
W Gorzowie i Bydgoszczy można. A w Szczecinie? Dopóki Szczecin się nie zmieni, dopóki nie zacznie współcześnie myśleć o sobie, także swoim miejscu przy granicy i w stosunkach polsko-niemieckich, dopóty będzie miastem koślawym. Od czasu do czasu ożywi tę koślawość jakiś okrzyk (lub felieton) albo też tęskne wspomnienie gospodarczej wielkości miasta w czasach nakazowej gospodarki socjalistycznej i „żelaznej kurtyny”. Im dłużej Szczecin będzie tamte czasy tkliwie wspominał, tym bardziej będzie odpływał w niebyt, jak one, jak „żelazna kurtyna” i nakazowa gospodarka.
* * *
Pocieszać można się tym, że Polska się regionalizuje i gdzie indziej myśli się inaczej.
Jak też tym, że i w Szczecinie jest całkiem niemało ludzi, którzy również myślą inaczej.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 24.02.2011