Przerwany sen wieczny - Gdzie człowieczeństwo, kultura, gdzie prawo?

Jak nazwać człowieka, który z najniższych pobudek, bo z chęci zysku, niszczy pozostałości średniowiecznego kościoła? Jak nazwać tego, kto szczątki wielu pokoleń ludzi wywozi na wysypisko? Kim jest ten, który obu tym czynom przydaje cechy nieumyślności, nie dostrzegając w nich znieważenia miejsca spoczynku zmarłych i prochów ludzkich?
W odbiorze cywilizowanej Europy odpowiedź na wszystkie te pytania jest jedna: Polak. Czas wskazać konkretne osoby, które jedną sprawą „Gostyń" nam wszystkim przydały gęby barbarzyńców.
Artefakty z muzealnej półki
Niewielkie szare pudło. W nim kilka pordzewiałych żelaznych okuć i gwoździ trumiennych, fragmenty marmurowych płyt grobowych, guziki z szat zmarłych. Jest też dziecięcy bucik: płócienny, z cholewką zakończoną falbanką. Po dziewczynce, która zmarła na przełomie XIX i XX wieku, mając nie więcej niż 5 lat.
- To wszystko co udało się uratować - mówi Grzegorz Kurka, dyrektor Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej, wyciągając te artefakty z pudła. - Do tego resztki drewnianych trumien, bo większość do naszych czasów zupełnie się rozłożyła. Gdy ciężki sprzęt niszczył groby, po części pochówków zostały tylko zarysy w postaci ciemnych smug. Szczególnie po tych dziecięcych. A kości z ziemią pojechały na wysypisko. Wierzyć się nie chce, że do czegoś takiego mogło u nas współcześnie dojść.
Tyle pozostało z cmentarza, jaki otaczał najstarszy - prawdopodobnie XIII-wieczny - kościół w Gostyniu. Od kilku miesięcy nie ma nawet wzniesienia, na którym był posadowiony. Bo właściciel terenu - Krzysztof Wieczorek z Kamienia Pomorskiego - postawił zrobić biznes. Za wszelką cenę: buldożerami niszcząc historię ostatnich wieków tej ziemi i jej mieszkańców.
Zatrzymane w kadrze
Tylko dzięki zdjęciom przetrwał obraz świątyni pw. św Maryi w Gostyniu i ziem, jakimi Brochusenowie władali przez 496 lat.
- Wyposażenie było najbogatsze ze wszystkich kościołów protestanckich okolic Kamienia Pomorskiego - komentuje dyr. Kurka.
Z ołtarzem z 1633 r. przedstawiającym sceny biblijne. Z obrazem patronów kościoła i herbami rodowymi von Brochusen oraz von Hindenburg. Na zdjęciach widać nie tylko ołtarz zwieńczony krucyfiksem, ale też ambonę z bogato zdobioną ornamentyką. Jest kadr z organami i kolejny z chrzcielnicą datowaną na 1653 r. Nie zabrakło empory oraz 10 figur apostołów pochodzących z okresu, gdy świątynia była jeszcze katolicką (II połowa XV w.). I jeszcze epitafium z herbami zwieńczonymi tzw. klejnotem - szyszakiem z piórami, który dawał świadectwo udziału przodków w wyprawach krzyżowych do Ziemi Świętej.
- Pozostaje zagadką, co się z tym stało. Prawdopodobnie zostało zniszczone przez mieszkańców wioski: drewno posłużyło za opał. Niestety, straciliśmy bezpowrotnie bardzo cenny zabytek - mówi dyr. Kurka.
Zniszczenie po raz pierwszy
„Kościół murowany na 450 osób, zniszczenia 45 procent. We wsi jest drugi czynny kościół - sprzeciwu nie będzie. Przekazany na rozbiórkę... zgoda 10.III.54" - to dokument dawnego wydziału ds. wyznań Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej i jednocześnie wyrok na gostyński kościół. Został wykonany. Świadkowie tych zdarzeń wspominają dwa nazwiska: W. - ówczesnego partyjnego szefa miejscowego PGR i P. - funkcjonariusza UB w Kamieniu Pomorskim. Pierwszy skrzyknął junaków ze Służby Polsce, którzy rozebrali świątynię do fundamentów. Drugi zabrał z kościoła 3 dzwony. Jak pozostałe z okolicy, zrabowane w podobnych okolicznościach, trafiły na złom.
- Zna pani „okrąglak" koło dworca w Kamieniu? Tam gdzie jest m.in. szkoła nauki jazdy? - pyta mnie jeden ze świadków tamtych wydarzeń z Gostynia. - Kiedyś to był parterowy budynek z knajpą. Powstał właśnie z naszych dzwonów.
Po kościele do ub. roku pozostały fundamenty. Wokół pozostałości nagrobnych płyt porosłe trawą i krzewami, zaśmiecone. I trwałyby tak mimo wszystko przy skrzyżowaniu głównych dróg Gostynia, świadcząc o przeszłych pokoleniach, które tworzyły historię i budowały tożsamość tej ziemi. Nieco zapomniane, choć wciąż żywe na starych fotografiach. Trwałyby, gdyby nie splot urzędowych decyzji, ignorancja i prywata.
Taka wieś
Gostyń to wieś w gminie Świerzno. Wciąż bez planu zagospodarowania przestrzennego, ale z ambicjami podbudowania budżetu sprzedażą ziemi - atrakcyjnej, bo położonej blisko morza.
- Trzy piekarnie, masarnia, wielka mleczarnia, tartak, gabinet stomatologa, sala widowiskowa, stacja benzynowa. Gostyń to była kiedyś duża wieś bogatych gospodarzy. Była, przed wojną... - opowiada jeden z mieszkańców.
- Co macie teraz? - pytam.
- Kiedyś był PGR, a teraz... nie mamy nic. Każdy kombinuje, jak może - słyszę.
W Gostyniu cmentarze są trzy. Jeden przy ocalałym kościele funkcjonuje. Dwa pozostałe - w charakterze nieużytków. Zostały podzielone na działki i sprzedane przez gminę prywatnym inwestorom.
- Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, ochronie i opiece podlegają, bez względu na stan zachowania, zabytki nieruchome będące w szczególności cmentarzami - mówi Paulina Kubacka z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków.
Cmentarz inwestycyjny
Małżeństwo C., które w 1998 r. kupiło od gminy Świerzno grunty w Gostyniu, nie miało pojęcia, że nabyło teren z fundamentami zniszczonego kościoła, kryptami grobowymi, z pozostałościami cmentarza. Jak to możliwe?
Ówczesny i obecny wójt Świerzna Krzysztof Atras nie widzi nic złego w tym, że gmina sprzedała nekropolię pod inwestycje. Brak wzmianki w księdze wieczystej gruntu tłumaczy... brakiem miejsca na dokonanie takiegoż zastrzeżenia. Poza tym... „przecież wszyscy wiedzieli, że tam jest stare cmentarzysko".
„Nie wnikając w sprawę sprzedaży i zasadność uznania działek za budowlane, stwierdzić należy, że ewentualne zachowanie wójta Atrasa czy osób sprzedających nieruchomość w imieniu gminy można by jedynie rozpatrywać przez pryzmat przepisu art. 231§1 kk. Czyn ten jest zagrożony karą do 3 lat pozbawienia wolności. Karalność czynu (...) ustała w 2003 r." - czytamy w aktach prokuratorskich.
Z rąk do rąk
Małżeństwo C. dopiero w 2008 r. dowiedziało się, że na gruncie w Gostyniu interesu nie zrobi. Przypadkiem. Przebywali za granicą i krewnemu - Krzysztofowi Wieczorkowi - zlecili uporządkowanie zarzuconej śmieciami i gruzem nieruchomości. Wkrótce mieli od niego usłyszeć, że „w trakcie prac odkrył grób z metalowymi trumnami". Poprosili więc, by prace wstrzymał i zasypał mogiłę. O znalezisku powiadomili urząd w Świerznie. Postanowili gruntu się pozbyć. Ale nie było chętnych, bo potencjalnych nabywców uprzedzali, że to teren z miejscami pochówku. Tylko Krzysztof Wieczorek nie miał oporów i nabył od C. ów grunt z kryptami, w których m.in. spoczywa rodzina Paula von Hindenburga, prezydenta Republiki Weimarskiej (jego córka Irmgarda Paulina Luiza Gertruda poślubiła prawnika Hansa Harmuta von Brochusena - z rodziny, która władała Gostyniem i okolicznymi ziemiami).
- Kłamie, jeśli twierdzi, że o cmentarzu nie wiedział. Przez lata, jeszcze jako milicjant, patrolował naszą okolicę. Niejeden pamięta, jak właśnie przy pobliskiej krzyżówce polował na kierowców - opowiadają w Gostyniu.
Zniszczenie po raz drugi
Po zniszczeniu w latach stalinowskich po raz drugi w 2010 r. na ziemię cmentarną w Gostyniu podniesiono rękę. Krzysztof Wieczorek zlecił firmie „Derylak-Bud" uporządkowanie tego terenu.
- Zebranie górnej warstwy ziemi, wykarczowanie drzew i krzewów, usunięcie śmieci. Sam nadzorował prace, o wszystkim decydował. Wiedział, co robi. Ja tylko wykonywałem usługę: użyczyłem sprzętu i ludzi. Nie może na mnie zrzucać odpowiedzialności - mówi Janusz Derylak, właściciel firmy zajmującej się m.in. wynajmem ciężkiego sprzętu budowlanego.
Rankiem 23 czerwca ub.r. ciężki sprzęt wjechał między mogiły. Rozpoczęło się tzw. niwelowanie terenu.
- Przez jeden dzień na zlecenie Wieczorka liczyłam, ile wywrotek stąd wywieźli. Bał się, że go oszukają na kursach. Naliczyłam 40. A pracowali jeszcze przez parę dni. Zawsze tylko do godz. 15 - wspomina mieszkanka Gostynia.
- O godz. 5 jechałam rowerem do pracy. Patrzę, a tu ludzkie kości walają się po drodze. Jak jechać? Po ludzkich piszczelach? Gdyby to były kości kogoś z rodziny? Od razu zawiadomiłam gminę - wspomina inna.
- My przyjechaliśmy tam 8 lipca. Ruiny kościoła miały być posadowione na wzniesieniu, więc go szukamy. Okazuje się, że nie ma, bo... człowiek zrównał wzgórze z drogą - wspomina asp. Marek Łuczak, który w szczecińskiej Komendzie Wojewódzkiej Policji zajmuje się zwalczaniem przestępczości przeciwko dziedzictwu narodowemu. - Wywiózł dziesiątki wywrotek ziemi z ludzkimi szczątkami. A mimo wszystko jeszcze natrafiliśmy na porozrzucane kości.
Obrysy trumien, fragmenty nagrobnych płyt, trumienny złom, dziecięcy but...
- Do tego upał. I specyficzny smród. Koszmarne wrażenie - wspomina P. Kubacka.
Jednak najgorsze było przed nimi: przedstawicielami Muzeum Historii Ziemi Kamieńskiej, Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego i Wydziału Kryminalnego KWP. Chcąc dotrzeć do szczątków, musieli pojechać na teren wysypiska pod Pobierowem. A tam...
- Hałdy ziemi, na powierzchni 100 na 300 metrów, tworzące skarpy na 3 m wysokie. Ziemia, z której wystawały piszczele, czaszki. Taki obraz nie pozostawia człowieka obojętnym - przyznaje asp. Łuczak.
Chodzi o zasady
Wysypisko budowlanego gruzu w Pobierowie, gdzie trafiły szczątki z gostyńskiego cmentarza, to teren gminy Rewal.
- Sygnał od pracowników pobliskiej oczyszczalni brzmiał: „ktoś nam podrzucił ludzkie kości". Myślałem, że 1-2 sztuki, co zdarza się w czasie różnych inwestycji. Ale pojechałem zobaczyć i... przeraziłem się - wspomina Robert Skraburski, wójt Rewala.
- Opowiadano, że rwał pan włosy z głowy - mówię.
- Czułem złość: jaki bezmyślny i prymitywny może być człowiek. Co za podejście do śmierci, pochówku, ludzkich szczątków?! Biznes jest najważniejszy?! - komentuje wójt Skraburski. - To nawet nie o wizerunek człowieka czy gminy chodzi, ale Polski w oczach innych. Przecież oceniają nas również po tym, jak traktujemy zmarłych. Tu było świadectwo prostactwa, barbarzyństwa... słów brak.
Wójt mógł ruszyć biurokrację: wymianę korespondencji z właścicielem gruntu, który zniszczył cmentarz, z władzami gminy Świerzno, na której terenie rzecz się stała. Uznał, że w takiej sytuacji lepiej postąpić po prostu przyzwoicie. Opłacił koszty ekshumacji i pochówku znalezionych na wysypisku szczątków.
Szkiełko i oko
Doktor Andrzej Ossowski ze szczecińskiego Zakładu Medycyny Sądowej (ZMS) od 12 lat bada mogiły w różnych rejonach Europy. Także zbiorowe.
- Zwykle do 100 osób. To pod Pobierowem było największe w historii Zachodniopomorskiego. Nawet w Szczecinie, gdzie były likwidowane cmentarze XVIII- i XIX-wieczne, nie dochodziło do podobnych sytuacji - mówi dr Ossowski.
To było największe tzw. zrzutowisko, z jakim do tej pory miał do czynienia ZMS. Przez tydzień 5 osób pracowało przy nim non stop.
- Pola z kilkuset hałdami. Urobek zawierający ziemię ze wszystkimi elementami kostnymi. Szokujące wrażenie - wspomina dr Ossowski. - Zsyp kostny zebrany przy użyciu ciężkich maszyn, więc szczątki pomiażdżone, rozczłonkowane. Przesypać się nie dało, bo wśród hałd były całe bloki z murów kościoła.
Prace o charakterze badań ratunkowych. Najpierw zbierali te kości, które z hałd wystawały. Potem rozgarniali z nich ziemię i wybierali następne szczątki.
- Praca 100 razy trudniejsza niż na niezniszczonych stanowiskach grobowych. Bo trudno wydobyć wszystko, plantując zsyp kostny. Potem przez kilka miesięcy przyjeżdżaliśmy na to miejsce, sprawdzając, czy deszcze jeszcze czegoś nie wypłukały. I wciąż coś znajdowaliśmy - opowiada dr Ossowski.
Kości z cmentarza, na którym pochówki odbywały się od czasów średniowiecza. Ilość pogrzebanych tam osób trudno policzalna. Tym bardziej że szczątki najstarsze oraz dzieci się nie zachowały. W takich przypadkach liczbę ekshumowanych liczy się, kompletując kości długie. Na tej podstawie określono, że na wysypisko trafiły szczątki co najmniej 136 osób dorosłych.
- Zrobił się z tego skandal międzynarodowy. W sumie, trudno się dziwić - dodaje dr A. Ossowski.
W imię sprawiedliwości?
Zdjęcia niszczonego cmentarza w Gostyniu obiegły lokalną i krajową prasę. Szaniec ekshumowanych kości z wysypiska publikowały niemieckie media. Równolegle sprawę podjęły organy ścigania. „W sprawie należy prowadzić postępowanie w dwóch kierunkach: o czyn z art. 108 ustawy o ochronie zabytków oraz z art. 262 §1 kk" - do Komendy Powiatowej Policji w Kamieniu Pomorskim pisał prokurator rejonowy. Pierwszy wątek dotyczył zniszczenia zabytku. Drugi - znieważenia prochów i miejsca spoczynku.
- Gdy pod koniec lipca z prokuratury dotarły wytyczne... Chce pani usłyszeć, że widać było, jak się „skręca" sprawę karną? Powiem: czynności przez prokuratora wskazane do wykonania wywołały konsternację - mówi policjant chcący zachować anonimowość.
Chodzi o co najmniej 2 punkty z pisma datowanego na 28 lipca ub.r., a podpisanego przez prokuratora Jarosława Przewoźnego. Pierwszy: „Ustalając przebieg prac, należy pytać o konkretne wykonane czynności i zachowanie osób występujących. Przestępstwo z art. 262 §1 polega na znieważeniu prochów ludzkich. Znieważenie może nastąpić słowem lub gestem. Trudno przypuszczać, że ktokolwiek słownie znieważył prochy ludzkie podczas prac ziemnych. Można jedynie mówić o gestach, ale należy ustalić, czy wykonano jakiekolwiek gesty znieważające. Same prace ziemne wykonane sprzętem mechanicznym do takich gestów bez wątpienia nie należą". Drugi: „W zakresie czynu z (...) ustawy o ochronie zabytków należy przede wszystkim ustalić, kiedy prace się rozpoczęły i czy były kontynuowane po ujawnieniu pierwszych kości ludzkich, a jeżeli tak, to dlaczego. Czyn ten może być popełniony zarówno umyślnie, jak i nieumyślnie. Trudno zakładać umyślne zniszczenie zabytku, o którym nikt nie wiedział".
Czy w tym kontekście powinno dziwić, że w grudniu ub.r. prokurator J. Przewoźny wydał postanowienie o częściowym umorzeniu dochodzenia w sprawie? Właśnie w części dotyczącej znieważenia miejsca spoczynku zmarłych? Nie zdziwiło. Ale oburzyło tych wszystkich, którzy oczekiwali przykładnego ukarania za wyrzucenie ludzkich szczątków na wysypisko.
„Co tam Ćwiąkalski, co tam Zoll"
Prokurator J. Przewoźny tak uzasadniał swą decyzję o częściowym umorzeniu dochodzenia:
„Ugruntowane orzecznictwo (...) wskazuje na to, że znieważenie może wystąpić w formie zniewagi słownej lub zniewagi czynem. Zniewaga czynem może mieć formę gestu, a nawet zachowania w formie przykładowo odwrócenia się plecami". Dalej: „W przedmiotowej sprawie prace ziemne były wykonywane zgodnie z zasadami, przy użyciu sprzętu mechanicznego, a ziemia była wywożona na wysypisko, gdzie zwyczajowo wywożono tego typu materiał dla podwyższenia terenu". Jeszcze: „Zwykłe prace ziemne nie można uznać za znieważające miejsce spoczynku zmarłych. Nikt nie kierował wobec prochów ludzkich słów obelżywych ani nie wykonywał obelżywych gestów". Oraz: „Ujawnione szczątki zbierano i przekazano celem zachowania. W takich działaniach nie można dopatrzyć się elementów znieważenia szczątków ludzkich lub miejsca spoczynku zmarłych".
- To jakiś koszmar. Jako policjantowi jest mi wstyd. Nie rozumiem tego, co zrobił prokurator - komentuje mój rozmówca.
W uzasadnieniu prok. Przewoźny „ugruntowanym orzecznictwem" nazwał wyrok Sądu Apelacyjnego z Katowic. Nieprzystający do charakteru przestępstwa popełnionego w Gostyniu, bo dotyczący dwóch bandytów, którzy najpierw zabili, a potem zakopali ofiarę na poligonie. Gdzie sąd - racjonalnie - nie dopatrzył się w ich czynie znieważenia ciała, a „tylko" zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Zastanawiające, że prokurator Przewoźny nie sięgnął do akt sprawy o niemal identycznym charakterze z Myśliborza (VIK 611/05; wyrok: 11 kwietnia 2006 r.), gdzie za znieważenie miejsca spoczynku skazano dwóch mężczyzn „porządkujących" teren dawnego cmentarza pod budowę wielkopowierzchniowego sklepu. Dziwne, że zdecydował się oprzeć umorzenie na wątpliwym przykładzie, a nie sięgnął po komentarz prawniczych autorytetów, wykładowców akademickich, choćby Zbigniewa Ćwiąkalskiego - byłego ministra sprawiedliwości - czy prof. Andrzeja Zolla - byłego sędziego i prezesa Trybunału Konstytucyjnego, byłego Rzecznika Praw Obywatelskich. Według ich komentarza: „Przez znieważenie na gruncie art. 262 należy rozumieć m.in. wyrzucenie ciała zmarłego z trumny, wysypanie prochów z urny, rozkopanie grobu, nieuzasadnione wyjęcie ciała zmarłego z grobowca, niszczenie umieszczonych na grobie płyt, napisów, rzeźb, ozdób (...). Należy przyjąć, że na gruncie art. 262 określenie +zwłoki+ odnosi się zarówno do całego ciała, jak i jego części (szczątków) powstałych na skutek rozkładu, rozkawałkowania itp.".
- Co tam Ćwiąkalski - prokurator Przewoźny macha ręką, gdy pytam go o powody, dla których przyjął bardzo wybiórczą i nadzwyczaj korzystną dla Krzysztofa Wieczorka interpretację przepisów.
- Jak bliska jest pana znajomość z panem Wieczorkiem? Czy może chodzi o jego przeszłość milicyjną? - pytam.
- Kiedy przyszedłem tu do pracy, on już nie pracował w organach. Znajomość? Pani wie, jak trudno nam było doprowadzić do jego skazania za jazdę pod wpływem alkoholu? - odpowiada prokurator Przewoźny.
Bez finału
Postępowanie prokuratorskie było następstwem doniesienia o przestępstwie, jakie złożył zarówno przedstawiciel wojewódzkiego konserwatora zabytków, jak i wójt Rewala.
- Dziwi mnie, dlaczego prokurator nie uczynił mnie stroną w tym postępowaniu - mówi wójt R. Skraburski. - Przecież nasza gmina poniosła wymierne koszty w tej sprawie. Za ekshumację i godny pochówek szczątków z Gostynia zapłaciliśmy około 60 tysięcy złotych.
- Wójt może wystąpić o odszkodowanie na drodze cywilnej - podpowiada prokurator Przewoźny.
Na razie wystąpił z żądaniem zapłaty zarówno do Krzysztofa Wieczorka, gminy Świerzno, jak i firmy „Derylak-Bud". Jeśli pozostanie bez reakcji, skieruje je na drogę sądową.
Stroną postępowania prokuratorskiego został natomiast Zachodniopomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków. Nie złożył jednak zażalenia na umorzenie części postępowania w sprawie Gostynia. Bo w jego gestii jest ochrona zabytków, nie kości.
Okazuje się jednak, że...
- Decyzja prokuratora rejonowego z Kamienia Pomorskiego nie jest ostateczną. Można ją wzruszyć - przyznaje Małgorzata Wojciechowicz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Czas na sąd
Mimo wszystko część sprawy „Gostyń" wkrótce znajdzie swój finał w sądzie. Część dotycząca uszkodzenia zabytku. Tyle że akt oskarżenia zarzuca Krzysztofowi Wieczorkowi NIEUMYŚLNE „uszkodzenie zabytku w postaci dawnego cmentarza ewangelickiego z pozostałościami kościoła (...) czym działał na szkodę interesu społecznego". Znów zastanawiająca łagodność prokuratora wobec oskarżonego.
- Cmentarz figuruje w wojewódzkiej ewidencji zabytków. Został ujęty w studium ruralistycznym, w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Świerzno. Poza tym wszyscy miejscowi doskonale wiedzieli, że to teren cmentarza. Wieczorek nawet się nie starał o warunki zabudowy, o pozwolenie na budowę, tylko wynajął sprzęt ciężki i zaczął działać metodą faktów dokonanych. Chciał zrobić biznes. Wiedział, że na cmentarzu nie zarobi. Dlatego go zniszczył. Jak to można uznać za działanie nieumyślne?! - komentuje policjant. - Jak można działać nieumyślnie w okresie od 23 czerwca do 8 lipca?!
Prokurator Przewoźny jednak twierdzi, że przyjął właściwą kwalifikację prawną czynu, jakiego dopuścił się K. Wieczorek. A on sam? Co sądzi o ciążącym na nim piętnie niszczącego groby barbarzyńcy?
- Nie mam przyjemności o tym rozmawiać - rzuca.
Ale ziemię chce sprzedać. Za 115 tys. złotych - ofertą dysponuje jedno z biur nieruchomości. Agentka zachęca: „Piękna ziemia. W środku wsi. Blisko morza".

Stało się zło. Ale nikogo osobiście nie dotknęło. Może gdyby chodziło o szczątki naszych matek, braci, naszych dzieci...
- Jesteśmy spadkobiercami ludzi, którzy przed nami żyli na tej ziemi. Ich historię powinniśmy traktować jak nasze dziedzictwo. Bo z nim nierozerwalnie została związana nasza tożsamość - mówi dyr. Grzegorz Kurka. - Na cmentarzu w Gostyniu sprofanowano groby i szczątki ludzi. Przeorano buldożerami. Wstyd dla Polski, która ma ambicje uchodzić za kraj tolerancyjny, o pamięć przodków dbający. Nic chciałbym, aby to kiedykolwiek jeszcze się zdarzyło.
Problem w tym, że gmina Świerzno również drugi z nieczynnych cmentarzy rozparcelowała na działki inwestycyjne. I sprzedała. Historia może się więc powtórzyć.
- Przecież powinna w nas być refleksja, że szczątki naszych bliskich są rozrzucane po wszystkich frontach świata. Czy, jak dla Orląt Lwowskich, nie chcielibyśmy oczekiwać dla nich należnego szacunku? - zastanawia się policjant. - Czy po sprawie „Gostyń" wciąż mamy do tego prawo?

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 11.03.2011