Opowieść z dygresjami z królewskich łóż. Viadrus – bóg Odry

Na zewnętrznej elewacji Bramy Portowej w Szczecinie, nad łacińskim napisem upamiętniającym wykupienie Księstwa Szczecińskiego z rąk szwedzkich przez króla Prus Fryderyka Wilhelma, znajduje się płaskorzeźba półleżącego mężczyzny.
Oparty jest o przewróconą wazę, z której szeroką wstęgą, biegnącą poziomo przez całą szerokość reliefu, wylewa się woda. W opracowaniach historyków sztuki, choć nie w Encyklopedii Szczecina, łatwo znaleźć informację, że ów mężczyzna to Viadrus, bóg Odry. Do niedawna, poza dociekliwymi historykami sztuki, mało kto o nim pamiętał.
Bogowie i charaktery
Mityczne boginie i bogów rzek znano od dawien dawna – uosabiali charaktery rzek. Ganga to staroindyjska bogini Gangesu, a Tyberius to rzymski bóg Tybru. Od czasów rzymskich ma swoją boginię Sekwana, podobnie jak wpadająca do niej Marna. Najbardziej znani w Europie bogowie rzek to rzymsko-celtycki Danuvius, który personifikuje (uosabia) Dunaj, i celtycko-germański Ojciec Ren, oddający charakter rzeki Ren, najbardziej chyba częsty bohater sag, eposów, baśni, poematów, mający najwięcej różnych wizerunków i pomników. Gdzie więc nad brzegami Renu są winnice – tam przypomina Dionizosa, w Monachium – stoi na cokole nieco śmiesznawy z harpunem i rybą, a w Heidelbergu – leży lubieżnie na skałach (wszak to miasto uniwersyteckie), opluskiwany strużkami psikających fontanienek.
Bogowie rzek nie noszą zbroi – są bezbronni, nadzy albo półnadzy. W rękach mogą mieć wiosło, ster, czasem harpun (na ryby!), a na głowie nie hełm, lecz wieniec z wodorostów lub szuwary. Oddają charakter rzeki i są bogami opiekuńczymi, jak Danuvius na rzymskiej kolumnie Trajana, który podtrzymuje żołnierzy legionów wchodzących na okręty.
Bogowie rzek mają jednak obowiązkowy atrybut. Jest nim naczynie (gliniany dzban albo waza), z którego – niczym ze źródła – wypływa rzeka. Taki dzban ma też szczeciński Viadrus. Skąd się wziął?
Pochodzenie nazwy
Od łacińskiej nazwy Odry. W swojej „Geografii” pisał o niej Ptolemeusz, grecki uczony, który żył w II wieku naszej ery, nazywając rzekę: Viados, Viadus albo Viadrus. Ptolemeusz pisał też o jakiejś rzece Suevus, w której też chciano by widzieć Odrę. Ale XVI-wieczny kronikarz pomorski Thomas Kantzow, który pracował na dworze książąt w Szczecinie i znał sprawę, nie miał wątpliwości: Odrą jest nie Suevus, lecz Viadrus.
„Viadrus”, „Odra” i niemiecka nazwa „die Oder” mają wspólny źródłosłów. Nie wdając się w szczegóły, można powiedzieć, że nazwy pochodzą z języka praindoeuropejskiego, od słowa „uodr” (woda). Przez meandry języka awestyjskiego, używanego w starożytnej Persji, słowo to przeszło do starogermańskiego i prasłowiańskiego, potem do języków nowożytnych, przybierając dzisiejsze formy. Mogło też znaleźć się w iliryjskim, wymarłym języku, którym mówiono na Bałkanach, gdzie przybrało formę „vjord”. Z niej mógł wziąć się łaciński Viadrus.
Postać z renesansu
Jeszcze do niedawna mało kto o nim pamiętał. Można nawet powiedzieć, że raczej by sobie o nim nie przypomniano, gdyby nie uniwersytet we Frankfurcie nad Odrą, który przyjął nazwę Viadrina – „położona nad Odrą”. Nie pamiętano by o Viadrusie, bo zbyt słabo zapisał się w kulturze, przeciwnie niż Danuvius, a zwłaszcza Ojciec Ren.
Viadrusa, jako boga Odry, znano na pewno w czasach renesansu. Dr Ernst-Otto Denk, lekarz i historyk amator z miasta Bad Freienwalde, położonego na niemieckim Nadodrzu, pisze, że Viadrus jest na mapie z 1513 roku, autorstwa słynnego kosmografa i kartografa, Martina Waldseemüllera. W roku 1543 Viadrus, jako bóg Odry, pojawił się w pracy prof. Jodocusa Willicha z Frankfurtu nad Odrą, wybitnego lekarza, filologa, polihistora, dumy uniwersytetu, przyjaciela Lutra i Melanchtona, słowem – człowieka renesansu.
O królach, margrabiach i łożach
Warto tu zrobić dygresję, bo Jodocus Willich to postać ciekawa. Urodził się w 1501 roku w dzisiejszym Reszlu na Warmii, obronnym mieście zbudowanym w XIII wieku przez zakon krzyżacki, a od 1506 roku należącym do Polski. Gdy miał 21 lat, został jednogłośnie przyjęty do grona profesorów uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą – takie były wówczas zwyczaje! Długo by o nim pisać, bo wiedzę miał rozległą i autorytet wielki, założył pierwsze we Frankfurcie towarzystwo naukowe i pierwsze w Niemczech mieszczańskie towarzystwo muzyczne, dwukrotnie jeździł do Krakowa. Napisał rozprawę o żupach solnych w Wieliczce, lecz wcześniej, w 1535 roku, był tłumaczem brandenburskiego poselstwa, które starało się o to, żeby Jadwiga Jagiellonka, córka króla Polski Zygmunta I Starego, została żoną elektora Brandenburgii Joachima II Hektora. Misja zakończyła się sukcesem, w czym Willich, jako tłumacz, musiał mieć niemały udział. W każdym razie ślub Jadwigi, katoliczki, z Joachimem, protestantem, odbył się już 29 sierpnia 1535 roku w Krakowie. Mieli oni potem sześcioro dzieci: dwie córki poślubiły książąt niemieckich, jedna – niemieckiego możnowładcę, a syn Zygmunt został biskupem. Mało tego – jego wuj, Zygmunt II August, widział w nim kandydata na króla Polski.
Tak się wówczas plotły sprawy polsko-niemieckie. Kontakty i koligacje Jagiellonów z Hohenzollernami były obfite i bliskie, czego dowodzą małżeństwa. Jagiellonowie koligacili się też z innymi rodami książęcymi Rzeszy, na przykład z Gryfitami z Pomorza. Trudno ten wątek tu rozwijać, przypomnijmy więc tylko, bo sprawy są znane, że działo się tak skutkiem szczęsnej obfitości potomstwa, jakiego dochowali się król i królowa Polski - Kazimierz IV Jagiellończyk i Elżbieta Rakuszanka. Mieli oni trzynaścioro raczej dorodnych dzieci i dziesiątki wnuków, które zaludniły dwory całej Europy. Dochodziło więc potem do ciekawych paradoksów: kiedy w 1525 roku ostatni wielki mistrz krzyżacki Albrecht Hohenzollern składał hołd lenny w Krakowie, to klękał przed królem Polski Zygmuntem I Starym, który był jego wujem. Czy ukochanym? – w każdym razie młodszym bratem matki mistrza Albrechta, Zofii.
Owa Zofia Jagiellonka (siostra również Anny Jagiellonki, która w Szczecinie poślubiła Bogusława X) i jej mąż, elektor brandenburski Fryderyk Starszy, byli bardzo aktywni. Ślub wzięli w 1479 roku we Frankfurcie nad Odrą i płodzili – spłodzili w swym polsko-niemieckim łożu osiemnaścioro dzieci, dostarczając Europie, a zwłaszcza księstwom niemieckim, wielu władców. Jedni byli piękni, inni – okrutni, jak pewien Kazimierz, margrabia na Ansbach i Bayreuth, wnuk i siostrzeniec królów Polski, o którym mówiono: „krwawy pies”.
Na ogół twierdzi się, że to Piastowie prowadzili aktywną politykę zachodnią, a Jagiellonowie odwróci się od Zachodu, bardziej interesując się Wschodem, kresami i stepami, Litwą, Ukrainą i Moskwą. Otóż Jagiellonowie na Zachodzie byli niezwykle aktywni, tyle że nie na polu walk orężem, lecz w roztropnych mariażach, głośnych w Europie. Do dziś pamięta się na przykład o ślubie Jadwigi Jagiellonki i Jerzego Bogatego, księcia Bawarii w Landshut, w 1479 roku.
Tak to Jagiellonowie poszerzali potęgę swego państwa. W pewnym momencie troszkę uczestniczył w tym także Jodocus Willich, profesor z Frankfurtu nad Odrą, twórca mitu boga Odry Viadrusa.
Gdzie szukać boga?
Wróćmy więc do Viadrusa. Na rycinach był przedstawiany jako mąż z pasemkami trzcin i szuwarów we włosach, na ogół ubrany w grecki himation (wierzchnie okrycie z prostokątnej tkaniny), z wiosłem w jednej ręce, z wazą, z której wypływa źródlana woda w drugiej. Taki jest na okładce dzieła słynnego poety barokowego Martina Opitza, z 1625 roku (Opitz też pracował dla króla Polski) oraz na miedziorycie z Krosna Odrzańskiego datowanym na rok 1689.
Opiekuńczy bóg Odry odpowiadał barokowej wyobraźni. W 1725 roku znalazł się na fryzie Bramy Brandenburskiej (potem Berlińskiej, dziś Portowej) w Szczecinie, zaprojektowanej przez słynnego holenderskiego architekta Gerharda Wallrave. Jest w pozie półleżącej, ma gęstą brodę, w prawej ręce trzyma wiosło, lewą opiera się o dzban, z którego szeroką wstęgą wypływa Odra, rzeka potężna i dobra, otoczona spokojnym krajobrazem, bo pilnuje jej Viadrus.
W 1732 roku we Wrocławiu, na sklepieniu auli jezuickiego Leopoldinum, Viadrusa namalował Johann Christoph Handke z Ołomuńca. Bóg Odry, przypominający upojnego Dionizosa, jest też na klatce schodowej jednego z gmachów wrocławskiego uniwersytetu, gdzie za sprawą Antona Schefflera trafił w 1734 roku, a więc zanim uniwersytet, zlikwidowany we Frankfurcie nad Odrą, znalazł się we Wrocławiu.
Niedawno pasjonaci Odry z brandenburskiego miasta Oderberg znaleźli pieczęć z 1804 roku, którą posługiwało się Bractwo Odrzańskich Grobli. Viadrus jest na niej nagi, z brodą, pilnuje spokoju rzeki. Na pieczęci umieszczono napis: „Vigilantibus Parum Obest”, co znaczy mniej więcej tyle, że nie zaszkodzi być czujnym. Pomnik Viadrusa jest w Brzegu Dolnym, w parku między Odrą a dawnym pałacem von Hoymów. Mówią, że to kopia rzeźby z Wersalu.
Nowe wizerunki
Ostatnimi czasy Viadrus ożywa. Horst Engelhardt, artysta z Oderbruch, wyrzeźbił go nad wejściem do muzeum w Bad Freienwalde, a w 2009 roku ustawił jego wielką, metalową, nowoczesną rzeźbę przy drodze do odrzańskiego promu „Ohne Grezen”, który od jesieni 2008 roku łączy oba brzegi granicznej Odry, pływając z Güstebieser Loose do Gozdowic. Viadrus jest tam czerwony, przestrzenny i pomyślany tak, żeby nie poddał się ewentualnej powodzi. Imieniem Kap Viadrus, ponoć z amerykańska, nazwano przyczółek promowy w Güstebieser Loose, co nawiązuje do charakteru promu, napędzanego – jak na Missisipi – bocznym kołem.
Od 2009 roku ukazuje się w Bad Freienwalde regionalny rocznik „Viadrus”, zajmujący się dziejami i współczesnością dawnej Nowej Marchii (Terra Transoderana), leżącej po obu stronach Odry. Powołany został m.in. z inicjatywy wspomnianego już dr. Ernsta-Otto Denka i początkowo miał mieć tytuł „Freienwaldia”, ale zwyciężył Viadrus. Pod symbolicznym patronatem boga Odry organizowane są doroczne konferencje odrzańskie i festyny w mieście Oderberg, a od niedawna jest on także na tympanonie nadodrzańskiego teatru Uckermärkische Bühnen w Schwedt, wśród postaci z niemieckiej i polskiej historii, kultury i legend.
Pojawia się również w Polsce. Pod hasłem Viadrus 2011 zorganizowano zjazd absolwentów wrocławskiego Technikum Żeglugi Śródlądowej i I Festiwal Motorowodny w Brzegu Dolnym. O mitycznym bogu Odry pamiętają uczestnicy dorocznych rejsów Flis Odrzański.
Jest też w Czechach, w 25-tysięcznym Bohuminie, leżącym przy ujściu Olzy do Odry. Nazwę Viadrus ma tam fabryka kaloryferów wodnych i kotłów grzewczych.
Bo Viadrus jest opiekuńczy. Daje wodę i ciepło.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 07.10.2011