W pociągu z neonazistami. Nie dajmy im żadnej szansy

POGODA piękna, w Neubrandenburgu kwitną bzy, jest 1 maja. Dworzec kolejowy obstawia policja, nad miastem krąży policyjny śmigłowiec.

POMOSTEM nad torami idzie może dwieście osób z flagami partii politycznych, emblematami organizacji związkowych i społecznych. Jest z nimi kilkunastu policjantów w czarnych bojowych uniformach. Dziewczyna w kolorowej bluzce, przejęta, niesie napis: „We all coloured”, jakiś chłopak tablicę: „Neubrandenburg bleibt bunt” („Neubrandenburg pozostanie barwny”). Podbiega Steffi Schwabbauer z telewizji NDR, z nią operator. Filmuje przemarsz.
Idzie premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Erwin Sellerig, z nim przewodnicząca Landtagu Sylvia Bretschneider w antynazistowskiej czerwonej koszulce ze stylizowaną głową bociana i napisem: „Storch Heinar”. Wizytówka „Kuriera Szczecińskiego” robi wrażenie.
– Dobrze, że pan przyjechał – mówi Sylvia Bretschneider. – Trzeba pisać także o naszych akcjach, nie tylko o akcjach nazistów.
– Przyjechałem z nimi – mówię z głupia frant.
* * *
W codziennym pociągu do Lubeki, który ze Szczecina wyjechał 1 maja o godz. 8.57, było może kilkanaście osób. Za Gumieńcami konduktor, jak co dzień, zaczął sprzedawać bilety, w Neugrambow nie wsiadł nikt, w Grambow też nikt, w Löcknitz chyba trzech mężczyzn w różnym wieku i różnych postur. Na przystanku Pasewalk-Ost było pusto.
Ale na głównej stacji w Pasewalku pełno policji w polowych mundurach i tłum młodych mężczyzn, ubranych w większości na czarno.
Wsiadają do pociągu. – Mahlzeit, Herren! – krzyczy jeden na przywitanie.
Zajmują miejsca, pociąg rusza. Polka w średnim wieku jest wyraźnie zaniepokojona. Po chwili podchodzi do niej druga. Zabierają bagaże i idą do drugiego wagonu.
A ja cóż – przy oknie, w wagonie pełnym młodych NPD-owców. Miejsce obok jest wolne, ale siada na nim szczupły młodzieniec w czarnej koszulce i brunatnych spodniach, wcześniej pytając, czy wolne. NPD-owców jest może stu. Na koszulce jednego, na piersiach, jest pomorski gryf i gotykiem napis: „Pommern niemals Knecht” („Pomorze nigdy nie będzie parobkiem”), a na plecach runiczne znaki. Drugi ma na koszulce napis: „Heimat”, trzeci – emblemat: głowa żołnierza w hełmie Wehrmachtu. Jadą na 1-majowy organizacyjny przemarsz do Neubrandenburga – ja z nimi. Przecież nie wysiądę, bo niby czemu. Zresztą jadę za darmo. Konduktor zniknął.
NPD-owcy o czymś między sobą półgłosem gadają. Ale gdy z naprzeciwka jedzie pociąg do Szczecina, jeden z nich patrząc na napis, głośno sylabizuje: „Stsecin Glowny”. Całkiem dobrze mu to idzie! Za oknem piękna pogoda, pola pełne żółtych rzepaków i zielono wschodzących zbóż… – spokój, idylla. Po czterdziestu minutach pociąg wjeżdża na dworzec w Neubrandenburgu.
* * *
NPD już dawno zgłosiła, że 1 maja zorganizuje w Neubrandenburgu przemarsz pod hasłem: „Leben und Arbeiten in der Heimat” („Żyć i pracować w ojczyźnie”). Dopóki jest partią legalną, nie można jej tego zakazać. Dlatego Neubrandenburg, a dokładniej: związek o nazwie „Neubrandenburg bleibt bunt”, zrzeszający wiele różnych organizacji, przygotowywał kontrakcje. Przyłączyły się m.in. organizacje i sieci internetowe: „Neubrandenburg nazifrei”, „Endstation Rechts”, „Netz gegen Rechts”.
1-majowe marsze NPD w Neubrandenburgu to nie pierwszyzna. Naziści organizowali je kiedyś każdego roku, zaczynając przed ratuszem. Szli potem przez centrum miasta, blokowani przez lewicowe młodzieżówki. Dochodziło do gwałtownych starć z policją.
Przemarszów w ostatnich latach nie było, a to m.in. ze względu na wybory. Wszystkie bowiem siły i pieniądze NPD przeznaczała na kampanie wyborcze, koncentrując je tam, gdzie spodziewała się najbardziej spektakularnych efektów, na przykład na pograniczu z Polską. Robiła to tak skutecznie, że można było odnieść wrażenie, iż jest tam partią dominującą. Ulegały jej media, głównie polskie, a zwłaszcza te, które o Niemczech piszą mało albo nic.
W tym roku w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, w której landtagu, liczącym ponad siedemdziesiąt osób, naziści mają pięciu deputowanych, nie ma wyborów. NPD wróciła więc do Neubrandenburga, organizując demonstrację z okazji „dnia niemieckiej pracy” („Tag der deutschen Arbeit”). Policja nie zgodziła się na przemarsz przez centrum miasta, lecz – argumentując to względami bezpieczeństwa – wyznaczyła trasę przez osiedle na uboczu (Ihlenfelder Vorstadt).
1 maja był Dniem Niemieckiej Pracy w III Rzeszy. Do pewnego czasu hitlerowcy świętowali go wspólnie z towarzyszami ze stalinowskiego ZSRR.
* * *
Dworzec w Neubrandenburgu obstawia policja w bojowych czarnych uniformach. NPD-owcy wysiadają cicho i posłusznie idą w nakazaną przez policjantów stronę, na koniec peronu. Inni pasażerowie, a jest ich kilku, idą do tunelu. Policja blokuje halę dworca, muszą więc iść wokół budynku na plac przed dworcem, też obstawiony przez policję.
Zgromadziło się tam może 150 osób. Pośrodku przemawia Jörg Dahms, przedstawiciel związków zawodowych (Industriegewerkschaft Bauen-Agrar-Umwelt), po nim przedstawicielka Lewicy (Die Linke). Mówi, że celem Lewicy zawsze było i jest bezpieczeństwo socjalne obywateli, a NPD podszywa się pod te hasła, kamuflując swój prawdziwy cel: zniszczenia demokracji.
– Nie dajmy nazistom żadnej szansy – apeluje. – Nie dajmy się sprowokować, budujmy i pielęgnujmy demokrację. Nasza nadzieja w tym, że problemy społeczne będą rozwiązywane i przyszłość będzie lepsza.
Przypomina, ile ofiar pochłonęła druga wojna światowa rozpoczęta przez niemieckich nazistów. Podkreśla, że w latach 20. ubiegłego wieku naziści zaczynali tak samo: organizowali manifestacje i doprowadzali do zamieszek, zrzucając winę na przeciwników i policję.
* * *
Na placu stoi duży transparent z hasłem: „Diese Stadt hat Nazi satt” („To miasto ma nazistów dość”), na którym ludzie składają podpisy. Operation Übernahme, młodzieżówka związków zawodowych IG Metall, wywiesiła żółte tablice z hasłami: „Chcę mieć w przyszłości bezpieczne zarobki, bezpieczną pracę, nie chcę czekać na emeryturę do 67. roku życia, chcę pracy uczciwej i bezpiecznej”.
Na plac wchodzi premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Erwin Sellering, z nim przewodnicząca Landtagu, Sylvia Bretschneider.
– Nie chcemy w Neubrandenburgu nazistów – mówi Sellering. – To jest cyniczne, że organizują manifestację 1 maja, to jest szalbierstwo. Cieszę się, że tu jesteście. Działajmy razem na rzecz lepszego życia.
Mówi o problemach społecznych, które trzeba rozwiązać, o płacach i taryfikatorach pracy, opowiada się za szerokim wprowadzeniem płacy minimalnej.
Na koniec apeluje Jörg Dahms:
– To jest nasz dzień. Zamanifestujmy nasz sprzeciw wobec nazistów, nie dajmy się sprowokować.
Formuje się pochód. Nie jest imponujący. Jego uczestnicy niosą kolorowe flagi, idą nad torami w stronę Greifenstrasse. Podbiega Steffi Schwabbauer z telewizji NDR. Od rana jest w pracy, przygotowuje relację o wydarzeniach.
– Niewielu tu ludzi – mówię.
– W całym mieście, w pięciu-
-sześciu punktach, jest kilka kontrmanifestacji – wyjaśnia.
* * *
– Dobrze, że pan tu jest – mówi Sylvia Bretschneider. Pod kurtką ma czerwoną bluzkę z karykaturą bociana i napisem: „Stroch Heinar”. Dwa lata temu, w czasie kampanii przedwyborczej w Meklemburgii-
-Pomorzu Przednim prześmiewczy bocian zrobił furorę, wymyślony przez Benjamina Wiessa, właściciela małego hotelu w Rostocku, a propagowany przez socjaldemokratycznego posła do Landtagu, Mathiasa Brodkorba.
– Jesteśmy tu po to, żeby pokazać, iż dla nazistów nie ma u nas miejsca. Nie tylko w Neubrandenburgu, ale też w całym landzie, w całej RFN – mówi Erwin Sellering.
Manifestanci dochodzą do szerokiej Demminer Strasse, za którą jest Ihlenfelder Strasse, gdzie policja skierowała nazistów niosących flagi swojej organizacji i biało-niebieskie flagi Pomorza z czerwonym gryfem. Na końcu Greifenstrasse policja blokuje kontrmanifestację. Ludzie stoją, rozmawiają, dwóch mężczyzn rozdaje ulotki kanapowej Marksistowsko-Leninowskiej Partii Niemiec. Na Demminer Strasse stoją policyjne samochody, w górze lata helikopter, nie wiadomo, co się dzieje na Ihlenfelder Vorstadt, choć wiadomo, że młodzież z organizacji alternatywnych zapowiedziała blokowanie neonazistów.
Steffi Schwabbauer gdzieś zniknęła, kilka policyjnych samochodów włącza „koguty” i rusza. Młodzi ludzie, wyraźnie rozemocjonowani, idą gdzieś na opłotki, może tam, gdzie da się przejść na drugą stronę Demminer Strasse.
Premier Sellering wraca w stronę dworca, za nim inni uczestnicy kontrmanifestacji.
* * *
NPD z rozmysłem wybiera Neubrandenburg na miejsce pokazowych manifestacji. Przed zjednoczeniem Niemiec miasto liczyło 93 tysiące mieszkańców, teraz jest ich 63 tysiące. Problemy społeczne nawarstwiły się tu szczególnie mocno.
– W sprawach społecznych neonaziści wzięli nasze idee i hasła – mówi Jörg Dahms. – To między innymi skutek tego, że ze związkami zawodowymi duże partie polityczne coraz mniej się liczą. A my przecież walczymy metodami demokratycznymi.
– Czy nie sądzi pan, że na pograniczu akcje przeciw skrajnej prawicy powinny być wspólne, polsko-niemieckie? Że to jest nasz wspólny problem?
Jörg Dahms uśmiecha się.
* * *
Chadecy z ministrem spraw wewnętrznych Lorenzem Caffierem mieli kontrmanifestację zaledwie kilka ulic dalej niż wiecowała NPD. Dużo ludzi przyszło na Festyn Kolorów, który na postenerdowskim osiedlu Datzeberg zorganizowała drukarnia dziennika „Nordkurier”.
Na rynku w centrum Neubrandenburga był festyn na rzecz demokracji, w którym uczestniczyły władze miasta i gdzie swoje stoiska rozstawiły partie polityczne (SPD, Lewica, Zieloni, Piraci) i związki zawodowe. Za hasło festynu uznać można slogan: „300 nazistów maszeruje przez Neubrandenburg, o 300 za dużo”.
* * *
W przemarszu NPD uczestniczyło około 300 osób, które przyjechały pociągami głównie z Pasewalku i Rostocku. Wśród mówców byli posłowie NPD do landtagu. Powtarzali, że są nacjonalistami, chcą Niemiec dla Niemców, nie chcą azylantów i imigrantów, chcą przywrócenia kontroli na granicach, wystąpienia Niemiec z Unii Europejskiej, narodowej kultury, narodowego niemieckiego państwa, bo to, które jest teraz, niszczy ich zdaniem prawdziwe Niemcy.
Gdy przemarsz natrafiał na kolorowe blokady antynazistów, policja kierowała go innymi ulicami. Przez kilka godzin na Ihlenfelder Vorstadt był spokój. Dla kontrmanifestantów policjanci zabezpieczyli toalety i napoje. „Policja była super” – mówił potem jeden z nich.
Dopiero gdy NPD-owcy zostali odprowadzeni na dworzec, doszło do przepychanek z antynazistami. I policja, i oni oskarżają się o ich sprowokowanie.
* * *
Popołudnie. Młodzi antynaziści koczują przed dworcem, czekając na autobusy. Niektórzy mają kolorowe włosy, na czarnych koszulkach napisy „Antifaschistische Aktion”. Parking pełen policyjnych samochodów, ale policjanci są już swobodni. Wysoka blondynka w czarnym polowym mundurze (ależ szykowna!) wykłada na drelich długi jasny koński ogon.
Podjeżdżają autobusy, młodzi ludzie odjeżdżają. W swoją stronę ruszają policyjne samochody. Robi się pusto i cicho. Dopiero teraz wyraźnie widać napis na szybie pobliskiego sklepu: „Nazifrei Zone”.
Na peron wjeżdża pociąg Lubeka – Szczecin. Trochę osób wysiada, kilka wsiada, m.in. dwoje Polaków z rowerami. Pociąg wyjeżdża z miasta. Za oknami żółte pola rzepaku i zieleń wschodzącego żyta: spokój, idylla.
W wieczornych wiadomościach telewizji NDR Steffi Schwabbauer mogła powiedzieć, że dzień protestu przeciwko przemarszowi NPD był sukcesem mieszkańców Neubrandenburga. Ocenia się, że uczestniczyło w nim 5 tysięcy osób.
Bogdan TWARDOCHLEB
8 maja, rocznica zakończenia drugiej wojny światowej, jest w RFN Dniem Uwolnienia Niemiec od hitlerowskiego faszyzmu. NPD organizuje kontrakcje. Jak podaje „Nordkurier”, policja zatrzymała w Pasewalku dwóch 19-latków rozklejających plakaty z hasłami: „8 maja 1945 – rabunki, gwałty, morderstwa” i „Zakończyć z kultem winy”. W Eggesin na pniu drzewa przy Stettiner Strasse ktoś białą farbę wymalował datę 8 maja i trzy krzyże. Nieznani sprawcy wrzucili pojemniki z kwasem maślanym do Sklepu Demokratycznego w Anklam, Międzynarodowego Centrum Kultury IKu-Wo w Greifswaldzie i Centrum Edukacyjnego Peter-Weiss-Haus w Rostocku. 1 maja zabite zwierzę wrzucono do redakcji łużyckiej gazety „Lasusitzer Rundschau” w Spremberg. Był napad na biuro poselskie Lewicy w Hoyerswerdzie.
Według najnowszych danych, organizacje skrajnej prawicy liczą w RFN 25 tys. członków. 9500 wśród nich jest gotowych do użycia przemocy.
Można odnieść wrażenie, że im bardziej nasila się w Niemczech dyskusja o delegalizacji NPD, tym NPD bardziej się radykalizuje.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 08.05.2012