Ślady przeszłości Cedyni nadzieją na jej przyszłość

Od prawie dwóch miesięcy z wielkim zainteresowaniem przyglądam się toczącej się na łamach "Gazety Chojeńskiej" dyskusji wokół bitwy pod Cedynią, którą wywołał redaktor naczelny Robert Ryss. Wydaje się jednak, że zeszła ona z toru, na który chciał wtoczyć ją R. Ryss: wykorzystania bitwy dla dzisiejszej Cedyni. Chcę ustosunkować się do kilku poruszonych wątków, ponieważ w ostatnich kilku latach sporo czasu poświęciłem miejscom pamięci w zakolu Odry, a Cedynia jest mi bardzo bliska.

Bitwa pod Cidini

Miejsce, gdzie w 972 r. stoczono bitwę, nazwane przez Thietmara "Cidini", jest najczęściej utożsamiane z dzisiejszą Cedynią. Chcę jednak przypomnieć, jaki jest obecnie stan badań, co już miałem okazję uczynić w 2004 r. Cedyńska lokalizacja starcia ugruntowała się w nauce, zwłaszcza polskiej, w drugiej połowie XIX w. O ile jednak w początkowym okresie badań starciu temu nie przydawano większej wagi, to w okresie międzywojennym, wraz z dynamicznym rozwojem polskiej myśli zachodniej, której korzenie tkwią w pismach związanego z nurtem narodowym Jana Ludwika Popławskiego, w polskich pracach naukowych nadawano jej coraz większe znaczenie. Czołowym ośrodkiem badań zachodnich w dwudziestoleciu międzywojennym był Poznań. To miasto po 1945 r. stało się jednym z głównych centrów badań nad dziejami Polski pierwszych Piastów i Pomorzem Zachodnim. Ukształtowany w tym środowisku Kaszub, nestor polskiej mediewistyki Gerard Labuda zaraz po wojnie i przesunięciu granicy na Odrę, usytuował - wydawało się, że ostatecznie - Cidini w Cedyni. Zwłaszcza w związku z obchodami tysiąclecia państwa polskiego, jego interpretację podchwycili kolejni badacze, przede wszystkim ci wykształceni w Poznaniu, jak Władysław Filipowiak, Benon Miśkiewicz i in., w pracach których starcie Mieszka z Hodonem urosło do rangi symbolu. Prowadzący badania archeologiczne w Cedyni W. Filipowiak napisał nawet, że tu dopełniła się sprawiedliwość i zamknęło się koło historii, gdyż tu miała miejsce pierwsza i ostatnia bitwa Polaków z Niemcami.
Istnieje jednak i druga możliwość lokalizacji Cidini - zaodrzańska. Pierwszy z polskich badaczy wątpliwość co do Cedyni zgłosił Aleksander Brückner, który jednoznacznie stwierdził, że margrabia Hodon Odry nie przekroczył, a następnie częściowo Stanisław Rospond. Cedynię odrzucali również historycy wpierw niemieccy, a następnie i polscy: Friedrich W. Barthold, Paul von Niessen, Erich Randt, Stanisław Kętrzyński, Zygmunt Sułowski, Herbert Ludat, a ostatnio Christian Lübke, Kazimierz Myśliński, Jerzy Strzelczyk i często przytaczany przez dyskutantów Jan M. Piskorski. Ponieważ za oboma lokalizacjami są liczne argumenty, których nie miejsce tu przytaczać, należy dziś uznać, że dopóki badania archeologiczne (bo na odkrycie nowych źródeł pisanych nie mamy co liczyć) bardziej jednoznacznie nie przechylą szali na rzecz Cedyni (dotychczas, poza dwoma książkami poświęconymi cmentarzysku na wzgórzu pod dzisiejszą szkołą oraz artykułami odnośnie wykopalisk na terenie klasztoru, nie ma żadnej poważnej publikacji naukowej przedstawiającej wyniki badań archeologicznych w tym mieście), obie lokalizacje trzeba traktować tylko jako hipotezy i nie stawiać a priori znaku równości, że Cedynia = Cidini.

Mit bitwy pod Cedynią

Druga wojna światowa, przejmowanie od 1944 r. władzy w Polsce przez komunistów, obejmowanie od wiosny 1945 r. ziem na północ i zachód od dawnej granicy Rzeczypospolitej oraz - co za tym szło - olbrzymie ruchy ludności i akcja osiedleńcza na tzw. Ziemiach Odzyskanych, doprowadziła do utraty przez społeczeństwo poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji. Napięcia te próbowano łagodzić ideologią i mitologią, bazującą na przeszłości. Odżyła ze wzmożoną siłą ideologia polskiej myśli zachodniej, włączył się do niej Kościół (słynne wystąpienie kard. Hlonda we Wrocławiu), środowiska naukowe (Poznań, Kraków), publicyści, literaci oraz przede wszystkim władze Polski Ludowej z ministrem Ziem Odzyskanych Władysławem Gomułką na czele, które szybko całkowicie ją przejęły i zdominowały, wykorzystując obficie dorobek swych poprzedników, najczęściej antykomunistów. Wykreowano mit Ziem Odzyskanych, który miał wskazywać i umacniać polskość świeżo przyłączonych terenów, na których - jak głosiło popularne hasło - "byliśmy, jesteśmy i będziemy". Tworzono wizję, że jedynym gwarantem posiadania tych ziem przez Polskę jest "nowa demokratyczna Polska" oraz jej sojusznik ZSRR, co miało wiązać społeczeństwo z systemem. Mit bitwy pod Cedynią, połączony z forsowaniem Odry pod Siekierkami w 1945 r., ukształtowany ostatecznie w latach 50. XX w. i będący jednym z elementów mitologii Ziem Odzyskanych, rozpoczął własne życie. Wywoływany był zawsze, kiedy stosunki na linii Polska - Niemcy (zwłaszcza Zachodnie - RFN) były napięte. Nieprzypadkowo jego kulminacją były wielkie uroczystości w tysięczną rocznicę bitwy w czerwcu 1972 r. w momencie, gdy Bundestag i Sejm PRL ratyfikowały układ z grudnia 1970 r.
Później wokół bitwy nastąpiła cisza aż do czasu zjednoczenia Niemiec i nowej fali obaw o przyszłość Ziem Zachodnich. Wtedy, już w nowej rzeczywistości politycznej, w maju 1990 r. w Siekierkach obok siebie stanęli biskup Kazimierz Majdański, prezydent RP gen. Wojciech Jaruzelski i marszałek sejmu Andrzej Stelmachowski. Czytelników chcących dokładniej poznać proces konstrukcji i dekonstrukcji mitu zwycięstw pod Cedynię i Siekierkami, odsyłam do mojej książeczki pt. "...w tej strażnicy Rzeczypospolitej. Rejon Pamięci Cedynia - Gozdowice - Siekierki" (Szczecin-Poznań 2007).
Często jest tak w dziejach, że lokalizację sławnych miejsc z zamierzchłych dziejów wyznacza późniejsza historia polityczna. Przykładem jest mało w Polsce znana bitwa słowiańsko-duńska pod Lyrskov (miejscowością utożsamianą obecnie z Lürschau k. Szlezwiku) z 1043 r., w której poległo 15 tys. Słowian. Początkowo starcie to lokalizowano często w środkowej Jutlandii koło Ribe, zaś jej przeniesienie na południe wiąże się z przekierunkowaniem duńskiej historiografii pod wpływem rywalizacji w XIX w. o południową część tego półwyspu z jednoczącymi się Niemcami. Wbrew temu, co napisał w "GCh" jeden z moich przedmówców, że mit wcale nie musi dotyczyć czegoś, co nie miało miejsca, dla mnie oznacza (za Mirceą Eliade) historię wzorcową, która narzuca z góry określoną wizję zdarzeń i wyklucza sprzeciw. W okolicach Lyrskov Duńczycy stanęli jeszcze dwukrotnie w obronie swej ojczyzny w latach: 1848-1850 i 1864 r., my zaś obok Cedyni mamy zroszony polską krwią przyczółek Osinów oraz forsowanie Odry.

Ile znaczy bitwa pod Cedynią dla Cedyni i jej mieszkańców?

Jakie korzyści może dziś przynieść Cedyni ponad 1000-letnia metryka, okraszona znanym przez każdego niemal Polaka zwycięstwem Mieszka I? Jaka przyszłość czeka to miasteczko i czy jest ona związana ze starciem z Hodonem? Problem ten powinien być chyba najistotniejszy w całej dyskusji, gdyż za parę miesięcy, po wejściu Polski do układu z Schengen, zniknie granica, miejmy nadzieje, że w szybkim czasie poziom zarobków i życia w Polsce będzie przynajmniej tak dobry jak za Odrą, znikną zatem nadgraniczne rynki i infrastruktura z tym związana. Ponadto w okolicach całego winkla cedyńskiego nie ma ważnych tranzytowych szlaków komunikacyjnych (Odra jest przecież dziś znów, jak mówią wodniacy, dziką rzeką). Podobnie jak większość miasteczek nowomarchijskich, Cedynia nigdy nie miała wielkiego przemysłu. Na czym więc mogłaby oprzeć swój rozwój? Moim zdaniem kluczem do przyszłości będzie turystyka, w tym oparta na tradycji bitwy. Czy wobec braku pewności co do tożsamości Cidini z Cedynią (a nawet gdyby miało się kiedyś okazać, że tej bitwy tu nie było), można w tym miasteczku kultywować tradycję tego starcia? Jak najbardziej można! Przecież legendarny wikiński Jomsborg zrekonstruowano nad... Zalewem Zegrzyńskim k. Warszawy. Właśnie gdzie jak gdzie, ale w Cedyni trzeba propagować historię, lecz historię całą (nie tylko samą bitwę i nie tylko historię polskiej grupy etnicznej), bo widoczna jest ona w każdym zakątku tego miasteczka oraz jego okolicach i jest głównym atutem. Istnieje wiele miejsc w Polsce i na świecie, gdzie odbywają się wykreowane w późniejszym czasie obrzędy związane z dawnymi wydarzeniami, z punktu widzenia nauki co najmniej niepewnymi. Zdążyły jednak wrosnąć w świadomość mieszkańców. Przykładem może być Kazimierz Biskupi koło Konina, szczycący się tradycją o pięciu braciach męczennikach z czasów Chrobrego. Z takim procesem mamy też do czynienia i w Cedyni. Nawet jeśli mogłoby się okazać, że bitwa była gdzie indziej, to nie wolno nam zmieniać ani usuwać pomników (co spotkało Mieszka I w Wolinie), gdyż stanowią one znak czasów, w których zostały wzniesione, same stały się źródłem do ich poznania, a przede wszystkim wrosły w krajobraz kulturowy i świadomość Cedyni.
Warto zastanowić się również, jakie znaczenie miała bitwa dla mieszkańców miasta w ostatnim sześćdziesięcioleciu. Pomijając wielkie uroczystości, które były organizowane przez ludzi z zewnątrz dla ludzi z zewnątrz, wznoszone przez przyjezdnych artystów monumenty oraz inwestycje typu wybudowanie przystanku autobusowego, renowacja ulic - sama bitwa i jej tradycja nic im nie dała.

Postulowałbym zatem zaprzestać sporów o samą bitwę, ale wspólnie zastanowić się nad przyszłością Cedyni i jej okolic oraz zrobieniem czegoś, co przyniesie zysk miasteczku, nie okazyjny, od święta, ale stały. Inne miejsca tego typu po dekonstrukcji swego narodowego mitu, jak Grunwald (co zbadał Robert Traba), Biskupin czy Wolin, potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości i to zupełnie bez politycznego podtekstu. Okolice Zielonej Góry, Krosna Odrzańskiego powróciły do tradycji wina, a czy w Cedyni nie mamy kilkusetletnich piwnic do przechowywania win? Moją propozycją jest odpowiednie wykreowanie i wykorzystanie - np. przez stworzenie szlaków turystycznych (pieszych i rowerowych - na niemieckim brzegu rzeki wiedzie żyjący szlak rowerowy wzdłuż całej granicy od Sudetów po Bałtyk!), prezentujących świetne walory miasteczka, posiadającego zabytki ze wszystkich epok: ze średniowiecza grodzisko z cmentarzyskiem, klasztor, granitowy kościół, z czasów nowożytnych przede wszystkim wspomniane piwnice, ratusz, kirkut, wieża widokowa, a z PRL system monumentów. Jeśli do tego dodamy Odrę z jej przyrodą, cały Rejon Pamięci Narodowej z sanktuarium, wioski z unikatowymi romańsko-gotyckimi kościółkami, Dolinę Miłości, Puszczę Piaskową, jeziora oraz wybitne zabytki Chojny i Morynia, kaplicę templariuszy w Rurce - to mamy gotowy cały system szlaków turystycznych na skalę co najmniej ogólnopolską. Co od lat stoi na przeszkodzie, aby coś takiego powstało? Brak jednolitej koncepcji rozwoju turystycznego całego regionu winkla cedyńskiego oraz brak bazy turystycznej, zwłaszcza noclegów, bo drogie hotele nie stanowią dogodnej dla każdego alternatywy. Nie zrealizowano śmiałych planów z lat siedemdziesiątych XX w., charakterystycznych dla dekady E. Gierka, a inne wzniesione w latach PRL-u obiekty popadły dziś w ruinę lub zmieniły funkcję, a to spowodowało fakt, że zdecydowana większość turystów odwiedzających ten region to przybysze jednodniowi, niezostawiający pieniędzy. Rozsławiajmy więc Cedynię i okolice, zróbmy razem tak, aby przyjeżdżały tu rodziny, grupy ze Szczecina, Gorzowa, Poznania, Wrocławia, Berlina czy Frankfurtu i mogły spędzić aktywnie przynajmniej tydzień, pływając, żeglując, jeżdżąc, zwiedzając i po prostu odpoczywając.
Paweł Migdalski
Autor - doktorant w Instytucie Historii i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Szczecińskiego. Studiował na uniwersytetach w Szczecinie, Poznaniu, Greifswaldzie i Marburgu. Stypendysta Ministra Edukacji Narodowej, DAAD w Greifswaldzie oraz Center for Middelalderstudier w duńskim Odense. Zajmuje się historią miejsc pamięci i historiografią. Autor wydanej w tym roku książki pt. "...w tej strażnicy Rzeczypospolitej. Rejon Pamięci Narodowej Cedynia - Gozdowice - Siekierki", a także artykułów: "Znaczenie i lokalizacja bitwy pod Cidini w świetle historiografii" - w "Civitas Schinesghe. Mieszko I i początki państwa polskiego" pod red. J. M. Piskorskiego (Poznań-Gniezno 2004), "Obchody tysiąclecia bitwy pod Cedynią w 1972 r. w świetle prasy regionalnej" - w: "Prasa jako źródło do dziejów Śląska i Pomorza w XIX i XX w." - red. E. Włodarczyk, J. Nowosielska-Sobel, Szczecin 2005. Podczas sierpniowej konferencji historycznej w Chojnie prezentował dzieje radzieckiego cmentarza wojennego w tym mieście.

„Gazeta Chojeńska” nr 42 z 16.10.2007