Kogo wyzwoliła Armia Czerwona? Dramat sprzed 65 lat wciąż budzi kontrowersje (cz.I)

DLA włodarzy wielu miast naszego regionu znów przyszedł czas niewygodnych rocznic, z którymi nie za bardzo wiadomo co zrobić, podobnie jak z pomnikami, które gdzieniegdzie jeszcze sławią bohaterstwo prawdziwych lub wyimaginowanych „oswobodzicieli” – żołnierzy Armii Czerwonej.
Wyzwolenia nie było
Z wiedzą o wydarzeniach pierwszych miesięcy 1945 r. na Pomorzu bywa różnie. Starsze pokolenia, wychowane w duchu PRL-owskiej propagandy głoszącej mit wyzwolenia pradawnych, piastowskich ziem spod niemieckiego jarzma, z trudem przyjmują współczesne oceny historyków. Młodszym zaś jest chyba wszystko jedno, kto i kogo wyzwalał, zdobywał, czy zajmował. 
W początkach 1945 r. panami życia i śmierci byli na Pomorzu Rosjanie, którym Stalin – w przeciwieństwie do wyzwalanych terenów przedwojennej Polski – dał na tym obszarze wolną rękę. O wyzwoleniu na Pomorzu możemy mówić tylko w przypadku ziemi lęborskiej i bytowskiej, które do rozbiorów stanowiły lenno Rzeczypospolitej. Wyzwolonymi mogli się czuć także polscy robotnicy przymusowi, przebywający tu na robotach. Niemcom Armia Czerwona wyzwolenia nie przyniosła. Poznali natomiast drugą stronę medalu, okrutne konsekwencje wojny, do której doprowadziła obłędna ideologia w 1939 r. Paradoksalnie to także dramat Rosjan – brudnych i głodnych szeregowców, traktowanych jak mięso armatnie, którzy walcząc na obcej ziemi zatracili granice między dobrem i złem. Dla wielu z nich marsz na Berlin zakończył się właśnie tu, na Pomorzu, gdzie ginęli – nie zawsze w walce.
 – Termin „wyzwolenie” w operacjach wojskowych, odnosi się do ziemi i ludzi. Żeby można było mówić o wyzwoleniu, ziemia musi być okupowana, a ludzie pod okupacją lub w niewoli. Na Pomorzu Zachodnim można mówić o wyzwalaniu, w 1945 r., obozów pracy, czy też obozów i podobozów jenieckich oraz robotników przymusowych. Pomorze Zachodnie natomiast, nie mogło być „wyzwalane”, z tej prostej przyczyny, że było częścią III Rzeszy Niemieckiej, a jego okupacja zaczęła się właśnie w 1945 r. – opowiada Wojciech Jarząb, autor licznych publikacji na temat historii Gryfic. – Sowieci w oficjalnej gazecie frontowej „Krasnaja Armia” z 7 marca 1945 r. ogłosili, że „zajęli jeszcze sześć niemieckich miast” (Białogard, Trzebiatów, Gryfice, Kamień Pomorski, Golczewo i Płoty). Termin „wyzwolenie”, w odniesieniu do Pomorza, Prus i Śląska, pojawił się wraz z manipulacjami polskich propagandzistów, którzy starali się uzasadnić obecność Polski na tych ziemiach.
Strach przed „Iwanem”
Opowieści o nieludzkim zachowaniu Rosjan docierały na Pomorze już jesienią 1944 r., wraz z pierwszymi uciekinierami z Prus Wschodnich. Były one zręcznie podsycane przez hitlerowską propagandę, którą kierował Goebbels. Nic więc dziwnego, że wkrótce na Pomorzu zapanowała istna psychoza strachu przed zbliżającym się „Iwanem”. Długie kolumny wozów ciągnęły ze wschodu przez całą zimę. Wszystkie wsie, majątki ziemskie, a w miastach hotele i obiekty publiczne obłożone były uciekinierami. Przebywali tu również mieszkańcy zagrożonych bombardowaniami miast z zachodnich części Niemiec. Mimo potwornego chaosu starano się zachować pozory normalności. Pracowały szkoły, urzędy, zakłady, czynne były sklepy. Mieszkańcy mieli zakaz opuszczania miast. Łudzono się, że armia niemiecka powstrzyma pochód zwycięskich Rosjan.
 – Niemiecka propaganda celowo podsycała strach przed „Iwanem”, jak wówczas nazywano czerwonoarmistów, co miało wzmocnić chęć walki i odwetu wśród żołnierzy broniących III Rzeszy Niemieckiej. Film poświęcony rzezi mieszkańców pruskiej wioski Nemmersdorf pokazywały wszystkie kina niemieckie. Wielu Pomorzan zdawało sobie także sprawę z tego, że zbliża się koniec ich świata, czego nie chcieli oglądać. Samobójstwa popełniały całe rodziny. Motywacją było też często histeryczne przywiązanie do nazistowskiego państwa – mówi W. Jarząb.
„Czy zabiłeś już dziś swojego Niemca?”
Zastanawiająca bezwzględność i okrucieństwo Rosjan ma kilka powodów. Chęć zemsty, niskie morale, ale również przyzwolenie zwierzchników na tzw. przypadki nadzwyczajne, jak nazywano gwałty, morderstwa, kradzieże popełniane przez czerwonoarmistów.
 – Wykrwawiona bitwą stalingradzką i kurską Armia Czerwona została uzupełniona ponad milionem łagierników sowieckiego GUŁAG-u. Ludziom tym złożono „propozycję nie do odrzucenia”, po której masowo i „ochotniczo” zgłaszali się do armii. Kryterium było jedno, musieli być zesłani pod pospolitymi zarzutami: kradzieże, rozboje, gwałty i morderstwa. Ci ludzie, twardzi i bezwzględni, którzy nie mieli niczego do stracenia oprócz życia, a to w Sowietach było tanie, otrzymali misję „wyzwolenia Europy”. Dostali broń do ręki i gwarantowaną przez armię bezkarność. Popularne hasło sowieckiej propagandy namawiało: „Czy zabiłeś już dziś swojego Niemca?”. Dochodziła też do tego potrzeba odpłacenia Niemcom za ich zbrodnie na terenach Związku Sowieckiego – wyjaśnia W. Jarząb.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 16.03.2010