Oddział wskrzeszeń

Przede wszystkim Marek Edelman jest lekarzem. Wielkim lekarzem. I to nie tylko kardiologiem - potrafi leczyć całego człowieka. To są rewelacyjne, ba, nieprawdopodobne historie. Przykład mi bliski: córka mojej żony miała stwardnienie na szyi. Poszła do przychodni, tam lekarz kazał się jej zgłosić za dwa tygodnie. Tymczasem, gdy guz ten obejrzał Marek, powiedział: »Natychmiast jedziemy do Łodzi «. Okazało się, że to nowotwór. Dzięki temu, że Marek go w porę wykrył, udało się dziewczynę zaleczyć. Ale to nie koniec: równocześnie takie samo stwardnienie miała jej siostra bliźniaczka. Marek ją też obejrzał, ale nie zalecił żadnej terapii. Miał rację: w jej przypadku nie było to nic groźnego. Takich zdarzeń z praktyki lekarskiej Marka znam mnóstwo (...). Mówił: »Nie przywieźli nam tutaj chorego, by umarł, ale by żył (...). Nic dziwnego, że w każdą rocznicę objęcia przezeń oddziału intensywnej opieki medycznej w łódzkim szpitalu Pirogowa zjeżdżają się tam ludzie, którym uratował życie. Oraz ci, których bliskim pomógł spokojnie umrzeć. Przecież terapia nie zawsze może się udać. Marek mówi, że w takich sytuacjach lekarz musi przeprowadzić chorego na ten drugi brzeg. Widziałem, jak to robi, bo moja żona Gaja umierała u niego na oddziale”.
Tak o Marku Edelmanie opowiadał Jacek Kuroń.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://wyborcza.pl/1,97737,8455060,Oddzial_wskrzeszen.html
Veröffentlichung/ data publikacji: 04.10.2010