BĘDĘ GŁOSOWAŁ NA BARTŁOMIEJA SOCHAŃSKIEGO

Wiem, że o prezydenturę Szczecina nie zabiega ani dla prestiżu, ani dla pieniędzy, bo ma już jedno i drugie. Jest adwokatem, prowadzi renomowaną kancelarię, gdzie zatrudnia kilkunastu młodych prawników. W roku 2007 został laureatem ogólnopolskiej Nagrody BONA LEX, przyznawanej przez "Gazetę Prawną" i uważanej za najważniejszą w dziedzinie prawa w Polsce. Gazeta wyróżnia nią tych, którzy przyczyniają się do poprawy jakości prawa w Polsce.

Spośród wielu spraw, jakie obecnie prowadzi jedna toczy się przed Trybunałem Konstytucyjnym RP (chodzi o uznanie za niekonstytucyjną, a więc bezprawną, konwencję PRL-ZSRRz 1958 r., która sankcjonowała pozbawienie obywatelstwa polskiego mieszkańców polskich kresów wschodnich po agresji sowieckiej w 1939 r.), inna - przeciw Rosji przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu (jest to tzw. skarga katyńska m.in. o naruszenie przez państwo rosyjskie prawa rodzin ofiar zbrodni katyńskiej do rzetelnego postępowania sądowego. Skarga złożona po tym, jak wnioski dwojga rosyjskich adwokatów o przyznanie krewnym ofiar statusu pokrzywdzonych w rosyjskim postępowaniu katyńskim oraz o dokonanie rehabilitacji zamordowanych zostały odrzucone przez rosyjską prokuraturę wojskową i sądy. Przed Trybunałem w Strasburgu rodziny katyńskie reprezentują trzej polscy (w tym Bartłomiej Sochański)i dwoje rosyjskich prawników. I nie jest to jedyna sprawa prowadzona przez Bartłomieja Sochańskiego przed Trybunałem w Strasburgu.

Wiem, że jest człowiekiem dialogu, ponad podziałami, dobrym dyplomatą, czego dowiódł w praktyce i co również demonstruje teraz. Jest człowiekiem jednoczącym ludzi, a nie dzielącym ich i konfliktującym. Wierzy w sens lokalnej samorządności, którą sam w Polsce i w Szczecinie budował. Całym życiem udowodnił, że jest człowiekiem zasad i osobistej bezinteresowności. Swoje doświadczenie zdobywa wprawdzie w całym świecie, jednak oddaje je głównie w swoim rodzinnym mieście.
Wiem, że ma ogromne doświadczenie międzynarodowe i włada płynnie czterema językami: angielskim, niemieckim, hiszpańskim i rosyjskim.

Oprócz praktyk i prawniczej o międzynarodowym zasięgu, jest współzałożycielem polsko-niemiecko-szwedzkiego Euroregionu Pomerania, w którego umowie założycielskiej zagwarantował uprzywilejowaną pozycję Szczecina i jego przedstawicieli. Jest Konsulem Honorowym Republiki Federalnej Niemiec, z nominacji prezydenta tego państwa. Był delegatem Kongresu Władz Lokalnych i Regionalnych Rady Europy, wybranym z ramienia Unii Metropolii Polskich, wiceprezydentem dwóch organizacji międzynarodowych: Związku Miasta Bałtyckich (obecnie przeszło 100miast regionu Morza Bałtyckiego) i Stowarzyszenia Europejskich Regionów Granicznych. To na jego zaproszenie Szczecin był po raz pierwszy gospodarzem wielkiego kongresu tej organizacji (przedstawiciele regionów z 24 państw!), zrzeszającej ok. 120 euroregionów z całego kontynentu oraz prestiżowej konferencji Rady Europy, poświęconej bezpieczeństwu w miastach. O jego angielskim, po publicznym wystąpieniu, jako prezydenta Szczecina w roku 1995 w Londynie, ówczesny premier Wielkiej Brytanii John Major wyraził się publicznie: "oksfordzki". Po wystąpieniu po niemiecku, w tej samej roli w Berlinie, cytował go Roman Herzog, ówczesny prezydent RFN, a na zaproszenie ówczesnego burmistrza Berlina Eberharda Diepgena uczestniczył na żywo w debacie radiowej burmistrzów kilku wielkich europejskich miast przed mikrofonami jednej z berlińskich rozgłośni. Jego hiszpański (który opanował, bo... lubi latynoską kulturę) jest tak dobry, że właśnie z tego powodu, podczas turystycznej wycieczki na Kubę, został zatrzymany przez tamtejszą milicję, jako podejrzany o szpiegostwo...

Wiem, że był dobrym i skutecznym prezydentem w latach 1994-1998.
Wiem też, że wówczas o to stanowisko nie zabiegał. Nie było jeszcze wtedy wyborów bezpośrednich na prezydenta, a ustawowe uprawnienia prezydenta były o wiele słabsze...Wiem, że zarządzał w oparciu o kruchą koalicję wielu ugrupowań w ówczesnej Radzie Miasta, w której szybko zaczęły dominować konflikty frakcyjne i ambicje personalne liderów, zmuszając zarząd miasta do negocjowania niemal każdej ważnej dla miasta decyzji z każdym z osobna. Przeciwko sobie miał również nieprzyjazny sobie rząd w Warszawie, z którym jednak umiał się dogadywać w interesie Szczecina. Podobnie, jak ze wszystkimi innymi partnerami. Potrafił uratować lub współtworzyć razem z mieszkańcami wiele instytucji kultury (np. Ośrodek Teatralny KANA, kamienica artystów przy ul. Św. Wojciecha, Miejska Biblioteka Publiczna dla 50 tysięcy zarejestrowanych czytelników),opieki socjalnej (np. Dom Pomocy Społecznej przy ul. Kruczej), wspierania przedsiębiorczości (np. Szczecińskie Centrum Przedsiębiorczości przy ul. Kolumba), zrealizować wiele fundamentalnych dla miasta inwestycji infrastrukturalnych (np. dokończenie Trasy Zamkowej, przebudowa al. Wojska Polskiego). Planowana przez niego, ale zablokowana przez Radę Miasta, oczyszczalnia ścieków mogła powstać już wiele lat temu. A najlepszą promocją Szczecina był on sam, gdy pojawiał się na arenie międzynarodowej!

Wiem, jakie ma korzenie, z jakiej rodziny pochodzi i w jaki systemie wartości się wychował. Wiem, jaką ma przeszłość. Ojciec, niedawno zmarły Andrzej, był szefem sztabu jednej z brygad partyzanckich wileńskiej AK,w 1944 r. uczestniczył w zdobywaniu Wilna, po czym, jak wielu innych, został przez sowietów "internowany", trafił do łagru, pracował przy wyrębie lasów. Zwolniony w styczniu 1946 r., przyjechał do Szczecina, gdzie żył do śmierci, był ekonomistą. Jego brat Jan, nauczyciel polskiej szkoły w Luksemburgu, zaskoczony przez wojnę podczas wakacji w Polsce, schwytany przez sowietów podczas ucieczki przez Rumunię, przez moskiewskie więzienie NKWD na Łubiance trafił również do łagru. Wyszedł stamtąd z I Korpusem WP gen. Andersa, przeszedł z nim cały szlak bojowy przez Persję, północną Afrykę i Włochy. Do Polski już nie wrócił. Jest obywatelem USA, mieszka w Chicago. Drugi brat, Wincenty, do Polski szedł ze wschodu, z armią gen. Berlinga, od Lenino do Berlina. Zginął nad Hawelą 3 maja 1945 r. Nie ma grobu, jedynie nazwisko na zbiorowej tablicy cmentarza w Siekierkach.

Matka jest lekarką- okulistką, doktorem medycyny, z pierwszego rocznika absolwentów PAM w Szczecinie. Całe życie poświęciła leczeniu zeza u dzieci, nowatorską metodą prof. W. Starkiewicza. Pochodzi z Łucka na Wołyniu, gdzie jej ojciec był lekarzem i znaną postacią życia publicznego. Jako absolwent kijowskiej Akademii Medycznej i oficer carskiej armii, podczas rewolucji październikowej walczył po stronie "białych". W czasie ostatniej wojny wywieziony przez sowietów do Kazachstanu, wrócił stamtąd dopiero w 1955r. Ta żywa, obecna w rodzinie i jej tradycjach, a nie papierowa i nie filmowa historia Polski ukształtowała tego kandydata na prezydenta Szczecina.

Wiem, że tragiczny dzień 17 grudnia 1970 roku przeżył osobiście na dzisiejszym Placu Solidarności, przed Komendą Wojewódzką MO, widział płonący komitet PZPR, słyszał strzały...Jeszcze w trakcie strajków Sierpnia'80 zakładał nowy związek zawodowy "Solidarność" w Morskim Instytucie Rybackim (gdzie wówczas pracował), po czym został jego przewodniczącym. W stanie wojennym, wyrzucony z pracy, związał się z opozycją, publikował w podziemnej prasie, uczestniczył w jej drukowaniu, oddając jej do dyspozycji również rodzinne mieszkanie przy ul. Łuczniczej. Należał wówczas do opozycyjnego środowiska szczecińskich prawników, był też obrońcą swoich kolegów w procesach politycznych. Podczas historycznych wyborów 4 czerwca 1989 r. był jednym z trzech przedstawicieli OKP "Solidarność" w Wojewódzkiej Komisji Wyborczej, apotem po 1990 r. - jednym ze współtwórców samorządu lokalnego, radnym pierwszej demokratycznej Rady Miejskiej i jej wiceprzewodniczącym.

Wiem, że ma trzy wielkie życiowe pasje: sport, kulturę i Szczecin.
Jeszcze podczas studiów prawniczych na UAM w Poznaniu związał się ze studenckim ruchem teatru otwartego, którego najbardziej znanym reprezentantem jest legendarny Teatr Ósmego Dnia. Tę pasję kontynuował po powrocie do Szczecina, również jako sąsiad i przyjaciel Zygmunta Duczyńskiego, twórcy Teatru KANA, z którego środowiskiem związany jest do dziś i gdzie znalazł również swoją żonę, z którą wychowali troje wspaniałych dzieci. To właśnie po lekturze pożyczonego od Sochańskiego samizdatowego wydania "Moskwa-Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa zachwycony Zygmunt stworzył wielkie spektakle "Moskwa-Pietuszki" i "Noc", z którym KANA odbyła triumfalne tournee po całym świecie, począwszy od nagród na prestiżowym Światowym Festiwalu Sztuki w Edynburgu. Jest prezesem Miejskiego Klubu Pływackiego, sternikiem jachtowym, z ostatniej Spartakiady Prawników w Spaleznów przywiózł plik dyplomów i naręcze medali za wyczyny w różnych dyscyplinach. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia na Rzecz Cmentarza Centralnego i Stowarzyszenia Przyjaciół Muzeum Narodowego w Szczecinie, wspólnie z przyjaciółmi ufundował Nagrodę im. Zbigniewa Herberta dla szczecińskich twórców kultury, bywa sponsorem szczecińskich publikacji i wydarzeń ważnych dla tożsamości miasta. W latach 90.z dumą podkreślał, że jest pierwszym prezydentem miasta urodzonym w powojennym Szczecinie. Po studiach wrócił do Szczecina, co dla dzisiejszych absolwentów nie tylko UAM wcale nie jest takie oczywiste, a Poznań już wówczas oferował mu lepszą pracę m.in., pracownika naukowego uniwersytetu i Akademii Ekonomicznej.

Ostatnie sondaże opinii publicznej przewidują w Szczecinie bardzo niską frekwencję wyborczą. Co oznacza, że każdy oddany głos będzie miał wielką wagę, a o zwycięstwie tego lub innego kandydata może zdecydować bardzo niewielka większość. Inne sondaże wskazują, że ponad 30 procent szczecinian deklarujących udział w wyborach nie wie jeszcze, na kogo będzie głosować. Niektórzy obawiają się, że "zmarnują głos" i szukają domniemanej większości, do której warto by się przyłączyć. A zatem - rezygnują dobrowolnie z własnej suwerenności i podmiotowości.

Ja nie mam tych wątpliwości! Pójdę i będę głosował. Tylko dlatego, że jest to moje PRAWO i nie zamierzam oddawać go w ręce innych. A później udawać, że nie ponoszę żadnej osobistej odpowiedzialność za wynik wyborów.
Będę głosował na Bartłomieja Sochańskiego.
Teresa Kurowska, szczecinianka
Mathias Enger, szczecinianin
http://www.mtm.inet.pl/obudzmyszczecin.html

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 20.11.2010