Szczecin mniej stoczniowy

Gdy nie ma lidera
Szczecin mniej stoczniowy
JESZCZE kilka lat temu Szczecin był znaczącym ośrodkiem przemysłu okrętowego w Polsce i Europie. Wszystko zmieniło się po upadku Stoczni Szczecińskiej Nowej. Co prawda istnieją jeszcze małe firmy tej branży, ale tylko część z nich radzi sobie na rynku. Niektóre, nie czekając na lepsze czasy, zmieniają profil działalności. Stocznia Szczecińska Nowa była największym zakładem produkcyjnym w mieście. Zatrudniała kilka tysięcy osób. Współpracowała też z mniejszymi firmami branży stoczniowej, będąc swego rodzaju liderem. Korzyści z takiej kooperacji były obopólne. Upadek dał się więc we znaki także innym zakładom. Przykładowo: spółka Finomar swego czasu wykonywała dla SSN tzw. sekcje dziobowe statków. Sama natomiast korzystała z usług gięcia czy wstępnej obróbki – duża stocznia dysponowała bowiem potrzebnymi do tego urządzeniami. Dlatego dziś w Finomarze żałują, że to się skończyło. Spółka daje pracę ok. 120 osobom. Od czasu swego powstania (czyli od 1994 r.) specjalizuje się w produkcji złożonych konstrukcji spawanych oraz świadczy usługi na rzecz przemysłu energetycznego i okrętowego. W przypadku tego ostatniego sytuacja rynkowa nie jest za ciekawa i choć pojawia się wielu potencjalnych klientów, to jednak ich zainteresowanie nie przekłada się na liczbę konkretnych zamówień. Nieco młodsza spółka Navikon-Stal oferuje kompleksowe prace remontowe na statkach, ale też budowę i wyposażenie nowych jednostek. Tyle że ta działalność pomału odchodzi do przeszłości. – Szukamy zamówień w innych przemysłach, na rynku instalacji – mówi Roman Tunajek, prezes Navikon-Stal Sp. z o.o. Ta nieduża, ale dysponująca fachowcami i specjalistycznym sprzętem firma, mogłaby wykonywać konstrukcje okrętowe. Niestety, nie ma na nie popytu. W ub. roku nie było żadnej tego rodzaju propozycji. Pojawiają się czasem zlecenia remontowe, ale zazwyczaj zagraniczne. Za to regularnie do Navikon-Stalu pukają ludzie szukający pracy. – W tygodniu średnio po 10 osób pyta o pracę – przyznaje R. Tunajek. Konstrukcjami stalowymi zajmuje się też policka spółka Stalkon. Są to jednak przede wszystkim portowe dźwigi. W czasach, gdy firma miała siedzibę na terenie Huty Szczecin, produkowała elementy dla stoczni szczecińskiej, później kooperowała z zagranicznymi zakładami okrętowymi. Przestawiła swoją produkcję, gdyż rynek stoczniowy jest trudny i mało zyskowny. – Polska przyjęła strategię niszczenia firm tej branży, nie chcemy być ofiarą – twierdzi Roman Andrzejczak, wiceprezes Stalkonu. Są w Szczecinie zakłady, które mimo wszystko sobie radzą, jak choćby stocznia Mirand, budująca rybackie kutry. Można jeszcze wymienić spółki takie, jak Makrum SA Stocznia Pomerania, Maritim-Shipyard, Muhlhan, Zink Power, Betamar, Spawrem, Steelmar, Klinpol, Master, Batimex, Kilwater itp. Zatrudniają – w zależności od realizowanych kontraktów – od kilkudziesięciu do kilkuset osób. Jest też wiele innych mniejszych firm spawalniczych, projektowych, wyposażeniowych czy malarskich. Największym potencjałem są fachowcy. Wielu z nich uważa, że po upadku silnego lidera, jakim była SSN, trudno będzie odbudować przemysł okrętowy w Szczecinie. Na razie też nie zastąpi go stocznia remontowa „Gryfia”, która sama musi wyjść z kłopotów.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 09.03.2011