Polityka historyczna

Polskie spory o historię i pamięć
Poniższy wykład został wygłoszony – podobnie jak inne wystąpienia – podczas konferencji „Czym jest mała ojczyzna“, która odbyła się w dniach 18-19.11.2006 w Collegium Polonicum, a więc jeszcze w czasie rządów koalicji PiS, zakończonych w wyborach z 23.10.2007.

Pamięć i interpretacje przeszłości należą do elementarnych funkcji każdego społeczeństwa i narodu od zarania ich istnienia. Niezależnie od uwarunkowań społeczno-politycznych sfera ta nie była nigdy wyłączną domeną profesjonalnych historyków. Obraz dziejów, wizja i świadomość historyczna stanowiły ważny element polityki władzy, tak świeckiej, jak i duchownej, interesów klas, społeczeństwa oraz narodu. Historia zawsze komuś lub czemuś służyła. Jako przedmiot zainteresowań opinii publicznej przeszłość budziła i ożywia ciągle najgorętsze emocje. Intensywność, z jaką rozgorzała w Polsce od początku XXI stulecia debata nad historią w służbie polityki, stanowi fenomen wart naukowej refleksji.

Za erupcją zainteresowań przeszłością i związaną z nią debatą stoją różnorakie przyczyny. Przełom XX i XXI wieku generował spory miedzy pokoleniami, zwycięzcami i przegranymi zimnej wojny, uwikłanymi w systemy totalitarne i ich opozycją. Zwrot demokratyczny w Europie Środkowo-Wschodniej otworzył śluzę, która wyrzuciła na powierzchnię dziejów pamięć doświadczeń zarówno sprzed, jak i po 1945 roku. Wraz z upadkiem dwubiegunowej Europy załamaniu uległa określona wizja przeszłości. Pluralizacja społeczeństw ujawniła wielość obrazów historii, a wielkie metamorfozy ustrojowe w centrum Starego Kontynentu, konflikty etniczne, podziały i tworzenie nowych państw narodowych uczyniły z historii pod koniec XX wieku pierwszoplanowy czynnik polityczny.

Praca nad pamięcią znalazła się w tym regionie w fazie intensywnych zmian, rewizji i nowych interpretacji. Po obaleniu komunizmu dokonywano pospiesznej kanonizacji jednych i obalania z cokołów innych bohaterów. W roku 2005, roku znaczących dla Polski i innych narodów europejskich rocznic, do rangi najważniejszych publicznych wydarzeń wyniesione zostały rytuały i tematy związane ze spuścizną obu dyktatur, kwestią odpowiedzialności i zdrady, amnestii i amnezji, rehabilitacji ofiar oraz ukarania winnych.

Wzrosło zarazem zapotrzebowanie na nowe mity fundacyjne jako uzasadnienie więzi i tożsamości narodów w nowych warunkach demokracji. Uwolnione od cenzury społeczeństwa dokonują rewizji historycznych. Odrzucenie dotychczasowej zuniformizowanej wizji historii i pojawienie się wielości ofert, podręczników, literatury wspomnieniowej, nade wszystko zaś umasowienie zainteresowań historią oraz upowszechnienia nowoczesnych form medialnego przekazu obrazu przeszłości – wszystko to stwarza nie tylko szerokie możliwości wymiany myśli, lecz niesie napięcia i rodzi poczucie zagrożenia. Gwałtowne zmiany społeczne epoki globalizacji wyzwalają niepokój o przyszłość, który koresponduje z poczuciem utraty przeszłości. W tej sytuacji celebracja rocznic i świąt narodowych pełni funkcję kompensacyjną. Dla nowych członków Unii Europejskiej, w tym również Polski, duma narodowa i nowy patriotyzm stały się ważnym elementem równowagi w nowym, mało rozpoznanym świecie.

Pojęcie polityki historycznej w polskim dyskursie przejęte zostało z publicystyki niemieckiej. Występuje ono w charakterze sloganu medialnego, hasła, postulatu politycznego lub argumentu w polityczno-historycznych kontrowersjach, bardziej wypełnionego emocjami aniżeli poszukiwaniem sensu poznawczego. Z uwagi na nadużycia dokonane wobec historii przez dyktatury, tak hitlerowską, jak i komunistyczną, kojarzy się ono głównie negatywnie. Trudno pogodzić się dzisiaj z faktem, że w demokratycznym państwie i masowym społeczeństwie pamięć historyczna jest wielogłosowa, dynamiczna, przyśpieszona, skomercjalizowana. Na palące problemy polityczne teraźniejszości szuka się odpowiedzi w przeszłości. Polityka historyczna po 1989 roku ujawniła wszędzie swe janusowe oblicze. Tam, gdzie wszystko nakłada się na siebie – potrzeba prawdziwej wiedzy na temat istoty totalitarnego systemu, szukanie, gdzie sprawca, a gdzie ofiara, zadośćuczynienie, moralność – rośnie znaczenie wrażliwości politycznej, niezbędny jest dystans.

Determinanty i wyróżniki polskiego sporu

Tematyka polityki historycznej, która występuje od kilku lat w polskich środkach masowego przekazu, stanowiąc przedmiot rozlicznych konferencji i politycznych apeli, wpisuje się w całokształt przemian kultury politycznej po 1989 roku w postkomunistycznej Europie. Fakt, iż jej „wybuch” stanowi reakcję na renesans pamięci historycznej w Niemczech, na ujawniony niedostatek wiedzy o najnowszej historii Polski w Europie Zachodniej, a zarazem odpowiedź na manipulację i arogancję rosyjskich przywódców politycznych, określa już in statu nascendi jej charakter. Postawa i zachowania obronne utrudniają określenie pozytywnych celów, noszą znamiona doraźności, mobilizują emocje, często wyrażają się w rozdawaniu ciosów na ślepo, co obniża rangę i powagę debaty.

Mimo iż w niektórych przypadkach zaangażowanie w dyskusję na temat polityki historycznej wynika z potrzeby określenia modelu działania państwa w tym zakresie, a więc pozytywnych przesłanek, treść podjętej tematyki definiowana jest w zdecydowanej mierze negatywnie. Jej podstawowym i rozstrzygającym o polskiej specyfice wyróżnikiem są demontaż, negacja i walka. Hasło polityki historycznej stało się bowiem dla rządzących obecnie sił politycznych i ich zaplecza intelektualnego ważnym argumentem sporu o tzw. IV Rzeczypospolitą. Skierowane zostało ono przeciw wszystkim rządom, sprawującym władzę po 1989 roku oraz elitom uczestniczącym w transformacji Polski.

Wina i odpowiedzialność

Integralnym elementem każdego przełomu jest próba zniweczenia i ośmieszenia starej interpretacji historii oraz zadenuncjowania starych elit. Chociaż mechanizm ten opanowały najlepiej różnej maści dyktatury, okazuje się, że polityczni decydenci nadający ton opinii publicznej, stosują podobne techniki i język propagandy. Brak refleksji nad zakresem treści określanej mianem polityki historycznej sprawił, że w toku walki wyborczej, jak i publicznej debaty termin ten okazał się źródłem niewyczerpanego arsenału sprzecznych argumentów i pozornych recept na uzdrowienie kraju. Określa on zarówno fakty i zjawiska w polityce wewnętrznej (m.in. edukacja, wychowanie patriotyczne, lustracja, dekomunizacja, problemy kombatanckie, tożsamość narodowa, stosunek do mniejszości), jak i w polityce zagranicznej (formy i zakres promocji Polski w świecie, stosunek do sąsiadów i ich spuścizny historycznej, odszkodowania).

U progu debaty legła z gruntu fałszywa teza o radykalnym odrzuceniu przeszłości i zaniedbaniu tradycji przez dotychczasowe ekipy rządzące i środowisko elit. We wstępie do materiałów konferencyjnych poświęconej polityce historycznej Dariusz Gawin, wicedyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego i Paweł Kowal, historyk, współautor koncepcji tegoż Muzeum sformułowali zarzut, iż „politycy koncentrowali się głównie na wskaźnikach gospodarczych, na skomplikowanych procesach transformacji. W tych warunkach polityka miała stać się sztuką uprawianą przez technokratów. Sferę symboli, sferę tożsamości, spory o wartości określano jako ‚tematy zastępcze’, hasła retoryczne używane przez demagogów i populistów” (1).

Niemal każda publikacja poświęcona afirmacji nowej polityki historycznej, powiela krytykę, sprowadzającą się najczęściej do twierdzenia, iż patriotyzm, duma z własnej historii, poczucie więzi z poprzednimi pokoleniami postrzegano dotąd jako anachronizm stojący na przeszkodzie nowocześnie pojmowanej europeizacji i demokratyzacji społeczeństwa. Jednak retorycznego założenia inicjatorów polityki historycznej: skoro wy uciekliście od historii, my triumfalnie do niej wracamy, wy wybraliście Europę, my naród i patriotyzm, wy liberalizm, a co za tym idzie konsumpcjonizm i odrzucenie wartości, my wspólnotę, nie da się uzasadnić żadnym logicznym punktem widzenia.

Idea nowej polityki historycznej z łatwością zyskuje sobie aplauz szeroko rozumianych środowisk prawicowych, chociażby z tego względu, iż głównym przedmiotem ataku jej nosicieli jest ogólnikowo określana lewica. W praktyce kryją się za nią siły postkomunistyczne, postsolidarnościowe, liberałowie. To „postkomuniści odtrąbili koniec historii”, pisze Grzegorz Górny, sugerując, iż udało się im „z pomocą środowisk postsolidarnościowych przekonać spory odłam społeczeństwa, żeby historię pozostawić historykom i nie mieszać jej z aktywnością publiczną” (2).

Prof. Andrzej Nowak, naczelny redaktor czasopisma historycznego „Arkana”, jeden z uczestników konferencji zorganizowanej 30 marca 2006 roku w Instytucie Pamięci Narodowej (IPN), poświęconej „Polskiej pamięci historycznej”, należy do grupy radykałów, prześcigających się w tropieniu winnych historycznego eskapizmu. W walce o przywrócenie rangi tradycji romantycznej autor zrównuje propagandę III Rzeczypospolitej z propagandą PRL. Obie „skrzywdziły pamięć historyczną”, odsyłając ją do lamusa. W imię sprawiedliwości społecznej i narodowej Nowak domaga się pokazania prawdziwych bohaterów, „których miejsce było przez siedemdziesiąt lat na śmietniku historii i gdzie usiłowano ich przytrzymać w ostatnim piętnastoleciu”. III Rzeczypospolita stanowi dla niego tylko kontynuację szkoły myślenia opartej na propagandzie nihilizmu, odbierającej Polakom poczucie dumy narodowej. Autor widzi się więc w roli rzecznika kontrpropagandy. Jej celem ma być przywrócenie godności tradycji romantycznej w imię bliżej niesprecyzowanej wizji przyszłości dla dobra państwa, pojmowanego „jako wspólnota obywateli, którzy chcą być w tej wspólnocie, a nie chcą jej porzucić ze wstydem” (3).

Do chóru krytyków III Rzeczypospolitej, grubej kreski, okrągłego stołu jako sprawców osłabienia wszystkiego, co wspólnotowe, należy Zdzisław Krasnodębski, socjolog na Uniwersytecie w Bremie i profesor na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Zakłada on, iż „ideologia polskiego liberalizmu i utopia otwartego społeczeństwa (…) negowały potrzebę pamięci zbiorowej i polityki historycznej państwa” (4).

Jarosław Kaczyński, obecny premier, prezes Prawa i Sprawiedliwości (PiS), przed wygranymi wyborami 25 września 2005 roku uznał swych przeciwników politycznych za sprawców negacji pamięci historycznej. Nie ukrywał on swych zamiarów. Napiętnowanie „permisywizmu obyczajowego” postsolidarnościowego liberalizmu służyło mu jako punkt wyjścia do forsowania „rewolucji moralnej”. To nowe siły polityczne, które doszły do władzy, mają ogrzać państwo i otulić je wspólnotą wizji i pamięci historycznej.

Historia jako ofiara III Rzeczypospolitej stanowi temat wypowiedzi najwyższych urzędników w państwie. Kazimierz Michał Ujazdowski, minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego już w latach 200-2001 oraz w obecnym rządzie Jarosława Kaczyńskiego, współtwórca PiS-u, pisze: „Można mieć wrażenie, że część liberalnych i lewicowych elit stawia nas przed nieprzyjemną alternatywą: albo megalomania albo amnezja. Pielęgnowanie tradycji historycznej okazuje się więc nienowoczesne i szkodliwe dla rozwoju społeczeństwa”... (5).

Tymczasem zajmowanie się przeszłością nie może stanowić priorytetu w polityce żadnego państwa. Z drugiej jednak strony żadne państwo nie może sobie pozwolić na ignorowanie ważnych świąt narodowych, rocznic, symboli i rytuałów. Elity polityczne odpowiedzialne za demokratyzację i modernizację Polski po przełomie 1989/1990 miały tego pełną świadomość. Dla kraju wychodzącego z głębokiej zapaści przeszłość była ważnym, ale bynajmniej nie najważniejszym zadaniem. Twórcom demokratycznej Polski przyszło się bowiem zmierzyć z dziedzictwem i duchami przeszłości w wymiarze wewnętrznym oraz zewnętrznym, w skali ogólnokrajowej i regionalnej. III Rzeczypospolita od momentu swych narodzin miała do czynienia ze sferą symboliczną państwa, które odzyskało suwerenność. Zerwanie z przeszłością PRL wymagało od pierwszych władz nawiązania do najlepszych tradycji historycznych kraju. Począwszy od zmiany nazwy państwa, godła, przekazania przez Ryszarda Kaczorowskiego, ostatniego prezydenta na uchodźstwie insygniów władzy prezydenckiej Lechowi Wałęsie w dniu 22 grudnia 1990 roku, poprzez całą reorganizację instytucji państwowych po ogłoszenie nowej konstytucji RP, trwał proces budowania podstaw nowej świadomości historycznej.

Polityka historyczna stanowiła bez zbędnych deklaracji i werbalnych szyldów element codzienności. Wyrażała się ona m. in. likwidacją święta 22 lipca, przywróceniem zaś i nadaniem odpowiedniej rangi świętom 3 maja i 11 listopada oraz w uroczystych obchodach rocznic najważniejszych wydarzeń związanych z ruchem opozycyjnym w PRL (m.in. powstania Solidarności). Znajdowała wyraz w długim procesie zmian nazewnictwa ulic, patronatów szkół, zmianie krajobrazu pomnikowego w całym kraju, polityce odznaczeń państwowych, rehabilitacji ofiar stalinowskiego terroru (wznowienie procesów, odszkodowania, moralne zadośćuczynienie), odebraniu przywilejów kombatanckich funkcjonariuszom UB, powołaniu do życia w 2000 roku Instytutu Pamięci Narodowej.

Pierwszy rząd dokonał epokowych działań w zakresie normalizacji stosunków nie tylko z sąsiadami Polski. Oba traktaty z RFN, zarówno dotyczący granic z 1990 roku, jak i zakresu współpracy z 1991 roku stanowiły milowy krok na drodze do uporania się z tragicznym dziedzictwem przeszłości. Zbrodnia katyńska stała się przedmiotem rozlicznych rozmów i aktywności elit w stosunkach z Rosją. W latach dziewięćdziesiątych podjęty został trud porządkowania przeszłości w stosunkach z Ukrainą i Litwą. Powołane zostały do życia instytucje i placówki naukowe, fundacje i społeczne organizacje kulturalne, których podstawowym zadaniem była pielęgnacja pamięci historycznej. Likwidacja cenzury wyzwoliła entuzjazm, dając wyraz ogromnym zainteresowaniom historycznym. Ich efektem jest nie tylko przeogromna literatura naukowa poświęcona tematom stanowiącym dotąd tabu, wypełnianiu białych plam, weryfikacji przekłamań i fałszywych tez. Uobywatelnienie historii znalazło wyraz w przywróceniu miejscowościom i regionom historii i pamięci w całym jej wielokulturowym wymiarze. Miasta i miasteczka odzyskują swą wielobarwną historię. Renesans lokalnych tradycji na Warmii i Mazurach, Śląsku, Kaszubach owocuje przywróceniem dawnych świąt, troską o gwarę, literaturę, tym samym zaś o wzmocnienie więzi międzyludzkich (6).

Dwa patriotyzmy

Poczucie dumy z własnej ojczyzny jest naturalną potrzebą każdego narodu. W tym względzie Polska nie różni się od pozostałych krajów nie tylko europejskich. Cechą wyróżniają wielu Polaków, co potwierdza debata nad polityką historyczną, jak również szereg międzynarodowych badań empirycznych, jest jednak przekonanie, iż danina ofiary i martyrologii, złożona przez nas na ołtarzu historii, jak i zasługi w walce z nazizmem i komunizmem dają nam moralną wyższość. Niesie to ze sobą daleko idące konsekwencje.

Forsowany przez PiS podział na Polskę „liberalną” i „solidarną” w kampanii parlamentarnej i prezydenckiej 2005 roku stanowił nie tylko tani chwyt wyborczy. Sugerowano społeczeństwu, iż opowiedzenie się po stronie tej partii jest wyborem ciepła wspólnoty oraz dobra ogółu, zaś trwanie przy Platformie Obywatelskiej i centrowych ugrupowaniach stanowi wybór zimnego kapitalizmu, egoizmu jednostki i nowoczesnej demoralizacji. Obecne wypowiedzi apologetów nowej polityki historycznej nawiązują bezkrytycznie do tego podziału, imputując jednocześnie przeciwnikom politycznym świadomą działalność na rzecz osłabienia patriotyzmu i zaniku wspólnotowej tożsamości narodowej.

W wypowiedziach niektórych czołowych polityków na temat, jakiej polityki historycznej potrzebuje Polska, ukryta była krytyka dotychczasowej edukacji patriotycznej. Kreatywność nauczyciela, bogactwo programów i inicjatyw szkolnych, wolność wyboru podręcznika – postrzegane są dzisiaj jako poważne zagrożenie w procesie wychowania historycznego. Postulat uniformizacji treści edukacji patriotycznej, pomysły ministra oświaty Romana Giertycha m.in. wprowadzenia odrębnej lekcji wychowania patriotycznego, oddzielenia historii Polski od historii powszechnej, przy znikomej już liczbie godzin poświęconych szkolnej historii, muszą budzić zrozumiały niepokój. Tym bardziej, iż główne zarzuty historyków politycznych bądź polityków historycznych godzą w metodę i podstawowe kanony uprawiania nauki historii. To, co jest naturą i warunkiem sine qua non rozwoju nauki, mianowicie krytycyzm, uznano za podstawową słabość dotychczasowych badań. Pod pręgierz krytyki postawione zostało obowiązujące każdego badacza dążenie do poszukiwania przyczyn i uwarunkowań zjawisk, rozbrajania mitów i weryfikacji obrazu historii. Lekcja patriotyzmu, jakiej chcą udzielić zwolennicy nowej polityki historycznej, opiera się na obronie mitów historycznych oraz selektywnej, jedynie słusznej prawdy.

Polskie doświadczenia historyczne miałyby być sprowadzone do pamięci afirmatywnej, obejmującej jeden wątek: wolnościowy. Idea wolności zajmuje „centralne miejsce w dziejach polskiej wspólnoty politycznej i stanowi nasz największy wkład w dziedzictwo Europy; dlatego też ma stanowić fundament współczesnego obywatelskiego patriotyzmu” (7). Dzieje Polski nie ograniczają się jednakże wyłącznie do Unii z Litwą, Unii Lubelskiej, doświadczenia zaborów, odparcia ataku bolszewickiego w 1920 roku, Armii Krajowej, powstania warszawskiego, aktów odwagi polskiego Kościoła oraz Solidarności. Można pytać, czy przykłady braku tolerancji, pogromów dokonywanych na ludności żydowskiej i niemieckiej, kolaboracji i denuncjacji, szczególnie bolesnych w przypadku zasłużonych ludzi Kościoła katolickiego, destabilizują poczucie przynależności do wspólnoty i osłabiają uczucia patriotyczne? Kto zapewni, iż przemilczanie ciemnych stron polskiej historii, traktowanej w oderwaniu od międzynarodowego kontekstu, i wybiórcza prezentacja polskiej chwały, przekona młode pokolenie, otwarte na świat, do akceptacji takiej odmiany patriotyzmu?

Ani polskie, ani międzynarodowe badania nie potwierdzają alarmistycznej diagnozy stanu tożsamości i zaniku uczuć patriotycznych, forsowanej przez polityków rządzących partii. Mimo iż polska konstytucja prezentuje obywatelską definicję narodu, Polacy reprezentują etniczne jego rozumienie w tradycyjnym dziewiętnastowiecznym znaczeniu. Dominuje autokreacja narodowa. Z badań wyłania się obraz Polaka, który eksponuje nie dumę z osiągnięć cywilizacyjnych, przemian demokratycznych, lecz czerpie ją z doświadczeń historycznych Polski jako ofiary i bohatera walk wyzwoleńczych. Wyróżnia nas natura narcystyczna, poczucie bycia ofiarą innych narodów, polityków komunistów, globalistów. Za nasz szczególny wkład w bliżej niesprecyzowane dobro świata oczekujemy moralnej i materialnej rekompensaty. Nasze krzywdy i cierpienia wynikają z wierności pewnym tradycjom. Danina ofiary i martyrologii, złożona przez nas na ołtarzu historii, jak i zasługi w walce z nazizmem i komunizmem dają nam moralną wyższość.

Ustalenia badaczy pokazują również, iż forsowany model polityki historycznej, wykluczający krytyczne podejście do dziejów i budujący patriotyzm na organizacji pamięci w interesie jednej słusznej opcji politycznej, utrudnia kształtowanie demokratycznej kultury politycznej. Kreacja afirmacyjnego patriotyzmu nie uwzględnia faktu, iż obok środowisk upamiętniających tradycję Armii Krajowej, Powstania Warszawskiego i Solidarności istnieje jeszcze wiele innych wspólnot pamięci. Ignoruje fakt, iż Polska ma najmniej w Europie organizacji pozarządowych, wyzwalających aktywność obywatelską, ważnego inicjatora kształtowania więzi grupowych. Nie uwzględnia się też elementarnego faktu istnienia obiektywnych procesów zmian zachodzących w samoświadomości i mentalności, szczególnie młodego pokolenia. Otwarcie się Polski, możliwości podróżowania i porozumiewania się przy pomocy nowych technik komunikacji społecznej sprawiają, iż młodzi Polacy coraz bardziej utożsamiają się z innymi rówieśnikami. Wraz z upadkiem dwubiegunowego świata zmieniły się bowiem kryteria samooceny. Polska jest integralnym segmentem świata. Postawy patriotyczne nie zaginęły, zmieniły tylko swą treść i jakość. Nastąpiła pluralizacja patriotyzmu.

My i oni. Polityka historyczna na zewnątrz

Kiedy marszałek Sejmu RP Marek Jurek wskazał na świadomość historyczną jako podstawową więź narodu i poczucia państwowego, wyrażał opinię tej części opiniotwórczych elit, które pamięć historyczną społeczeństwa polskiego postrzegają w opozycji do pamięci Niemców i Rosjan. W tym względzie polityka historyczna Polski ma wymiar geopolityczny, sytuując się między politykami historycznymi obu naszych wielkich sąsiadów. Podtrzymywanie poczucia zagrożenia leży w interesie tych sił politycznych, które pragną wykazać, iż dotychczasowa polityka zagraniczna stanowiła wynik słabości i służalczości wobec obcych mocarstw. Nakaz obrony i reakcji na określone działania i manipulowanie pamięcią historyczną Niemiec i Rosji sprawia, iż tak pojęta polityka historyczna nabiera charakteru konfrontacyjnego.

Spory o polskie sprawstwo w dokonanym pogromie na Żydach w Jedwabnem wywołały głęboki wstrząs, stwarzając dodatkowy argument dla obrony polskości i jej dobrego imienia na zewnątrz. W służbę tej obrony, jak i dla odparcia pretensji niemieckich ofiar przymusowych wysiedleń wprzęgnięto argumentację, wspierającą się na takich kategoriach, jak katolicyzm, wspólnota narodowa, solidaryzm, racja stanu.

Jednym z głównych motywów propagowania polityki historycznej na zewnątrz były ujawnione w otoczeniu zewnętrznym Polski przykłady niewiedzy, wyrażające się głównie w myleniu powstania w getcie warszawskim z powstaniem warszawskim oraz w określaniu Auschwitz mianem polskiego obozu koncentracyjnego. Wspiera je uzasadniony niepokój związany ze znikomą wiedzą Niemców na temat zbrodni drugiej wojny światowej i historii okupacji na ziemi polskiej. Według Jarosława Kaczyńskiego mamy do czynienia ze „zmasowaną dezinformacją na temat Polski i Polaków” (8).

Punktem odniesienia aspiracji polskiej polityki historycznej jest również Europa. Dyskusjom towarzyszy przekonanie, że „gdybyśmy po 1989 byli nieco mniej zideologizowani w duchu ponadnarodowej i postpolitycznej utopii, nasza pozycja w Europie byłaby dzisiaj inna” (9). Wypaczonemu po 1989 roku myśleniu o miejscu Polski w Europie, zawdzięczamy dziś, jak sądzi Zdzisław Krasnodębski, naszą mizerną pozycję w opinii zewnętrznej: „Chcecie do Europy, powiadano, to musicie wyrzec się historii narodowej – zamiast mówić o bohaterach, przyznajcie się do swych łajdactw i zbrodni. Jednocześnie jakże naiwnie brano gesty za rzeczywistość. Z prawdziwą powagą traktowano na przykład Trójkąt Weimarski – jakbyśmy naprawdę byli równorzędnymi partnerami Francji i Niemiec. … Z tego, że jesteśmy w UE nie wynika, że zniknęły rozbieżne interesy narodowe i potrzeba umacniania suwerenności” (10).

Nasza dyplomacja historyczna ma być drogą jednokierunkową. Nikt nie pyta bowiem o stan polskiej wiedzy na temat historii naszych sąsiadów. Propozycja Ligi Polskich Rodzin wybudowania Centrum Martyrologii Polskiej w Berlinie, nakłanianie krajów europejskich do oglądania polskich seriali i dokumentów historycznych, zobowiązanie Polonii do pogłębiania wiedzy o historycznych zasługach Polaków, to lista pobożnych życzeń, za którymi nie kryje się żaden przemyślany, długofalowy program pedagogiki historycznej. Nie może być ona skuteczna chociażby z tego względu, iż towarzyszy jej swoiste pomieszanie megalomanii i kompleksów. W exposé, które wygłosił 10 lipca 2006 roku premier RP, padły znamienne słowa: „Pomoc europejska, czy środki Unii Europejskiej, bo pomoc to może nie jest dobre słowo. Nam się to należy. Historia tak biegła, że nam się to naprawdę należy” (11). Stanowisko takie należy do odosobnionych w poszerzonym składzie UE. Nowe państwa członkowskie przyswoiły sobie bowiem prawdę, że ich pozycja w Unii zależy nie od historycznych, lecz wyłącznie teraźniejszych zasług w budowaniu trwałego ładu na Starym Kontynencie.

Wbrew forsowanych opinii wszystkie rządy po 1989 roku realizowały z większym lub mniejszym powodzeniem promocję Polski za granicą. Uczyniono również wiele na rzecz zbliżenia z innymi narodami poprzez odsłanianie kart historii. Bodajże największy postęp osiągnięto w przybliżeniu kultury i historii żydowskiej w Polsce. Dialog polsko-żydowski wymaga długiej i mozolnej pracy. Szeroka działalność edukacyjna Muzeum w Auschwitz-Birkenau i jego rozliczne inicjatywy stanowią przykład skuteczności przemyślanego, długofalowego programu. Jednocześnie w latach dziewięćdziesiątych rosło w Polsce zainteresowanie kulturą żydowską, prowadzono rozliczne badania, organizowano wystawy, festiwale, inicjowano renowację zabytków, pielęgnację nekropolii.

Przeszłość na zachodzie i wschodzie Europy

Pamięć wojny i komunizmu generuje problemy z Niemcami i Rosjanami. Narastające nastroje nacjonalistyczne w Europie nie ułatwiają bynajmniej ich przezwyciężenia. W polskiej i europejskiej refleksji brakuje namysłu wokół uwarunkowań i konsekwencji długotrwałego podziału Starego Kontynentu. Europa Zachodnia nie doświadczyła na własnej skórze komunizmu. Jej postawa wobec polityki obecnych władz w Moskwie pozbawiona jest wrażliwości Polski, która jak wszystkie kraje środkowoeuropejskie inaczej odczuwa politykę Putina.

Integracja zachodnioeuropejska miała miejsce kilka dziesięcioleci i przebiegała w innych realiach historycznych. Nowi członkowie przystępują zaś dzisiaj do Unii Europejskiej z całkowicie odmiennym bagażem, w oczekiwaniu, iż Zachód przyswoi sobie nasze doświadczenia i zintegruje je w europejskiej pamięci. Mamy jednocześnie do czynienia z istotną asymetrią. Państwa zachodnie, będące ofiarą napaści hitlerowskich Niemiec, uporały się już dawno z niemiecką winą i najboleśniejszymi doświadczeniami. Dla Polski i pozostałych państw postkomunistycznych dopiero uwolnienie od zwierzchności radzieckiej pozwoliło na pełne ujawnienie światu własnych ran.

Dlatego m.in. pamięć Niemców o własnych tragediach nie znajduje współczucia w Polsce, a wzrost zainteresowania niemieckiej opinii publicznej nalotami alianckimi i wypędzeniami po 1945 roku z terenów wschodnich budzi niepokój. Oczekiwaliśmy bowiem, że nasi zachodni sąsiedzi po zjednoczeniu pochylą się razem i głębiej nad historyczną winą. Tym bardziej, iż w ideologii przedzjednoczeniowej pojawił się argument potrzeby wspólnego przemyślenia odpowiedzialności Niemców wschodnich i zachodnich za wnioski wyciągnięte z historii drugiej wojny światowej. Po zniknięciu cenzury z całą mocą powróciło pytanie, czy wkroczenie Armii Czerwonej na ziemie polskie było wyzwoleniem, czy narzuceniem nowej dyktatury? 60 rocznica zakończenia drugiej wojny światowej, charakter obchodów międzynarodowych pod dyktando władz w Moskwie wywołały poczucie upokorzenia, wzbudziły niepokój. Czy jednak własne dowartościowywanie przez konkurencję ofiar, jak chcą tego niektóre środowiska w Polsce, Niemczech i Rosji, podsycanie konfrontacji pamięci i depresyjna interpretacja historii jest drogą wyjścia z pułapki polityki pamięci?

Wnioski

Debata nad polityką historyczną w Polsce jest elementem sporu politycznego o przyszły kształt Rzeczypospolitej. Nie chodzi w nim o wartości poznawcze ani odpowiedź na pytania o priorytety określonych tradycji historycznej czy uwarunkowania i charakter ewolucji świadomości historycznej. To nie jest spór o znaczenie poszczególnych epok, obiektywny bilans, użyteczność doświadczeń historycznych dla młodego pokolenia. Za żarliwymi apelami o nowoczesną politykę historyczną kryje się populistyczna kampania na rzecz sprawujących w Polsce rządy partii politycznych. Ich autorami są główni aktorzy polityczni PiS-u, LPR, do momentu rezygnacji ze sprawowania władzy również PO. Wspiera ich intelektualnie grupa naukowców i publicystów, w większości związana instytucjonalnie z obozem rządzącym. Ich upolitycznione obrazy przeszłości wyrażają selektywne podejście do historycznej tradycji Polski i służą wyłącznie realizacji interesów jednej opcji politycznej.

Temat polityki historycznej wyczerpuje się na hasłach i sloganach. Nie pojawił się bowiem dotąd żaden przemyślany projekt. Wyrywkowe, niespójne, nie poparte rzeczową argumentacją propozycje, jak chociażby pomysł stworzenia Muzeum Wolności czy eksponowanie Muzeum Powstania Warszawskiego, mają bardziej charakter propagandy sukcesu aniżeli zamysłu inspirującego do dyskusji. Tym bardziej, iż towarzyszy im obliczona na gusty masowego odbiorcy, kampania oszczercza przeciw postkomunistycznym i postsolidarnościowym elitom, ich stosunkowi do tradycji i doświadczeń historycznych.

Rządząca klasa usiłuje przywłaszczyć i zmonopolizować prawo do interpretacji historii, ignoruje podstawowe prawa rządzące rozwojem kultury i społecznej świadomości historycznej, a obecne czasy traktuje jako główny miernik oceny przeszłości. Kiedy każda odmienność od obowiązującej linii interpretacyjnej stawiana jest pod pręgierz odgórnej wizji moralizującej historii, niemożliwy jest dialog i demokratyczna negocjacja miedzy różnymi wspólnotami pamięci.

Propaganda polskiej polityki historycznej oparta została na dwóch fałszywych diagnozach: pierwsza z nich głosi, iż zwycięstwo liberalizmu i indywidualizmu w III RP doprowadziło do skazania historii i pamięci na banicję; druga, iż polityka tych sił doprowadziła do wyrugowania patriotyzmu, zaniku pamięci historycznej i osłabienia poczucia przynależności narodowej. Są to tezy tworzone wyłącznie na użytek kampanii politycznej. Świadome lub mniej świadome manipulowanie samym pojęciem liberalizmu, które sprowadzone zostało wyłącznie do jego rynkowo-gospodarczego aspektu, zamazuje sens i istotę nieuchronnych przemian kulturowych i ideowych Polski. Tezie o zaniku patriotyzmu zaprzeczają badania naukowe, które pokazują nieuchronność zmian w pojmowaniu tożsamości narodowej. Obie tezy podporządkowane są sformułowanemu na użytek kampanii wyborczej hasłu podziału na Polskę „liberalną” i „solidarną”. Miało ono na celu wyeksponowanie wyrazistości partii braci Kaczyńskich, ignorowało jednak całkowicie fakt, iż granice podziałów przebiegają dziś zupełnie inaczej. Są to dzisiaj bowiem przede wszystkim spory między zwolennikami Polski ksenofobicznej, skupionej wokół ciasno rozumianej ojczyzny, a orędownikami Polski otwartej, tolerancyjnej, szukającej kompromisu między zróżnicowanymi wyobrażeniami i opcjami społecznymi.

Politykę historyczną można kształtować przez współpracę wewnętrzną i zagraniczną, nie zaś przez wykluczanie, w warunkach dialogu, a nie bitwy o pamięć, z przekonaniem, iż przedmiot sporu stanowi materię pełną sprzeczności, różnorodności i indywidualnego subiektywizmu, a pamięć historyczna nie stanowi pralni, w której każdy obraz przeszłości można oczyścić lub przefarbować. Publiczne eksponowanie historii nie zastąpi racjonalnej analizy badawczej, a IPN-owskie priorytety nie mogą zdominować polskiej refleksji historycznej. Zadaniem historii, nawet tej urzędowej, musi być badanie, a nie „węszenie” (12). Polityka historyczna, chociażby najbardziej widowiskowa i patriotyczna, nie zastąpi indywidualnego, oddolnego i dobrowolnego wysiłku związanego z pracą nad pamięcią. Bez tej pracy muzealizacja pamięci, eksponowana przez rządzące środowiska, może okazać się tylko iluzją, historią wystawioną na pokaz.

Polska nie przegrywa bitwy o pamięć, kształtowanie pamięci jest bowiem działaniem, które nie wymaga reguł bitewnych. To trwający nieustannie proces. Droga do demokracji jest zawsze dialogiem z przeszłością. Jednak młodych Polaków nie zatrzyma w kraju zaordynowany patriotyzm, jeśli nie stworzy się dla nich atrakcyjnych miejsc pracy, nie zbuduje autostrad, nie przyczyni się do powstania warunków, z których będą mogli być dumni w konfrontacji z otaczającą nas zewnętrzną rzeczywistością. Historia i pamięć historyczna są ważnym składnikiem tożsamości zbiorowej, traktowanie jej jednak jako równoważnego elementu polityki utrudnia rozwiązywanie aktualnych sporów i problemów.

18/19 listopada 2006, Collegium Polonicum (konferencja; Czym jest mała ojczyzna?)

 

Bibliografia

(1) D. Gawin, Paweł Kowal, Polska polityka historyczna, w: Polityka historyczna. Historycy – politycy – prasa. Konferencja pod honorowym patronatem Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Pałac Raczyńskich w Warszawie, Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2005, s. 11.

(2) G. Górny, Koniec „końca historii”. „Przewodnik Katolicki” 45/2004, s. 30/31.

(3) Polska polityka historyczna, „Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej” nr 5, maj 2006, wypowiedzi A. Nowaka patrz s. 4 i 7, 28.

(4) Z. Krasnodębski, Zwycięzcy i pokonani, w: R. Kostro, T. Merta (red.), Pamięć i odpowiedzialność, op. cit., s. 68 i 69.

(5) R. Kostro, K. M. Ujazdowski, Odzyskać pamięć, w: R. Kostro, T. Merta (red.), Pamięć i odpowiedzialność, op. cit., s. 45.

(6) Zob. m. in. R. Traba, Walka o kulturę. „Przegląd Polityczny” 75/2006, s. 46-53.

(7) R. Kostro, K. M. Ujazdowski, Odzyskać pamięć, w: Pamięć i odpowiedzialność…op. cit., s. 50/51.

(8) Jakiej polityki historycznej potrzebuje Polska? w: Polityka historyczna…op. cit., s. 113.

(9) Z. Krasnodębski, Zwycięzcy i pokonani, op. cit., s. 69. Por. również: Pamięć i polityka zagraniczna, Fundacja im. Stefana Batorego, Warszawa 2006.

(10) Tenże, Pożegnanie z III Rzeczypospolitą. „Rzeczpospolita” 10. 09. 2005.

(11) Exposé Premiera Jarosława Kaczyńskiego: www.premier.gov.pl/1433_18017.htm

(12) M. Kula, Lepiej nie nadużywać (historii). „Przegląd Polityczny” 76/2006, s. 39-48.