Nasza historia nie była tylko ładna

Są relacje spisywane przez przedwojennego wileńskiego dziennikarza Kazimierza Sakowicza, który mieszkał niedaleko stacji kolejowej w Ponarach. Kartki z notatkami wkładał do butelek i zakopywał w ogródku. Odnalezione po wojnie latami leżały w archiwum w Wilnie. Przez kilkadziesiąt lat nikt nie zabrał się do ich odczytania. Dlaczego?
- Trudno mi powiedzieć. Ale może lepiej, że tak się stało, bo w trudnych latach powojennych ktoś mógłby je zniszczyć. A dzięki temu, że ocalały, dysponujemy bardzo wartościowymi dokumentami.
O Holocauście na Litwie mówiło się jawnie zaraz po odzyskaniu niepodległości w 1990 r. Mówił o tym, potępiając te zbrodnie, i prezydent Landsbergis, i prezydent Brazauskas. Ale o potrzebie rozliczenia się z historią Ponar głośno zaczyna być dopiero teraz. Dlaczego nie wcześniej?
- Przez kilkadziesiąt lat, za czasów ZSRR, niewiele mówiono na Litwie o Holocauście, o mordzie w Ponarach. To czas stracony, który musimy nadrobić, aby zrozumieć historię. Jednak nie jest łatwo przyznawać się do trudnych spraw. Litwa nie jest tu wyjątkiem. W innych krajach dochodzenie do całej prawdy to też jest proces.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75515,9940612,Nasza_historia_nie_byla_t...
Veröffentlichung/ data publikacji: 14.07.2011