Symbole mniejszości narodowych i konfesyjnych w krajobrazie kulturowym Pomorza Zachodniego

Zmiany polityczne po 1989 roku wpłynęły na kształt polskiej polityki wobec mniejszości narodowych i etnicznych. Hasła budowy społeczeństwa obywatelskiego i upodmiotowienia mniejszości narodowych w życiu społecznym legły u podstaw nowej orientacji. Według oficjalnej wykładni władz polityka zmierzała do „zapewnienia przedstawicielom mniejszości narodowych należnych im praw” oraz „do umacniania ducha tolerancji i dialogu międzykulturowego w celu wzajemnego poszanowania, zrozumienia i współpracy” (1). W ocenie niektórych środowisk była to polityka niejednorodna, wskazywano zwłaszcza na brak prawnej definicji mniejszości i ustawy o mniejszościach.

W nowej rzeczywistości społeczno-politycznej pojawiła się możliwość zaistnienia mniejszości w sferze symbolicznej. Wolność słowa i pluralizm ideowo-organizacyjny stworzyły większe szanse na wyrażanie swoich przekonań i tożsamości, co uwidoczniło się to także w sferze symbolicznej. Pojawiły się inicjatywy zmierzające do odzyskania – zarówno fizycznego, jak i w pamięci społecznej – miejsc, ludzi i wydarzeń ważnych dla poszczególnych grup mniejszościowych. Niekiedy wywoływało to kontrowersje bądź wśród większości, bądź wśród innych mniejszości. Poniżej podjęty zostanie temat symboliki mniejszości narodowych i konfesyjnych na Pomorzu Zachodnim, zarówno w kontekście historycznym, jak i współcześnie.

Historia i symbolika mniejszości na Pomorzu Zachodnim

Ziemie zachodnie i północne weszły w skład państwa polskiego po drugiej wojnie światowej. Ich krajobraz przez długie lata kształtowała spuścizna niemiecka, co uwidaczniało się w strukturze zabudowy, jak i wyglądzie samych budynków czy też elementów życia codziennego (np. poniemieckie studnie, włazy kanalizacyjne, napisy na torach kolejowych, na budynkach itp.).

Przez pierwsze dziesięciolecia symbolikę krajobrazu neutralizowano, eliminując z niego niemieckie ślady. Na łamach szczecińskich gazet można było w pierwszym okresie przeczytać: „Napisy niemieckie i śmiecie muszą zniknąć z ulic Szczecina” (2) czy też „Nie ma dla was miejsca w Polsce” (3). W literaturze przedmiotu przyjmuje się, iż niemieckie dziedzictwo kulturowe na Pomorzu Zachodnim zostało odrzucone przez jego polskich mieszkańców, którzy najczęściej odnosili się z wrogością do wszystkiego co niemieckie. Wynikiem takiego nastawienia było niszczenie materialnych śladów dawnych mieszkańcami. Zamalowywano historyczne napisy na zabytkowych budynkach, likwidowano niemieckie cmentarze (4), niszczono tablice pamiątkowe i pomniki (5). W świadomości społecznej zaistniała potrzeba „magicznej zemsty na przedmiotach po Niemcach – meblach, boazeriach, obiciach, tapetach” (6). Działania zmierzające do likwidacji śladów po Niemcach były akceptowane zarówno przez władze, jak i większość społeczeństwa, nie wyłączając kościoła rzymskokatolickiego. Ksiądz Roman Kostynowicz, analizując losy zabytków sakralnych, wyjaśniał, jak poprotestanckie świątynie radykalnie przekształcano w rzymskokatolickie kościoły: „Był to (...) okres swoistego niszczenia nawarstwień kultowych, który poczynił wiele szkód ruchomym zabytkom. Rozebrane, przeniesione lub przerobione części wyposażenia poprotestanckiego ulegały przewartościowaniu lub zniszczeniu. Przy tej okazji zniszczeniu ulegały nadwątlone przez czas obiekty średniowieczne, jak ołtarze, rzeźby, malowidła”.

Badania wykazują, że odwoływania się do istniejącego dziedzictwa kulturowego i jego ochrona zależą od dwóch czynników – wielkości tej spuścizny i układów o politycznym charakterze. Walory przyrodnicze czy warunki społeczno-ekonomiczne mają tu drugorzędne znaczenie. W powojennej Polsce polityka zaś była antyniemiecka. W trakcie intensywnego ujednolicania ziem zachodniopomorskich z resztą kraju przeszłość często była wypierana bądź ignorowana.

Obcą dla większości nowych mieszkańców przestrzeń kulturowa zagospodarowywano przez symbolikę większości. Według Bogdana Twardochleba znaczącą rolę odegrała tu oficjalna propaganda, jednoznacznie antyniemiecka, „restytuująca na zachodnim pograniczu mitologię obronną typową dla polskiego pogranicza wschodniego, podejmująca wszelkie działania sakralizujące nowe terytorium” (7). Wprowadzano hasła: „Byliśmy, jesteśmy, będziemy”, „Wrócił tu Kościół, bo wróciła Polska” (8), budowano nowe pomniki, np. pomnik Czynu Polaków w Szczecinie. Kultura polska stała się dominująca, tworząc traktowany jako jedyny prawomocny, „podstawowy wzór kulturowy”. Proces unifikacji nowych terenów trwał do lat sześćdziesiątych, kiedy to „zakończył się proces pełnego zespolenia ziem odzyskanych z Macierzą. Ugruntował się jednolity system gospodarczy, w którym poszczególne regiony kraju zaczęły tworzyć harmonijną całość. Pod względem politycznym zanikły całkowicie różnice między ziemiami ‘nowymi’ a ‘starymi’” (9).

Oficjalne miejsce mniejszości narodowych w powojennej rzeczywistości Pomorza wyznaczała polityka władz. Andrzej Chodubski podkreślał, że cele polityki narodowościowej na Pomorzu Zachodnim były całkowicie podporządkowane strategii integracji regionu z krajem, zakładano, zatem stworzenie jednolitego społeczeństwa i dążono do przeciwdziałania tworzeniu się „mozaiki ludnościowej”, której pojedyncze elementy odróżniałyby się stylem życia, tradycjami, postawami oraz zachowaniami społecznymi. Podobnie Andrzej Sakson, który twierdził, że polityka narodowościowa była realizowana według odgórnych dyrektyw partii i państwa, zakładających szybkie ujednolicenie narodowościowe i kulturowe nowych terenów. Główny cel tej polityki stanowiła przyspieszona asymilacja i polonizacja. Grupy mniejszościowe instrumentalizowane przez władze stawiały bierny opór bądź dawały wyraz swej asymilacji.

Generalnie ujednolicenie oznaczało rezygnację mniejszości z ich dotychczasowego sposobu bycia i roztopienie się w kulturze dominującej większości. Badacze zjawisko to nazwali „zderzeniem kultur” rozumianym jako konfrontację elementów kulturowych nieakceptowanych i odrzuconych ze względu na wyrażane przez nie treści symboliczne. W fazie początkowej obejmowało ono elementy zewnętrzne, później ukryte (np. zwyczaje życia rodzinnego).

Kazimierz Pudło analizował losy mniejszości ukraińskiej: „Przy rozproszeniu przesiedleńców ich tradycyjna kultura nie tylko nie miała sprzyjających warunków do rozwoju, ale nawet do utrzymania większości jej elementów. Niektóre z nich okazały się niefunkcjonalne w nowej, kształtującej się kulturze społeczności lokalnej. Inne z kolei nie miały odpowiedniej siły przebicia wśród ścierających się polskich kultur regionalnych, a szczególnie w początkowych kilkunastu miesiącach współwystępowania. (…) Przesiedleńcy najwcześniej eliminowali ze swojej kultury te elementy, które narażały ich na negatywną oceną jako ludzi prymitywnych i zacofanych (odzież, niektóre narzędzia i sprzęt gospodarstwa domowego, sposoby zachowania itp.). Najdłużej natomiast utrzymały się, a nawet przetrwały do chwili obecnej te elementy kultury, które chroniły ściany domów, a w nich kultywowane przez starsze oraz średnie pokolenie (zwyczaje, obrzędy, pieśni, przysłowia, potrawy powszednie i świąteczne itp.)”.

Nie mogło być zatem mowy o zewnętrznej symbolice mniejszości, co najwyżej w wymiarze wewnętrznym, w obrębie rodziny. Również Zbigniew Jasiewicz, podsumowując wieloletnie badania nad mozaiką kulturową nowych ziem, stwierdzał, iż na tym terenie to właśnie rodzina, a nie społeczność lokalna (regionalna) była głównym nosicielem odrębności kulturowych.

Symbole mniejszości w krajobrazie kulturowym Pomorza Zachodniego po 1989 roku

Czas po 1989 roku charakteryzował się większym zrozumieniem dla różnych tradycji kulturowych na Pomorzu. Podstawową różnicą między sytuacją w centralnej Polsce i na Pomorzu Zachodnim była, jak się wydaje, kwestia stosunku do ziemi – tam od lat współzasiedzenie, tu, na Pomorzu zarówno większość, jak i mniejszości byli przybyszami żyjącymi tutaj od końca drugiej wojny światowej.

Ostatnie dziesięciolecia coraz bardziej ujawniały oczywistą prawdę o ponadnarodowej tożsamości miejsca. Wskazywano na wielokulturową przeszłość Pomorza Zachodniego, na terenie którego na przestrzeni wieków spotykało się wiele kultur (słowiańska, polska, niemiecka, skandynawska). Wielokulturowość zaczęła się jawić jako walor regionu. W jednym z pierwszych podręczników edukacji regionalnej zaznaczano: „Pomorze Zachodnie to region wyjątkowy, w którym na przestrzeni dziejów ścierały się liczne wpływy i interesy (…). Wszystko to sprawia, że zachodniopomorskie dziedzictwo kulturowe to dorobek wielu narodów, które przez wieki zamieszkiwały te ziemie”. Edukacja wielokulturowa znajdowała zwolenników wśród nauczycieli. Jedna ze szczecińskich metodyczek nauczania historii pisała: „Złożona przeszłość regionu, zróżnicowanie narodowościowe i etniczne społeczeństwa zachodniopomorskiego jest dla nauczycieli wyzwaniem i problemem dydaktycznym, ale też szansą kształcenia postaw tożsamości regionalnej, rozumianych jako fundament postaw otwartych, liberalnych, tolerancyjnych, nastawionych na pluralizm kultur i ich zrozumienie.”

Pomorze w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zaczynało coraz bardziej funkcjonować w świadomości społecznej jako „ojczyzna wielu”. Dostrzeżono, iż na terenach północnej i zachodniej Polski polskie życie funkcjonuje w „infrastrukturze poniemieckiej cywilizacji materialnej”. W dyskusjach o dziedzictwie regionu wskazywano, jak „stare” (niemieckie) jest na Pomorzu odkrywane na nowo. Triumfy czytelnicze święciła książka Artura Daniela Liskowackiego „Eine Kleine” opisująca losy niemieckich mieszkańców Szczecina w pierwszym powojennym okresie. Zarazem dostrzegano wspólnotę losów byłych i obecnych mieszkańców tych ziem. Etnolog Iwona Karwowska podkreślała, że: „Pomorze Zachodnie stało się w XX wieku miejscem szczególnym – ojczyzną tych, którzy zmuszeni byli pozostawić ją w sercu, i tych, którzy nauczyli się ją tak nazywać. Wszystkich, niezależnie od narodowości, łączy los przesiedleńców – ludzi pozbawionych dorobku życia i ziemi swych przodków”

Przemiany możliwe były dzięki zmianie nastawienia polskich mieszkańców tych ziem wyrażającą się w większym „zasiedzeniu” czy też poczuciu „bycia u siebie”. Istotą nowego spojrzenia stało się akcentowanie ciągłości cywilizacyjnej pogranicza polsko-niemieckiego i oswajanie się z jego dziedzictwem. Uwidaczniało się to m.in. przez wydawanie albumów z widokami miast zachodniopomorskich, upamiętnianiu tablicami wybitnych postaci związanych z regionem (10) oraz zabezpieczaniem pozostałych śladów niemieckiej-pomorskiej spuścizny kulturowej. Szczeciński historyk Włodzimierz Stępiński lapidarnie zobrazował tę przemianę: „Kiedyś czuliśmy się jako zdobywcy, teraz jako depozytariusze. Za jakiś czas będziemy się czuli jako spadkobiercy, ale to znaczy, że kształtując polską świadomość regionalną, musimy wchłonąć istnienie zabytków kultury. Będą one częścią naszego poczucia, że jesteśmy spadkobiercami także niemieckiej cywilizacji”. Nie sposób było się też nie zgodzić z niemieckim historykiem Norbertem Buske twierdzącym, że „krajobraz kulturowy staje się dla nowych mieszkańców przyjętą z wdzięcznością i chronioną ojczyzną dopiero wtedy, gdy zrozumieją oni historię swojej nowej ojczyzny, a także będą wykorzystywać i utrzymywać bogactwo kulturowe regionu – niejednokrotnie zapewne z innego punktu widzenia”.

W polskiej literaturze przedmiotu podkreśla się, że oswajanie krajobrazu kulturowego stanowi początek długotrwałych procesów tworzenia nowego dziedzictwa kulturowego, budowanego zarówno z elementów zastanych, jak i przeniesionych z dawnego miejsca zamieszkania oraz elementów przyjętych wskutek zmian cywilizacyjnych i kulturowych, jakie zaistniały w powojennym świecie. Proces wzajemnego przenikania się tych elementów kształtuje fenomen ziem zachodnich. Proces ten odbywa się mozolnie i nie bezproblemowo. Niekiedy przychodzi się zmierzyć z pozoru błahymi kwestiami, które jednak interpretacyjnie mogą okazywać się doniosłe. Przykładem tego była sprawa, co zrobić z niemieckimi nazwami ulic odkrytymi podczas remontu na fasadzie gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie (11). Dylematy pojawiają się przy rozważaniach dotyczących ewentualnej odbudowy niektórych z pomników.

Oswajanie” większości z mniejszościami

Pierwszy etap to „oswajanie” większości z mniejszościami, z samym faktem ich istnienia i przejawami działania. Oswajanie nie przebiegało bezkonfliktowo. Dość częstą praktyką stały się napisy o treściach ksenofobicznych, szczególnie na początku lat dziewięćdziesiątych. Prasa lokalna z tego okresu donosiła o wielu takich przypadkach (12). Symbole mniejszości doświadczały różnego rodzaju uszczerbków, np. zamalowano pomnik upamiętniający żydowski cmentarz w Szczecinie lub tablicę szczecińskiej gminy żydowskiej podczas odnawiania elewacji domu. Etap „oswajania” większości z mniejszościami nie dobiegł jeszcze końca. Odbywa się on w cieniu dialogu polsko-niemieckiego, a niekiedy pojawiają się wątki dotyczące społeczności ukraińskiej czy żydowskiej. Nie ma natomiast właściwie mowy o mniejszych grupach mieszkających na Pomorzu Zachodnim, jakby z założenia, iż dzięki swej niewielkiej liczebności i rozproszeniu, niekiedy też jednorodnej strukturze wiekowej (osoby starsze), z góry skazane są na asymilację bądź szybkie wymarcie.

Drugi etap to kwestia „oswajania” krajobrazu przez mniejszości. Trzeba od razu zaznaczyć, że bez społecznej akceptacji większości byłoby to niemożliwe. Takie „oswajanie” krajobrazu objawia się w powstawaniu nowych lub dostosowywaniu starych obiektów związanych z daną grupą etniczną (konfesyjną). W wielu miejscach pojawiły się tablice upamiętniające dawnych mieszkańców regionu, znaczące wydarzenia, postacie oraz instytucji z historii mniejszości.

Symbole mniejszości narodowych na Pomorzu

Taki symbol obecności stanowi Zespół Szkół z językiem ukraińskim im. Tarasa Szewczenki w Białym Borze. Jego początki sięgają 1958 roku, kiedy to w Białym Borze została powołana ukraińska Szkoła Podstawowa. W 1961 nadano jej imię poety Tarasa Szewczenki. W 1979 roku ze względu na zły stan techniczny budynku szkoły zamknięto go, a naukę przeniesiono początkowo do Szkoły Podstawowej nr 1, następnie zaś do Zespołu Szkół Ekonomiczno-Rolniczych. Po zamknięciu z przyczyn technicznych w 1982 roku internatu powołano społeczny Komitet Budowy Internatu i podjęto decyzję o nowej jego lokalizacji. W 1983 roku zakończono remont szkoły, a w 1989 internatu. W 1990 roku na bazie SP nr 2 utworzono I Liceum Ogólnokształcące, a w 1999 w wyniku reformy oświaty zaistniał Zespół Szkół z językiem ukraińskim im. Tarasa Szewczenki (obejmujący sześcioletnią szkołę podstawową, trzyletnie gimnazjum i trzyletnie liceum). Kolejnymi przykładami w tej kategorii mogą być placówki powstałe w Szczecinie: Ukraiński Ośrodek Kultury (1994), „Dom Francuski” (1995), Międzynarodowe Centrum Studiów i Spotkań im. Dietricha Bonhoffera (2003).

W 1989 roku w Pszczelniku koło Myśliborza powstało Muzeum Litewskie. Założono je w przywiezionej z Muzeum Budownictwa Ludowego w Rumszyszkach na Litwie chacie żmudzkiej. W jej dwóch izbach umieszczono eksponaty związane z tragiczną śmiercią litewskich lotników Stepasa Dariusa i Statysa Girenasa.

Symbole w przestrzeni kulturowej stanowią również nowe budowle sakralne. Najbardziej znana jest cerkiew pw. Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Białym Borze, wybudowana w latach 1992-1997 według koncepcji Jerzego Nowosielskiego i architekta Bogdana Kotary. Cerkiew zachwyca swą nowoczesną formą nawiązującą do wczesnochrześcijańskich koncepcji świątyń i znakomitą kolorystyką, charakterystyczną dla twórczości Jerzego Nowosielskiego. Nowe cerkwie powstały także w Koszalinie (greckokatolicka) i Szczecinie (prawosławna). W Szczecinie przebudowano budynek dawnego szpitala radzieckiego na cerkiew bizantyjsko-ukraińską. Najistotniejszą zmianą było dodanie charakterystycznej dla Kościoła wschodniego absydy wieńczącej prezbiterium.

Po 1989 roku w wielu miejscowościach Pomorza Zachodniego pojawiły się miejsca pamięci poświęcone dawnym mieszkańcom tych ziem, np. lapidarium elementów nagrobnych z dawnego powiatu Randow w Policach powstałe w 1998 roku, pomnik upamiętniający sportowców miasta Gryfice z lat 1862-1997, głaz upamiętniający gminę żydowską w czasach niemieckich, powstały w 1999 roku, lapidarium po cmentarzu żydowskim w Kołobrzegu z 2001 roku.

Szczególną grupę miejsc pamięci stanowią pomniki i tablice związane z akcją „Wisła”, czyli przymusowym przesiedleniem z terenu Polski południowo-wschodniej i rozproszeniem na ziemiach zachodnich ludności ukraińskiej w 1947 roku. W Trzebiatowie przed siedzibą Związku Ukraińców w Polsce postawiono w 1997 roku pomnik upamiętniający te tragiczne wydarzenia, w tymże roku postawiono pamiątkowy krzyż z inskrypcja przed cerkwią greckokatolicką w Kołobrzegu.

Przypomina się również o instytucjach i organizacjach mniejszości. W Szczecinie odsłonięto w 1999 roku tablicę upamiętniającą synagogę, która stała w tym mieście w latach 1873-1938. W 2001 roku postawiono krzyż w miejscu seminarium kaznodziejskiego związanego z Dietrichem Bonhofferem. W 2003 roku pojawiła się tablica po szkole żydowskiej im. I.L. Pereca (1946-1969). W 2004 roku w Dziwnowie odsłonięto tablicę po tajnym szpitalu wojskowym przeznaczonym w latach czterdziestych dla rannych greckich partyzantów z wojny domowej.

Upamiętniane są również wybitne postacie w historii grup narodowościowych. W Białym Borze w 1991 roku postawiono pomnik ukraińskiego wieszcza Tarasa Szewczenki. W Szczecinie w 2005 roku odsłonięto w miejscu dawnego zamieszkania tablicę pamiątkową ku czci Eliasza Rajzmana – ostatniego poety piszącego w jidysz w powojennej Polsce.

Można mieć nadzieję, iż tendencja „oswajania” krajobrazu będzie się nasilać, a Pomorze, ta „ojczyzna wielu”, pozwoli zadomowić się tu wszystkim jego mieszkańcom.


(1) Raport dla Sekretarza Generalnego Rady Europy z realizacji przez Rzeczpospolitą Polską postanowień Konwencji Ramowej Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, Warszawa 2002, s. 72.

(2) „Kurier Szczeciński” z 3.04.1946.

(3) „Kurier Szczeciński” z 28-29.04.1946. W tekście dalej pisano: „wybitnie humanitarny charakter obecnego repatriowania Niemców niejednokrotnie wzbudził już sarkania i niezadowolenie ludności polskiej, mającej okazję przyjrzeć się akcji repatriacyjnej w jej różnych stadiach. (...) lecz zagadnień międzynarodowych nie należy rozwiązywać w duchu nienawiści. Nie szukamy zemsty. Wystarczy nam, by jak najprędzej przestać patrzeć na Niemców (...)”.

(4) Jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych na osiedlu Słonecznym w Szczecinie zbudowano piaskownicę z poniemieckich nagrobków; zob. D. Jachno, Dziecięce zabawy wśród poniemieckich nagrobków, „Głos Szczeciński” z 15.05.1997.

(5) Na temat losu poniemieckich pomników w Szczecinie zob. szerzej: M. Kamola-Cieślik, Niemieckie pomniki Szczecina, „Acta Politica” 2001 nr 14, s. 181-191.

(6) S. Chwin, „Literatura pogranicza” a dylematy Europy Środkowej, „Transodra” 1997 nr 17, s. 7.

(7) B. Twardochleb, Polskie Pomorze Zachodnie: od regionu osadników do prywatnej ojczyzny, „Transodra” 1995 nr 10/11, s. 59.

(8) Po latach jeden z niemieckich badaczy ustosunkowując się do takich haseł, mówił: „kościoły, które po 1945 roku przejęte zostały przez Kościół katolicki, są budowlami z kilkusetletnią historią. Znane są oświadczenia przedstawicieli polskiego Kościoła katolickiego, w których wyrażona została satysfakcja, że ziemia pomorska znów w końcu stała się chrześcijańska. Tego rodzaju oświadczenia, przypominające polemiki kontrreformacyjne, są pchnięciem w serce tych, którzy przed 1945 roku zabiegali o utrzymanie tych świątyń. (...) Pomorze nie było przed 1945 roku krajem niechrześcijańskim, było natomiast niekatolickie”. N. Buske, Wprowadzenie, (w: ) Protestanci i katolicy pomorscy wobec hitleryzmu i stalinizmu, red. N. Buske, K. Kozłowski, Szczecin, s. 19.

(9) J. Faryś, A. Hutnikiewicz, J. Macholak, Wrastanie Szczecina w polski krajobraz polityczny i gospodarczy po 1945 roku, (w: ) Szczecin na przestrzeni wieków. Historia. Kultura. Sztuka, red. E. Włodarczyk, Szczecin 1995, s. 85.

(10) Np. kompozytora Carla Loewego, pisarza Alfreda Döblina, historyka Huga Lemckego, jednego z tworców telewizji Paula G. Nipkowa.

(11) Dyrekcja muzeum w wydanym z tego powodu oświadczeniu stwierdzała m.in.: „Szczecin jest miastem polskim i na jego terenie obowiązują nazwy polskie. Szacunek dla historii nie może przesłaniać szacunku dla teraźniejszości, tym bardziej, że ideowe spory o sens historyczny i konsekwencje migracji z lat 1944/45 jeszcze nie wygasły. MNS nie zamierza natrętnie narzucać interpretacji przeszłości za pomocą trwałej ingerencji w przestrzeń publiczną bez wyraźnego w tej sprawie stanowiska prawnej reprezentacji mieszkańców Szczecina”, cyt. za: W. Stępiński, E. Włodarczyk, Szanując historię, ale…, „Kurier Szczeciński” z 17.10.2003.

(12) Przykładowo pisano wtedy: „(…) W Szczecinie-Podjuchach na ul. Granitowej od ponad roku widnieją swastyki i antysemickie napisy. Są też na Słonecznym i wielu innych częściach Szczecina.”, M. Witkowski, Mówią mury, „Gazeta na Pomorzu” z 23.08.1991. Dość głośna była sprawa antyukraińskich napisów na kościele bizantyjsko-ukraińskim w Trzebiatowie – L. Wójcik, Pewnego razu w Trzebiatowie, „Gazeta na Pomorzu” z 21.02.1992.