Wędrówki religijnym tropem pogranicza

Na horyzoncie rysuje się sylwetka kościelnej wieży, na rozstajach krzyż, w oddali stary cmentarz. Wędrując po Ziemi Lubuskiej napotykamy co krok ślady życia religijnego tej ziemi, a więc ślady jej niemieckich i polskich dziejów. To stąd wywodził się niemiecki poeta Gottfried Benn, który pisał: „Historia! Zachód ją ubóstwia. Wyprowadza z niej większość swych ideologii”. Ale odkrywana na nowo historia może być też początkiem dialogu.

Wędrujące katedry

Punktem wyjścia naszej wyprawy jest niewielki Lebus (po polsku Lubusz), leżący w Brandenburgii nad Odrą, niedaleko Frankfurtu. Od tej miejscowości wzięła się współczesna nazwa polskiej Ziemi Lubuskiej leżącej na wschód od Odry, jak i usytuowanego po zachodniej stronie rzeki niemieckiego Lebuser Land. W wiekach X-XIII, w dobie wykształcania się ponadplemiennych państw, był to najważniejszy gród plemienia Lubuszan. Mieszko I, twórca państwa polskiego, wcielił ich ziemie do państwa Polan, a Bolesław Krzywousty w roku 1124 lub 1125 utworzył tu biskupstwo. Celem tego przedsięwzięcia miała być zarówno ostateczna chrystianizacja słowiańskiej ludności, jak i umocnienie polskiego stanu posiadania. Chodziło bowiem o ważne strategicznie terytorium – z rozległym przyczółkiem położonym za Odrą oraz grodem usytuowanym w tak zwanej „Bramie Lubuskiej”, a więc na głównym wojskowym trakcie Środkowego Nadodrza na linii wschód-zachód.

Po roku 1945, kiedy polska granica przesunięta została na zachód, dzieje średniowiecznej kasztelanii i biskupstwa lubuskiego były dla polskich historyków podstawą do wprowadzenia nazwy „Ziemia Lubuska” dla oznaczenia leżącego na wschód od Odry terenu dawnej diecezji, powiększonego o skrawki Dolnego Śląska, Zachodniej Wielkopolski oraz Pomorza Zachodniego. Gdy w roku 1993 powstawał euroregion Pro Europa Viadrina, jego twórcy również odwołali się do dziejów lubuskiej diecezji jako rdzenia kulturowej tożsamości regionu, zamieszkałego dzisiaj przez Polaków i Niemców.

Lubusz, niegdysiejsza siedziba biskupstwa, był miejscem ścierania się interesów państwowych Polski i margrabiów brandenburskich, a także interesów i ambicji administracji kościelnej. W zamyśle papiestwa i cesarzy „Rzymem północy” i metropolią biskupstw Słowiańszczyzny zachodniej miał być Magdeburg, którego arcybiskupi patrzyli niechętnie najpierw na powstanie w roku 1000 polskiego arcybiskupstwa w Gnieźnie, a później na fakt utworzenia biskupstwa lubuskiego podporządkowanego gnieźnieńskiej metropolii. Ślady magdeburskich aspiracji przetrwały w niemieckiej nazwie Sternberger Land – od miasteczka Sternberg założonego przez arcybiskupa magdeburskiego o tym nazwisku; nota bene współczesna polska nazwa tej okolicy brzmi Ziemia Torzymska, a w polskiej nazwie miasteczka Torzym (To Rzym) dopatrzyć się można ironicznego komentarza do aspiracji metropolity „Rzymu Północy” arcybiskupa Sternberga.

W połowie XIII wieku w wyniku bratobójczych wojen Piastowiczów książę legnicki Bolesław Rogatka zrzekł się praw do Ziemi Lubuskiej. Wówczas kraj znalazł się w połowie we władaniu arcybiskupstwa, a w połowie dostał się pod panowanie margrabiów brandenburskich, którzy ostatecznie opanowali całą ziemię. Nowe nabytki niemieckie na zachód od linii Odry zachowały nazwę Lebuser Land, na ziemiach na wschód od rzeki, przeciętych linią Warty powstała na północy Nowa Marchia (Neumark), a na południu Sternberger Land, z czasem dołączony do Nowej Marchii.

Niechęć arcybiskupów i margrabiów do biskupstwa lubuskiego wyrażała się w różnorodnych restrykcjach. I tak siedzibę biskupstwa przeniesiono z Lubusza na drugą stronę Odry, do leżącej w pobliżu Kostrzyna Górzycy, gdzie zbudowano nową katedrę. Tu z kolei w roku 1326 wyprawili się frankfurccy mieszczanie, którzy mszcząc się za rabunkową wyprawę Władysława Łokietka na Brandenburgię oraz zarzucając biskupowi sympatyzowanie z polskim władcą, spalili katedrę, a przy okazji zniszczyli całe rozwijające się konkurencyjne miasteczko. Biskup i kanonicy zostali aresztowani, a potem skazani na banicję. Przez jakiś czas tułali się po swych dobrach w Polsce, nim w końcu znaleźli schronienie w Fürstenwalde, gdzie urządzono kolejną biskupią siedzibę z katedrą, która przetrwała do lat reformacji. Bronią biskupów w walce o istnienie i o swe prawa była anatema. Nią właśnie objęli margrabiów oraz mieszczan Frankfurtu za zorganizowany napad i zniszczenie Górzycy.

Pielgrzymi i zakony rycerskie

Losy biskupów lubuskich i „wędrujących” katedr ukazują nam średniowieczne chrześcijaństwo jako narzędzie w rękach świeckich i duchownych panów wykorzystywane dla realizacji ich politycznych i materialnych aspiracji. Jednak podróżując po Ziemi Lubuskiej trafiamy także na tropy autentycznych przejawów wiary, która wyrażała się między innymi w pielgrzymkach. Z parafii diecezji lubuskiej i sąsiednich biskupstw pielgrzymowano przede wszystkim do otoczonego kultem obrazu w sanktuarium maryjnym w Górzycy. Podobne sanktuarium, jednak o mniejszej sławie, znajdowało się w Strausbergu, na terenie diecezji brandenburskiej. Lubuszanie pielgrzymowali także do Vierzehnheiligen.

W Ośnie Lubuskim przetrwał do dzisiaj okazały średniowieczny kościół świętego Jakuba. W czasach, kiedy przez średniowieczną Europę przemieszczały się tłumy wiernych podążających do sanktuarium apostoła Jakuba w Santiago de Compostela w Hiszpanii, kościół ten był miejcem postoju pątników. W Kostrzynie istniało bractwo św. Jakuba, organizujące pielgrzymki do Hiszpanii. W Münchebergu, Fürstenwalde i Frankfurcie działały konfraternie opiekujące się pielgrzymami, wędrującymi czeladnikami, żebrakami i innymi ludźmi gościńca. W kościele świętego Jakuba w Ośnie duchowego wsparcia szukały zastępy pątników z różnych krajów – krzyżowców, świeckich rycerzy ze Śląska (w tym także Piastowiczów), z Czech, Saksonii i innych krajów Europy zachodniej, którzy na wezwanie Zakonu Krzyżackiego wyruszali z punktu zbornego w Krośnie Odrzańskim zmierzając przez Kostrzyn, Chwarszczany i dalej szlakiem Via Marchionis ku Malborkowi. Spieszyli tam, by wspomóc Zakon w jego wyprawach na ziemie Prusów, Jadźwingów, Żmudzinów i Litwinów, plemion broniących niepodległości i wiary przodków. Wśród tych krzyżowców było wielu zwykłych poszukiwaczy przygód i sławy zdobywanej na rycerskich turniejach, organizowanych także na kostrzyńskim zamku. Inni jednak wierzyli głęboko w swą misję średniowiecznej służby Bogu i pragnęli zwalczając pogan przyczynić się do poszerzania granic królestwa bożego na ziemi. Doczesnym zaszczytem był dla nich udział w honorowych biesiadach, na organizowanie których Krzyżacy wyjednali sobie u papieża przywilej wyłączności. Średniowieczny mistycyzm przetrwał do dzisiaj w zabytkach gotyckiej architektury – klasztorów, kościołów i kaplic w Chojnie, Frankfurcie, Fürstenwalde Gorzowie, Strzelcach Krajeńskich, Międzyrzeczu, Chwarszczanach czy Słońsku.

W tym samym okresie, w którym Konrad Mazowiecki sprowadził nad Wisłę Krzyżaków, nad Odrę i Wartę przybyli sprowadzeni przez księcia śląskiego Henryka Brodatego templariusze, a z czasem ich miejsce zajęli joannici – zakony powstałe w Ziemi Świętej, które silnie zaznaczyły swą obecność w kulturowym krajobrazie Nadodrza. Pozostała po tych czasach kaplica templariuszy (potem joannitów) w Chwarszczanach koło Dębna, joannicki kościół w Słońsku, zamek joanitów w Łagowie, a także w słynnym Santoku, usytuowanym malowniczo przy ujściu Noteci do Warty, o który przez wieki toczyli boje Pomorzanie, Wielkopolanie, książęta śląscy i margrabiowie brandenburscy. W pierwszej połowie XV wieku nad Wartą pojawili się Krzyżacy. Na prawie zakupu osiedlali się w Nowej Marchii. Wówczas ziemie państwa zakonnego sięgały od Niemna po Odrę. Toczyli oni spory o zamek santocki z joannitami, którzy zresztą w obliczu polsko-krzyżackiego konfliktu opowiadali się raczej po polskiej stronie. Tymczasem w Kostrzynie i Gorzowie powstały zamki krzyżackie, przy czym ten ostatni mieszczanie rozebrali natychmiast po opuszczeniu przez Zakon nadwarciańskiej ziemi, kiedy to Krzyżacy sprzedali prowincję Hohenzollernom.

Wędrując w przeszłość pamiętać trzeba też o średniowiecznej pladze grasujących tu rycerzy-rabusiów, przed którymi strzegły zbrojne oddziały należące do joannickiej komandorii w Łagowie, wynajmowane przez kupieckie karawany.

Na tropach reformacji

Ślady niemieckiej religijności w jej protestanckim wcieleniu prowadzą do ruin kościoła Mariackiego stojącego niegdyś na kostrzyńskim Starym Mieście, które odeszło w niebyt po walkach w roku 1945; zachowały się tylko bruki ulic. Tu w roku 1538 margrabia Jan Hohenzollern, pan na Nowej Marchii, jako pierwszy w Brandenburgii przyjął komunię pod postacią chleba i wina, co było symbolem odrzucenia katolicyzmu z uprzywilejowaną pozycją duchownych. Zmniejszenie roli hierarchii kościelnej i dopuszczenie świeckich do decydowania o losach wspólnot wyznaniowych miało ogromną rolę w kształtowaniu tak specyficznie niemieckiej wspólnotowej świadomości. Obok prawa niemieckiego był to jeden z ważniejszych czynników kulturowo-obyczajowych. Szczególną rolę w kształtowaniu i scalaniu wspólnoty lokalnej odgrywali luterańscy pastorzy troszczący się o dobro wiernych. W tym właśnie kontekście powstał jeszcze inny niemiecki fenomen: synowie pastorów. I tak w dawnej nowomarchijskiej wsi Zielin niedaleko Dębna jako syn tamtejszego pastora dorastał poeta Gottfried Benn. To właśnie on twierdził, że ponad połowa wybitnych postaci niemieckiej historii, kultury i nauki to synowie pastorów. Jednak sam Benn wiary ojca nie przejął, a o tych, którzy szukają wsparcia w Bogu, pisał: „Gardzę ludźmi, którzy nie mogą sobie ze sobą poradzić i udają się o pomoc do innej instancji”.

Aktom zmiany wyznania nierzadko towarzyszyło demonstracyjne usuwanie z kościołów bogatego, katolickiego wystroju. W dobie reformacji zniszczeniu uległy miejsca kultu maryjnego w Górzycy i Strausbergu, zniszczono też po części wnętrza kościołów w Fürstenwalde i Ośnie Lubuskim. Ślady tej tendencji przetrwały do dzisiaj – wiele protestanckich kościołów Brandenburgii zachowało typowy ubogi wystrój wnętrz. Nie była to jednak powszechnie obowiązująca norma. Przykładem tolerancyjnej postawy wobec obrazów i rzeźb jest niezwykłej urody kościół w Klępsku pod Sulechowem, na dawnym brandenbursko-polskim pograniczu. W XVI wieku przejęta przez ewangelików, świątynia ta staraniem kilku pokoleń szlacheckich rodów von Kalkreutów i von Unrugów, sprawujących nad nią patronat, ozdobiona została wpaniałymi malowidłami, które przetrwały do dzisiaj i zostały pięknie odrestaurowane.

Inną historię związaną z protestancką walką o ubogą estetykę świątyń opowiada kościół w Słońsku, będący ongi świątynią brandenburskiego baliwatu joannitów, w której odbywały się ceremonie przyjmowania nowych członków zakonu. Tutaj właśnie znalazł schronienie alabastrowy ołtarz z kaplicy zamkowej w Berlinie. Gdy elektor Johann Sigismund w roku 1613 przeszedł na kalwinizm, zamierzając wyznanie to narzucić całej Brandenburgii, przystąpił do usuwania z berlińskich kościołów obrazów i ołtarzy, co zresztą wywołało uliczne rozruchy wiernych. Program zrealizowano w przypadku zamkowej kaplicy, dzięki czemu Słońsk szczycić się dziś może tym dziełem włoskich mistrzów, odrestaurowanym przed kilku laty przy wsparciu zakonu joannitów.

Zakon ten przetrwał jako zakon świecki. Ponownie powołany do życia po okresie kasacji w dobie napoleońskiej tworzy dzisiaj elitarne środowisko protestantów, analogicznie do katolickiego Zakonu Kawalerów Maltańskich. Współcześnie, w obliczu jednoczącej się Europy, zakon ten stał się ważnym propagatorem niemiecko-polskiego zbliżenia i pojednania, współfinansując szereg prac konserwatorskich w Słońsku oraz inicjując ekumeniczne spotkania w dawnej świątyni zakonnej.

Wokół barokowych emocji

Przeciwstawiając się intelektualizmowi reformacji Kościół katolicki odwoływał się do sfery emocjonalnej, wznosząc pełne przepychu barokowe kościoły i rozbudowując kościelne rytuały. W Neuzelle koło Eisenhüttenstadt, a więc w niemieckiej części Ziemi Lubuskiej, zachował się pocysterski zespół klasztorny, podobny podziwiać można w Paradyżu pod Międzyrzeczem, po polskiej stronie. W XIX wieku po sekularyzacji dóbr cystersów przez władze Prus, w paradyskim klasztorze urządzono zakład kształcenia nauczycieli, w Polsce obiekt oddany został Kościołowi katolickiemu, który stworzył tam seminarium duchowne.

Miejsce to nieoczekiwanie odegrało ważną rolę w najnowszych czasach. Nowe Wojewodztwo Lubuskie ma de facto dwie stolice regionu: Gorzów i Zieloną Górę, które od lat toczą walkę o prymat. Właśnie w Paradyżu, leżącym w połowie drogi między obu miastami, regionalni politycy dzięki mediacyjnej roli Kościoła zawarli w dawnym klasztorze porozumienie zwane Umową Paradyską, ustalące reguły minimalizacji wzajemnych pretensji. Dodajmy jeszcze, że stolicą nowego biskupstwa – nawiązującego po 1945 roku do tradycji biskupstwa z czasów średniowiecza – był Gorzów, a od niedawna jest nią Zielona Góra.

Barok wiązał się również z przepychem ceremoniałów związanych z grzebaniem zmarłych. I tak na przykład w muzeum w Międzyrzeczu zgromadzono cenną kolekcję portretów trumiennych z tej epoki. Kolekcja ta dokumentuje oryginalny okres polskiej kultury szlacheckiej, zwany sarmatyzmem, który promieniował także na niemieckie rody szlacheckie zamieszkałe na pograniczu.

Protestanckie zabytki sztuki funeralnej zachowały się w Dąbroszynie pod Kostrzynem – w tamtejszym kościele obejrzeć można okazałe barokowe pomniki nagrobne z mauzoleum rodziny marszałka Hansa von Schöninga, w krypcie – wykonany z metali kolorowych sakofag marszałka, kolekcje ozdób trumiennych oraz tablic inskrypcyjnych jego potomków. Marszałek ów odegrał notabene ważną rolę w dziejach Saksonii – jako członek ekipy reformującej ten kraj w duchu absolutyzmu przenosił tam doświadczenia wyniesione z Brandenburgii.

O Dąbroszynie jako jedynym nowomarchijskim pałacu wspomniał Theodor Fontane w swych Wędrówkach przez Marchię Brandenburską (Wanderungen durch die Mark Brandenburg). Znalazła się tam również opowieść o dziejach Kostrzyna wraz z dramatycznym epizodem z życia królewicza, późniejszego Fryderyka Wielkiego, uwięzionego w twierdzy przez ojca za próbę ucieczki z kraju, a także historię jego przyjaciela i pazia. Von Katte został skazany na śmierć i ścięty w Kostrzynie. Fontane utrwalił panujący w tamtej epoce pełen religijnego ceremoniału majestat żegnania się ze światem doczesnym skazanego na śmierć człowieka.

Dziejowy kontrapunkt kieruje nas w tym miejscu do wsi Chełm Dolny koło Dębna, gdzie znajduje się rodzinny cmentarz niegdysiejszych właścicieli tutejszego majątku – von Tresckow. Przebywający na wschodnim froncie generał Henning von Tresckow, kolega i najbliższy współpracownik pułkownika Stauffenberga, na wieść o nieudanym zamachu wyszedł na linię frontu i popełnił samobójstwo, traktowane początkowo jako śmierć na polu bitwy. Tuż przed śmiercią miał powiedzieć: „Bóg obiecał niegdyś Abrahamowi, że oszczędzi Sodomę, jeżeli znajdzie się w mieście choćby dziesięciu sprawiedliwych. Mam nadzieję, że przez wzgląd na nas nie zniszczy Niemiec”. Trumna z jego zwłokami została przewieziona do rodzinnej wsi. Opis pogrzebu znajdujemy we wspomnieniach Christopha von Tresckow, któremu opowiadał o tym po latach jego rówieśnik, Polak, przebywający w czasie wojny razem z rodzicami w majątku na przymusowych robotach. Mieczysław Grześkowiak opowiadał: „W pogrzebie wzięli udział mieszkańcy wsi i okolic. Mowę pogrzebową wygłosił pastor Reck. Z Kostrzyna przybył oddział żołnierzy Wehrmachtu, który oddał salwę honorową. Grób pokryły liczne wieńce, nie tylko od krewnych, lecz również ozdobione czerwonymi szarfami ze swastyką od władz powiatowych i instancji partyjnych. Twój ojciec wezwał wieczorem do siebie mego ojca i kazał mu w nocy usunąć te szarfy mówiąc: ‘One nie przystoją memu bratu’. Mój ojciec polecenie wykonał”. Gdy śledztwo ujawniło udział von Tresckowa w spisku, pod murem cmentarza w Wartenbergu zatrzymała się ciężarówka z ludźmi w mundurach SS. Wykopali trumnę z ciałem generała i wywieźli do obozu w Sachsenhausen, gdzie została zniszczona.

Mozaika wierzeń

W drugiej połowie XVII wieku i w wieku następnym Brandenburgia stała się terenem, na którym schronienia szukali prześladowani przez Kościół katolicki przedstawiciele protestanckich wspólnot. Z Francji przybyli hugonoci. Na pograniczu Brandenburgii z Polską – w Bobowicku pod Międzyrzeczem i Lubniewicach w powiecie sulęcińskim – schronienie znaleźli wygnani z Polski arianie, zwani braćmi polskimi, znani z radykalnych haseł społecznych i szkolnictwa na wysokim poziomie. Na terenach nadwarciańskich łęgów leży wieś Krępiny, gdzie znajdował się ośrodek gorliwych wyznawców odłamu protestantyzmu, zwanych braćmi morawskimi albo herrnhutami – od religijnego centrum tego ruchu w Herrnhut na Łużycach, gdzie znaleźli schronienie protestanci prześladowani przez katolickich Habsburgów. Nadwarciańscy herrnhuci utrzymywali bliskie kontakty z braćmi czeskimi w Lesznie, którym przewodził znany pedagog Amos Komeński. W obliczu powtarzających się powodzi koloniści osiadli w Krępinach chętnie przyjmowali nauki herrnhuckich kaznodziejów, czerpiąc nadzieję z mocno akcentowanego braterstwa członków wspólnoty. Herrnhuci mieli w okolicy kilka domów wspólnotowych. Jeden z nich zachował się po drugiej stronie Warty, we wsi Nowiny Wielkie, w którym znajduje się dziś wiejskie przedszkole. Podobnie jak bracia czescy, herrnhuci należeli do odłamu anababtystów, obejmującego także niderlandckich mennonitów, wziętych pod opiekę prawa w tolerancyjnym państwie Fryderyka II; osiedlili się oni między innymi nad Notecią w pobliżu Drezdenka. Wyznania te łączyła odmowa służby wojskowej oraz obejmowania urzędów państwowych, chrzest dorosłych i proste, a nawet surowe życie codzienne, prowadzone według ewangelicznych zasad. W Kostrzynie i pobliskim Czarnowie od połowy XIX wieku istniała wspólnota religijna babtystów.

W Gorzowie do dzisiaj stoi świątynia, w której swe pierwsze kapłańskie doświadczenia zdobywał jeden z wielkich teologów ewangelickich XIX wieku, Friedrich E.D. Schleiermacher, rzecznik jedności odłamów protestantyzmu. Poszukiwano doktrynalnej płaszczyzny, która by je łączyła, jednak idea ta natrafiła na opór tradycjonalistów. Zainteresowany tą koncepcją król pruski Fryderyk Wilhelm III, w związku z przypadającą w roku 1817 rocznicą 300-lecia reformacji zaczął wdrażać teologiczne rozstrzygnięcia metodami prawno-administracyjnymi: kazał aresztować księży Kościoła staroluterańskiego, wiernych karać wysokimi grzywnami, a pikietujących swe kościoły parafian rozpędzać przy pomocy wojska. W wyniku tych praktyk niektóre zbory wybrały emigrację. Tak stało się w przypadku wiernych z parafii w Klępsku koło Sulechowa, którzy, zabrawszy ze sobą dzwon kościelny, wyjechali w 1838 roku ze swym kapłanem do Australii i w pobliżu Adelaidy założyli wieś o tej samej nazwie: Klemzig. W ich ślady poszli inni staroluteranie z okolic Międzyrzecza i Babimostu.

Kolejny ruch religijnej odnowy w łonie Kościoła ewangelickiego zrodził się po pierwszej wojnie światowej w środowisku pomorskiej i nowomarchijskiej szlachty. Upadek II Rzeszy, emigracja cesarza i powstanie Republiki Weimarskiej sprawiły, że junkrom pruskim zawalił się świat. Zaczęły powstawać ośrodki poszukiwań nowych dróg religijnych. Jeden z nich o nazwie Berneuchener Kreis wykształcił się w Barnówku koło Dębna. Próbowano treściami religijnymi przepełnić codzienne życie, a także postulowano powrót do życia klasztornego w zmodernizowanej formie. Klasztor tego ruchu istnieje do dziś na terenie jednego z zachodnich landów Niemiec. Berneuchener Kreis utrzymywał kontakty z Dietrichem Bonhoefferem, dołącząjac do ruchu religijnej opozycji wobec hitleryzmu.

I wreszcie wędrując tropem ruchów duchowych i religijnych napotkamy we Frankfurcie, Gorzowie i innych miastach okazałe gmachy lóż masońskich.

Kulturkampf, cerkwie, synagogi i sale królestwa

Ruch pielgrzymkowy powszechny w średniowieczu załamał się w dobie odrodzenia i reformacji. Ponad sto lat po likwidacji sanktuarium w Górzycy funkcje duchowej ostoi katolików na polsko-niemieckim pograniczu zaczęło przejmować sanktuarium w Rokitnie, wsi położonej na pograniczu z Wielkopolską, w pobliżu Skwierzyny. Cudami słynący obraz Matki Boskiej Rokitniańskiej pojawił się w tej miejscowości w roku 1669 jako dar opata pobliskiego klasztoru cystersów. W epoce kontreformacji powrócono do kultu obrazów i pielgrzymowania jako wyrazu wiary. Kult rokitniańskiego obrazu rozwijał się do czasów rozbiorów, po których wieś znalazła się w granicach Prus, a ludność katolicka została poddana religijnej i narodowej dyskryminacji. Szczególnie przyczynił się do tego program Bismarcka, znany jako Kulturkampf. Polityk ten nawoływał Niemców mieszkających na ziemiach Polski: „Bijcie Polaków, żeby im ochota do życia odeszła. Osobiście współczuję ich położeniu, ale jeśli pragniemy istnieć, nie pozostaje nam nic innego, jak ich wytępić”. Rząd pruski przeprowadził sekularyzację zakonu cystersów, który otaczał opieką świątynię w Rokitnie, ale kult Matki Boskiej Rokitniańskiej, zwanej też Matką Bożą Cierpliwie Słuchającą, nie zginął. Polakom w realiach rozbiorów pozostała tylko religia i wiarę w Matkę Boską Królową Korony Polskiej. Również na obrazie Matki Boskiej Rokitniańskiej widnieje godło Polski: biały orzeł w koronie.

Do krajobrazu polskiej Ziemi Lubuskiej przynależą kapliczki i krzyże przydrożne ozdobione wstążkami i kwiatami. Najstarsze z nich pochodzą z lat czterdziestych XX wieku i są swoistymi dokumentami pierwszych lat polskiego osadnictwa na tych obcych kulturowo ziemiach, kiedy to władze kościelne pospołu z państwowymi prowadziły akcję ich oswajania.

Dzisiaj w Gorzowie zaskakuje egzotyczny w tym krajobrazie kościół z wieżami o cebulastych kształtach. To kościół prawosławny, wybudowany kilka lat temu. Wyznawcy prawosławia przybyli na Ziemię Lubuską z polskich Kresów Wschodnich. W Gorzowie i kilku innych miejscowościach stoją również świątynie Kościoła greckokatolickiego, odłamu prawosławia, który zachowując stary obrządek podporządkował się Rzymowi. Wśród przedstawicieli obu wyznań znajdują się między innymi Łemkowie, wypędzeni w roku 1947 w ramach akcji „Wisła” z rodzinnych Bieszczad. W odwecie za udział lub sprzyjanie partyzantom ukraińskim zastosowano zasadę zbiorowej odpowiedzialności i wszystkich mieszkańców Bieszczad wywieziono bądź na Ukrainę, bądź na ziemie zachodnie i północne Polski z zakazem powrotu w ojczyste strony. Grekokatolicy w pierwszym okresie pobytu na Ziemi Lubuskiej mieli nawet kłopoty z grzebaniem swych zmarłych na katolickich cmentarzach.

Wędrówka religijnym tropem zaprowadzi nas do Witnicy, Kostrzyna i innych miejscowości, gdzie przetrwały „sale królestwa”, domy wspólnoty wyznaniowej Świadków Jehowy. Być może spotkamy też na trasie pielgrzymów w czarnych płaszczach i kapeluszach. Co jakiś czas przybywają oni do Słubic na teren dawnego żydowskiego cmentarza, na którym spoczywają prochy słynnego talmudysty, rabina Josefa Teomina. Żydowskie ślady znajdziemy również w Gorzowie. Preludium do holocaustu – „noc kryształową” z pożarami synagog – utrwaliła w swej książce Wzorce dzieciństwa rodowita gorzowianka, Christa Wolf. Również w Gorzowie jako syn tutejszego rabina urodził się językoznawca Victor Klemperer, autor słynnego studium języka propagandy III Rzeszy LTI – Notatnik filologa. W swych wspomnieniach opowiada on o złotym okresie tolerancji Niemców wobec Żydów, przypadającym na czas pobytu jego rodziny w Gorzowie. O pomyślnych okresach w życiu żydowskich wspólnot świadczą zachowane resztki ich cmentarzy w Gorzowie, a także w Skwierzynie, gdzie znajduje się jeden z najlepiej zachowanych kirkutów regionu, niedawno uporządkowany staraniem młodzieży polskiej i niemieckiej, a wkrótce potem sprofanowany i zdewastowany przez inną grupę młodzieży tego miasta. Okres XIX-wiecznej pomyślności dokumentuje też czekająca na odrestaurowanie synagoga w Międzyrzeczu.

Wędrówka po Ziemi Lubuskiej na religijnych tropach odsłania wiele aspektów historii tego regionu, ożywia przeszłość, w której mieszkańcy tych ziem rozmaicie definiowali swą tożsamość. Dzisiaj, w dobie postępującej globalizacji Europa poszukuje nowej tożsamości kulturowej, szuka jej wyznaczników, dyskutuje o punktach ciężkości. Ważnym elementem tych poszukiwań jest również odkrywanie regijnej przeszłości regionów, tych małych ojczyzn, które mogą stanowić rzeczywistą podstawę europejskiej jedności.

SŁOWO / DAS WORT nr 62/2004