Nad strumieniem wód - Paul Tillich z Trzcińska, Chojny, Przyjezierza

JEDNYM z najwybitniejszych teologów XX wieku był Paul Tillich. Urodził się 20 sierpnia 1886 roku. W późnej autobiografii napisał, że „we wsi o słowiańskiej nazwie Starzeddel w pobliżu Guben, małego miasta w Brandenburgii, blisko granicy Śląska”. Starzeddel to dziś Starosiedle na Ziemi Lubuskiej, kilkanaście kilometrów od Gubina.
Jego ojciec był luterańskim pastorem – pierwszym w rodzinie, która swoje korzenie znajdowała w XIV wieku. Jego dwaj pierwsi znani z zapisków przodkowie byli augustianami i studiowali na uniwersytecie w Pradze. Kolejni też byli związani z Kościołem – katolickim, potem protestanckim. Któryś z nich był filozofem bliskim Jacobowi Böhme, szewcowi z Görlitz i mistykowi uznawanemu za twórcę filozofii niemieckiej. Potem byli następni, związani z mieszczaństwem, głównie rzemiosłem i terenami wschodnich Niemiec. W ich protestanckich domach były surowe, patriarchalne obyczaje. Biblię czytało się w rodzinnym gronie i dyskutowało o niej. Bardzo ważna była muzyka i – od najwcześniejszych lat – służba państwu.
* * *
Paul Tillich też był tak wychowywany, w kulturze norm i granic, których nie wolno było przekraczać. A jednak od pierwszych dni życia doświadczał też granic innych – egzystencjalnych, a potem obyczajowych. Jego ojciec był typowym przedstawicielem pruskiej moralności i pruskiego racjonalizmu, a matka, pochodząca z Nadrenii, też protestantka, wnosiła w życie rodziny wartości inne: uczucie, wyobraźnię, humanizm.
Tillich kończył studia teologiczne w Berlinie, Tybindze i Halle, doktorat z filozofii uzyskał we Wrocławiu (1911). W Berlinie zbliżył się do środowisk artystycznych, zaprzyjaźnił z ekspresjonistami i czeską bohemą, poznawał psychoanalizę. Po studiach pracował w berlińskich parafiach i od razu stał się wziętym kaznodzieją. Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, zgłosił się na ochotnika – jako kapelan – do armii. Europa wtedy oszalała i w euforii tłumy ochotników szły na front. Tillich wrócił z wojny zdruzgotany. Przeżył – jak pisał potem – katastrofę cywilizacji.
* * *
Był następnie wykładowcą na uniwersytetach, pisał rozprawy przede wszystkim z teologii systematycznej, którą chciał zbliżyć do wyzwań XX wieku. Studiował także marksistów i egzystencjalistów i tworzył „religię socjalistyczną” o mocnych akcentach społecznych. Gdy naziści dochodzili do władzy – on zapisał się do socjaldemokratów (SPD) i bronił Żydów, a gdy do władzy doszli – wydał książkę, w której apelował do Niemców, żeby zaakceptowali religijny socjalizm, odrzucając narodowy socjalizm. Natychmiast stracił pracę i w 1934 r. wyjechał do USA.
Działał tam w ruchu antynazistowskim, zaliczany był do twórców Nowego Humanizmu, obok Tomasza Manna. Wykładał na amerykańskich uczelniach i wydał swoje najważniejsze dzieło „Teologię systematyczną”. W 1955 roku został „intelektualną gwiazdą” USA.
Uważał, że jest jeden Kościół powszechny, który uobecnia się w różnych kościołach, ale zawsze jest Duchową Wspólnotą ludzi, której fundamentem jest wiara w Chrystusa. Jedna z jego prac ma tytuł „Męstwo bytu”. Twierdził, że człowiek jest bytem, który próbuje dociec istoty bytu, a więc najwyższej syntezy, co wiąże się zawsze z przekraczaniem granic tego co poznane.
Jego dorobek uznaje całe chrześcijaństwo.
* * *
Dzieciństwo i wczesną młodość spędził w dzisiejszym Trzcińsku-Zdroju (wówczas Bad Schönfliess) i Chojnie (wówczas Königsberg/Neumark), potem przyjeżdżał do Przyjezierza (wówczas Butterfelde) nad jeziorem Morzycko. Doświadczenia tamtych lat mocno wpłynęły na jego życie.
Miesiąc po urodzeniu był bliski śmierci – rodzice byli przekonani, że nie przeżyje. Przeżył dzięki... kawie. Gdy jego organizm wyniszczała ostra biegunka i gdy jego zimnym już ciałem wstrząsały konwulsje, ojciec wlał mu w rozchylone usta czarną kawę. Dreszcze minęły, przeżył.
Do końca życia był przekonany, że doświadczenie granicy życia i śmierci tuż po urodzeniu zdeterminowało jego osobowość. Potem wiele razy poznawał tę granicę: gdy w młodym wieku zmarła jego matka, gdy masowo, jako kapelan, chował żołnierzy na froncie, gdy w czasach hitleryzmu wstydził się za Niemcy i działał przeciwko nim.
Obserwował rozpadający się świat XX wieku. Przyczynę tego widział w rozpadzie wartości. Zniekształconym pojęciom chciał przywrócić jasność, zwłaszcza pojęciu „wiara”.
* * *
Gdy miał cztery lata, jego ociec został superintendentem kościoła w Trzcińsku-Zdroju. „To było prawdziwe miasto z wielkim, starym, bardzo pięknym kościołem, pięknym, starym ratuszem i wieloma starymi domami” – pisał po latach. Wspominał kocie łby na ulicach i ludzi, którzy zjawiali się w oknach, gdy ulicą przejeżdżał konny wóz. W jego zapiskach wraca obraz przechodzenia starych bram miejskich i ulubione spacery szczytami murów obronnych – granicami miasta. Z ojcem lubili żeglować po jeziorze.
W Trzcińsku-Zdroju zaczął naukę szkolną. Pasjonowała go bliskość przyrody, co potem przerodziło się w zainteresowanie filozofią przyrody.
Potem uczył się w Gimnazjum Humanistycznym w Chojnie. Odczuł wtedy, że jeśli jest się synem superintendenta, to jest się kimś innym, że jest granica między nim a rówieśnikami.
* * *
Gdy był już zastępcą pastora w Berlinie, przyjechał w 1912 roku do Przyjezierza. Mieszkała tam jego siostra i szwagier, też pastor. Tillich pisał rozprawy, ciągnęła go idylliczna atmosfera, przyroda, jezioro i piękna Greti, pierwsza miłość.
Godzina pływali łódką po głębokim i czystym jeziorze... We wrześniu 1914 roku wzięli ślub i Tillich wyjechał na front.
A Greti? Była kobietą miłą, serdeczną, wolną, kochała męża (i przymioty jego ducha), ale też jego przyjaciela (i przymioty jego ciała). I to, i to było jej potrzebne. Gdy Tillich wrócił z wojny, rozwiedli się. Dla niego było to znowu doświadczanie granic. Spotkali się po latach. Wtedy z uśmiechem powiedział do niej: „Zawdzięczam ci wiele. Przecież to dopiero ty zrobiłaś ze mnie tego, kim jestem”.
* * *
Życie było dla Paula Tillicha strumieniem czasu i doświadczaniem granic. Napisał książkę o tym, że żyjemy na pograniczach i wciąż musimy wybierać. Chodzi o to, żeby nie wybierać przeciwko dobru. Podstawą takich wyborów jest wiara.
Zmarł w 1965 roku w USA. Na jego grobie ustawiono kamień z czerwonego granitu. Jest na nim wers z Psalmu 1: „Albowiem będzie jako drzewo nad strumieniem wód posadzone, które owoc swój wydaje czasu swego, a liść jego nie opada; i wszystko, cokolwiek czynić będzie, poszczęści się”.
* * *
Warto wiedzieć, kim był Paul Tillich. Nie tylko dlatego, że był związany z dzisiejszym Trzcińskiem, Chojną, Przyjezierzem, chociaż i to jest ważne.
Chojeńskie Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne Terra Incognita organizuje 24 września objazd studyjny śladami Paula Tillicha. Autobus wyjedzie o godz. 8.30 ze Szczecina i wieczorem wróci do Szczecina. Są jeszcze wolne miejsca. Informacje: shkti@op.pl.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 08.09.2011