Dziedzictwo niczyje

„Każda forma pamięci i czci jest pożądana, byle tylko nie dać przystępu zobojętnieniu” – tak pisał polski pisarz Stanisław Vincenz na temat pamięci o Żydach z Kołomyi. Zacytował je 17 czerwca Mirosław Opęchowski z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Szczecinie podczas konferencji "Żydzi na polsko-niemieckim pograniczu". W nadodrzańskiej wsi Gross Neuendorf zorganizowało ją Towarzystwo Polsko-Niemieckie Brandenburgii w ramach projektu „Po śladach. Stara, nowa, obca mała ojczyzna”, wspieranego przez pełnomocnika rządu Brandenburgii ds. integracji.

Słowa Vincenza są bardzo aktualne w wielu miejscowościach naszego pogranicza, gdzie zobojętnienie na ślady żydowskiego dziedzictwa doprowadziło do zniszczenia kirkutów albo posunęło się nawet do wykorzystywania płyt nagrobnych przy budowie ogrodzeń i piaskownic, czego wyraźne ślady widoczne są do dziś np. w Szczecinie. Mieszkało tu do czerwca 1946 roku aż 31 tysięcy Żydów. Mieścił się tu jeden z dwóch punktów, do którego przyjeżdżali wracający z ZSRR Żydzi polscy. Jak mówił na konferencji dr Janusz Mieczkowski, zaraz po pogromie kieleckim w lipcu 1946 roku ich liczba w Szczecinie gwałtownie spadła: przerażeni okrutnym mordem wyjechali na Zachód albo do Palestyny. Dziś w całym województwie gmina żydowska liczy zaledwie ok. 70 osób.

Na Pomorzu Zachodnim udało się zidentyfikować 68 cmentarzy żydowskich. Osiem wpisano do rejestru zabytków, w tym kirkuty w Baniach i Cedyni, a na wpis czekają jeszcze Boleszkowice i Widuchowa. Nic nie pozostało z cmentarza w Chojnie. Stoi na nim tylko tablica informacyjna, a raczej dezinformacyjna. Mówi ona, że cmentarz został w latach 1958-1960 uporządkowany przez władze miejskie. Tymczasem – o czym pisaliśmy w ub. roku – do lat siedemdziesiątych był on zaniedbany, ale istniał wraz z marmurowymi i granitowymi nagrobkami. Ok. roku 1973 lub 1974 pracownicy gminy usunęli wszystkie nagrobki, buldożerem wyrwano ich pozostałości, rozrzucając przy okazji po całym terenie trumny i kości. W następnych latach pasły się tam świnie i krowy. W 1979 roku władze zburzyły mur odgradzający cmentarz od ulicy Wojska Polskiego. Teraz jest tam pusta łąka, na której do niedawna dzieci grały w piłkę.

W Cedyni cmentarz żydowski również przetrwał hitlerowskie piekło i również został zniszczony dopiero po wojnie przez Polaków. Na szczęście dzięki zmarłemu niedawno Marcelemu Szablewskiemu wydobyto siedem ukrytych w ziemi macew. W 2003 roku ustawiono je z powrotem na dawnym kirkucie. Podobnie uczyniono rok temu w Moryniu.

Podczas konferencji dramatyczny przykład dewastacji kirkutu podał Andrzej Kirmiel z Zielonej Góry. Otóż w Międzyrzeczu na niedawnym cmentarzu wybierano żwir i zwożono na pobliską plażę, na której wskutek tego walały się ludzkie kości. Zrabowano granitowe i marmurowe nagrobki. Ostatecznie kirkut zlikwidowano na wniosek Powiatowej Rady Narodowej z 1969 roku. Zrobiono to niezgodnie z prawem - nawet tym obowiązującym w PRL. – Decydowało to, że był to cmentarz "poniemiecki" – mówił Kirmiel. Zrównano więc dziedzictwo ofiar i sprawców. Zlikwidowano cmentarz istniejący 700 lat. Nie miał znaczenia Holokaust ani wymogi religii żydowskiej. Dziś przez środek biegnie obwodnica.

Wnioski wypływające z konferencji nie są optymistyczne. Żydowski Instytut Historyczny w Warszawie zajmuje się tylko Żydami polskimi, a z kolei Niemcy skupiają się na obiektach zlokalizowanych po zachodniej stronie Odry. Okazuje się więc, że dziedzictwo żydowskie na polskich Ziemiach Zachodnich to dziedzictwo niczyje.

Gazeta Chojeńska, nr 27, 3.7.2007