Tym samym pociągiem

W najbliższy piątek 22 marca o godz. 18 w chojeńskiej bibliotece zostanie zaprezentowana najnowsza książka, wydana przez Stowarzyszenie Historyczno-Kulturalne Terra Incognita. Nosi ona tytuł „Tym samym pociągiem... Przesiedlenia przymusowe, procesy dezintegracyjne i integracyjne na Pomorzu Zachodnim i ziemi lubuskiej w latach 1939-1949”. To streszczenia niektórych prac magisterskich, powstałych na seminarium Jana M. Piskorskiego. Redakcja: Katarzyna Marciszewska i Paweł Migdalski.

W spotkaniu udział weźmie m.in. prof. Jan M. Piskorski - jeden z najwybitniejszych współczesnych polskich historyków. Jego seminarzyści pisali o szczególnym i cały czas słabo udokumentowanym okresie naszej historii: gdy na ziemie zachodnie przybywali już pierwsi polscy osadnicy, a mieszkali tu jeszcze Niemcy. Zdecydowanie najwięcej do powiedzenia miały radzieckie komendantury, często zupełnie wyjęte spod prawa. Do tej międzynarodowej mozaiki doszli jeszcze gdzieniegdzie Ukraińcy, przesiedleni z południowo-wschodniej Polski w ramach akcji „Wisła”. Taka trwająca ponad 2 lata koegzystencja musiała być dramatyczna, podminowana emocjami tragedii wojennych. Ale nie brakowało ludzkich odruchów. Tytuł książki wziął się stąd, że nierzadko tym samym pociągiem i w tych samych wagonach, w których przyjechali tu ze wschodu Polacy, musieli wyjeżdżać ze swych miejscowości Niemcy, szukając miejsca na ziemi za Odrą.

Jak napisała w recenzji dr hab. Beata Halicka z Uniwersytetu Europejskiego Viadrina we Frankfurcie nad Odrą, autorzy prac „dotarli do świadków opisywanych wydarzeń, zarówno Polaków, jak i Niemców. (...) Potrafili wyzbyć się negatywnych emocji i silnych uprzedzeń w stosunku do innych grup narodowych czy etnicznych - którymi często kierowali się ich dziadkowie i rodzice - i w sposób rzeczowy i rzetelny opisać najnowszą historię swych rodzinnych miejscowości. Życie codzienne tych pierwszych powojennych lat to pasjonujący temat i niezwykle cenne źródło wiedzy dla wszystkich tych mieszkańców Nadodrza, którzy w najnowszej historii regionu szukają swej tożsamości”. W drugiej recenzji prof. dr. hab. Jörg Hackmann z Uniwersytetu Szczecińskiego stwierdził, że „autorom zależało nie tylko na opisaniu wspólnego doświadczenia przesiedleń, lecz również na przedstawieniu przymusowego współżycia, na które wpływ miały także stosunki z żołnierzami Armii Czerwonej. W odróżnieniu od zideologizowanych obrazów przeszłości funkcjonujących w ramach ujęć narodowych, młodzi autorzy poszukują elementów kontynuacji w rozwoju badanych przez nich osad”.

Prof. Piskorski stwierdził w zakończeniu książki: „Niezależnie od miejsca i czasu, a także od przyczyn, które wywołały wędrówkę danej grupy, uchodźców i wygnańców więcej łączy niż dzieli. (...) Niezależnie od tego, kto był sprawcą, a kto ofiarą, kto przesiedlał pierwszy i jakie stosował metody, uchodźcy jadą najczęściej tym samym pociągiem, i w sensie dosłownym, i przenośnym. Przy czym jego niewygody dostrzega się z zasady dopiero wtedy, gdy jest się zmuszonym jechać nim samemu. Wtedy zauważa się, że pociąg prowadzi wagony bydlęce, że są one zimne i przepełnione, że brak w nich wody, że umierają w nich ludzie, a ich trupy podczas postojów wyrzuca się na perony i pobocza. Wcześniej można żyć latami z pracy niewolniczej i nawet tego nie dostrzegać. (...) Nie przewidziałem, że z prac studenckich dowiem się tak wiele, zwłaszcza na temat życia codziennego w latach wojny i pierwszych powojennych. (...) Szybko zorientowałem się, że pozbawione kompleksów trzecie pokolenie Polaków na ziemiach zachodnich potrafi z empatią - co nie znaczy, że bezkrytycznie - spojrzeć na dzieje nie tylko własnych rodzin, ale również na losy Niemców, którzy zamieszkiwali ich wsie i miasteczka, zanim przybyli do nich ich dziadkowie”.
Przypomnijmy, że Piskorski w 2010 roku napisał książkę „Wygnańcy. Przesiedlenia i uchodźcy w dwudziestowiecznej Europie”. Wywołała duży rezonans, zdobyła nominację do Nagrody Historycznej „Polityki”, została też przetłumaczona na niemiecki.

W książce „Tym samym pociągiem...” wśród opisywanych zachodniopomorskich i lubuskich miejscowości jest też Banie, o którym pisze Bernadetta Paulina Mockało. Było to wówczas miasteczko, do którego przed wojną masowo przyjeżdżali Polacy, by pracować w okolicznych gospodarstwach rolnych. Po 1939 roku doszli jeszcze polscy robotnicy przymusowi. W Baniewicach było ich aż 300. I oni - jak w wielu innych miejscach - stali się po zakończeniu wojny pierwszymi polskimi osadnikami. Po przejściu frontu przez Gryfino, Rosjanie skierowali do Bania przeszło sto takich osób. Szkołę zaczął prowadzić zdemobilizowany oficer Eryk Orłowski. W październiku 1945 roku z inicjatywy Janiny Tomaszkiewicz-Telszewskiej założono zespół teatralny i taneczny, założono też chór i koło gospodyń wiejskich. Pierwszym wójtem, nominowanym przez wojska radzieckie, był Julian Tomaszkiewicz. Zastąpił go potem Władysław Młotek, a od sierpnia 1945 r. Zenon Wilczek.

Organizatorzy zapraszają na spotkanie wszystkich zainteresowanych. Wstęp wolny. Na miejscu będzie można kupić prezentowaną książkę.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://www.gazetachojenska.pl/gazeta.php?numer=13-12&temat=6
Veröffentlichung/ data publikacji: 22.03.2013