Porozmawiajmy o muzeum. Most w Widuchowej

Prawie 100 lat temu, 1 czerwca 1912 roku, obywatele miejskiej gminy Fiddichow (dzisiaj Widuchowa) złożyli do Jego Ekscelencji Królewskiego Ministra pana von Breitenbacha podanie o pozwolenie na budowę mostu przez Odrę. Zamierzano także zbudować przez poldery na Międzyodrzu dwukilometrowy wał drogowy, który miał połączyć Fiddichow z traktem na zachodnim brzegu Odry. Od wieków łączył on Berlin ze Szczecinem, a w państwie pruskim miał duże znaczenie militarne. Mieszczanie podkreślali, że trasa kolei Stettin (Szczecin) – Küstrin (Kostrzyn) bezpośrednio przez miasto nie przebiega, czyli do dworca daleko, a regulacja Odry powoduje duże utrudnienia w transporcie wodnym – wszystko to hamuje rozwój interesów i przynosi straty. Na koszt własny sporządzono wymaganą dokumentację, zebrano również własnym sumptem środki zarówno na budowę mostu, jak i drogi przez poldery, gdyż mieszkańcom bardzo zależało na bezpośrednim połączeniu z ważnym szlakiem komunikacyjnym.
Wyobraźmy sobie tylko, ile rozmów kręciło się wokół tego tematu każdego dnia u piekarza, rzeźnika, w szynku czy przy łodziach nad rzeką... Który z obecnych mieszkańców Widuchowej wie, jak potoczyły się losy wniosku? Chyba żaden. Można się było o tym dowiedzieć na wystawie „Mosty. Historia i historie z doliny Dolnej Odry” jesienią 2008 w Muzeum Miejskim w Schwedt. Wystawa była przygotowana w języku niemieckim, więc nie wszyscy odwiedzający ze wschodniego brzegu Odry mogli skorzystać z niej w pełni.

Po co Polakowi niemieckie anegdoty
Jednak czy taka wiedza jest nam dzisiaj w ogóle potrzebna? Właściwie po co nam niemieckie anegdoty? A jak kupujemy używany samochód, to nie jest ważne, kto był jego poprzednim właścicielem i co z tym samochodem robił? Porównanie może wydać się nie na miejscu, jednak w gruncie rzeczy nie jest takie absurdalne. Piastowska przeszłość piastowską przeszłością, ale przecież obecni mieszkańcy przyszli tu i zamieszkali na terenie, na którym gospodarowali kiedyś Niemcy, czyli przejęli „używane” domy, „używane” urządzenia melioracyjne i wodne, „używane” pola i łąki. Myślę, że nikomu nie zaszkodziłaby wiedza o tym, jak żyli tu ludzie przed II wojną światową i wcześniej. Parę anegdot pozwoliłoby nam poczuć się jeszcze bardziej u siebie. Jednak czy musimy być w tym względzie zdani na naszych niemieckich sąsiadów? Czy nie możemy zająć się zbieraniem takiej wiedzy o swoim miejscu zamieszkania sami? Myślę, że skoro jesteśmy obecnymi gospodarzami tej ziemi, to jest to wręcz naszym obowiązkiem. Poza tym nowe granice zmieniły przedwojenny układ geograficzny tej części Europy. Na przykład Chojna znalazła się na zachodnim krańcu Polski i tak jest przez wielu postrzegana, jednak (najpóźniej po wejściu Polski do EU) jest przecież nie tylko „końcem świata”, jest także u wrót Polski. Warto to pokazać każdemu, który te wrota przekracza.

Amator kontra instytucja
Znam wiele osób z naszego nadodrzańskiego kąta, które zbierają stare pocztówki swojej miejscowości. Niektórzy dysponują naprawdę imponującą kolekcją i mają też niemałą wiedzę o przeszłości ich wsi czy miasta. Jest to bardzo cenne, jednak nie zastąpi pracy fachowców, którzy będą umieli zająć się zbieraniem danych i eksponatów, ich opracowaniem i udostępnianiem szerokiej publiczności. Dlatego, nie będąc mieszkanką Chojny, zazdroszczę władzom i obywatelom miasta takiej osoby jak Radosław Skrycki, który jest nie tylko fachowcem, ale i miłośnikiem Ziemi Chojeńskiej. W swoim apelu-artykule „Jakiego muzeum Chojna potrzebuje” („GCh” nr 44 z 28.10.08) przedstawił on z wielkim zaangażowaniem koncepcję, która zapiera dech w piersiach. Tak, jestem zdania, że właśnie takiego muzeum potrzebuje miasto z tak ciekawą historią jak Chojna. Muzeum, które byłoby dumą mieszkańców i wizytówką miasta, a jednocześnie pełniłoby rolę ośrodka kulturalnego i edukacyjnego. Tego nie zapewni nawet wielotysięczna rzesza kolekcjonerów starych pocztówek czy nawet najprężniej działająca biblioteka czy punkt informacji turystycznej.

Na zakończenie pozostaje mi życzyć sobie i pozostałym mieszkańcom naszego regionu, aby zarówno Radosław Skrycki, jak i Paweł Migdalski, który również z entuzjazmem opowiedział się za utworzeniem muzeum w Chojnie, łaskawszym okiem spojrzeli także na nie-chojeńskie kopciuszki, jak chociażby Widuchowa, i pomyśleli o stworzeniu Muzeum Doliny Dolnej Odry.
Saba Keller (Widuchowa)
("Gazeta Chojeńska" nr 2 z 13.01.2009)

Vollständiger Text/ cały tekst: http://www.gazeta.chojna.com.pl/gazeta.php?numer=09-02&temat...
Veröffentlichung/ data publikacji: 13.01.2009