Rewolucja na co dzień

Na polsko-niemieckim pograniczu życie toczy się niezależnie od awantur. Po wejściu Polski do strefy Schengen Odra nie jest już granicą dwóch światów.

W Guben i Gubinie, we Frankfurcie, Zielonej Górze, Görlitz, Gorzowie czy Szczecinie – wszędzie tam nad Odrą i Nysą coś się dzieje, zmienia. Warszawa i Berlin z ich sporami wydają się daleko. Normalność, czy może: zwyczajność wraca nie tylko do miast. Także miasteczek, które kiedyś wydawać mogły się „końcem świata” – jak Chojna.

Podróż samochodem z Berlina do Chojny trwa nieco ponad dwie godziny. Drogą nr 158 przez Hohenwutzen dociera się do granicy, a zaraz za nią – do Osinowa Dolnego. Licząca 200 mieszkańców wioska, osiadła tuż nad rzeką, która w tym miejscu wygina się najdalej na zachód, nie narzeka na brak odwiedzających. Znana jest w regionie jako „wieś fryzjerów”. Usługi oferuje tu 30 salonów: „Elegance”, „Ala”, „Jola”, „Marek”, „Magic Styl”... Klienci przyjeżdżają głównie z Niemiec. Osinów Dolny odnalazł swe miejsce w teraźniejszości.

Za to Cedynia, kilka kilometrów dalej, pielęgnuje bardziej historię. 10-metrowy pomnik z potężnym, spoglądającym ku zachodowi orłem przypomina, że w tym miejscu ponad tysiąc lat temu, w 972 r., słowiańscy wojowie Mieszka odparli germańską ofensywę.

Inne ślady historia zostawiła w Chojnie, miasteczku liczącym dziś 7300 dusz i należącym do województwa zachodniopomorskiego. 64 lata temu spalili je Rosjanie. Dwie bramy pozostałe po średniowiecznych obwarowaniach, gotycki kościół Mariacki i ratusz z czerwonej cegły przypominają, że kiedyś Chojna nazywała się Königsberg/Neumark i należała do Prus. Gdy w ostatni dzień stycznia 1945 r. wjechały tu sowieckie czołgi, nikt nie stawiał oporu. Mimo to Armia Czerwona spaliła Königsberg, systematycznie, dom po domu. Czy nie wiedziała, że Königsberg wkrótce stanie się Chojną? Podobny los spotkał wtedy Słupsk, Koszalin, Gorzów.

Odkrywane ślady
Dziś w Chojnie od trzech pokoleń żyją Polacy; nadali miastu nowe oblicze. Jednym z nich jest 52-letni Robert Ryss. Urodzony w Lublinie, ­absolwent KUL, w 1980 r. przyjechał do Chojny jako szkolny psycholog i zaczął interesować się dziejami miasta. – Dla młodego człowieka były to tereny fascynujące: mnóstwo średniowiecznego ceglanego gotyku, ślady owianych legendami templariuszy – wspomina. – Gdy się zadomowiłem, przyszła chęć dowiedzenia się, jak wyglądała historia tych ziem. Bo pewny byłem tylko, że wyglądała inaczej, niż uczono mnie w szkole. Zacząłem wertować różne publikacje, i to wcale nie niemieckie, lecz polskie, także wydane oficjalnie w PRL, ale w mikroskopijnych nakładach. A po 1989 r. zaczął się nowy rozdział moich przygód z pograniczem.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://tygodnik.onet.pl/30,0,28984,rewolucja_na_co_dzien,art...
Veröffentlichung/ data publikacji: 23.06.2009