Darłowo protestuje - Przeciw gazociągowi na dnie Bałtyku

SKUTECZNYCH działań w celu zablokowania budowy bałtyckiego rurociągu gazowego Rosja – Niemcy na dnie Bałtyku domaga się Ekologiczny Klub Obywatelski „Czuwanie” w Darłowie. List otwarty w tej sprawie skierował do rządów i parlamentów krajów nadbałtyckich, Parlamentu Europejskiego, rządu i parlamentu Rzeczpospolitej Polskiej i organizacji pozarządowych.

List, wraz z dołączonym doń memorandum z 2006 r. powstałym podczas darłowskiej konferencji naukowej dot. Bałtyku, jest pierwszym z serii zapowiadanych przez Eko-Czuwanie protestów.

- Kolejnym krokiem będzie zorganizowanie wiecu w Darłowie, a jak będziemy mieli pieniądze i znajdziemy sojuszników w organizacjach pozarządowych, także z innych państw nadbałtyckich, pojedziemy protestować również do Brukseli – zapowiada Jadwiga Czarnołęska-Gosiewska, szefowa Eko-Czuwania. – Nie może bowiem być tak, że coś będzie robione wbrew nam i bez zapytania o zdanie wszystkich narodów nadbałtyckich. Bałtyk jest zaliczany przez ONZ do mórz szczególnych i choćby dlatego społeczeństwa muszą być stroną w ochronie jego środowiska, które budowa gazociągu może zniszczyć w sposób dziś nawet niewyobrażalny.

List i zawarte w nim ewentualne zagrożenia dla środowiska naturalnego opisane przez ekologów, nie zrobiły większego wrażenia na burmistrzu Darłowa Arkadiuszu Klimowiczu. Uważa on, że gazociąg po dnie Bałtyku nie może być zagrożeniem dla kogokolwiek, jeśli „zgodę na poprowadzenie go w ich strefach ekonomicznych wyrazili Skandynawowie, bardzo uczuleni na zagrożenia ekologiczne”. Uspokajające, choć mało nagłaśniane sygnały płyną także z rządu Donalda Tuska. Swoje zdanie na ten temat wypowiedział wicepremier Waldemar Pawlak. Uważa on, że gazociąg na dnie Bałtyku nie powstanie przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze – jest znacząco droższy niż lądowy, a dzisiaj nikt nie wyda mnóstwa pieniędzy na inwestycję, która nie wiadomo kiedy się zwróci, przy prognozach mówiących o spadku ceny gazu w dłuższej perspektywie czasowej. Po drugie – będą trudności podczas dalszej budowy, bo już na początku natrafiono na miny z czasów wojny. I po trzecie – zachodni odbiorcy gazu już są „zapchani” jego dostawami, a gdyby ich potrzeby nagle wzrosły, to istniejący gazociąg jamalski jest w stanie pokryć to zapotrzebowanie, bo jego możliwości przesyłowe nie są w pełni wykorzystywane.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 16.11.2009