Słoń Rembrandta - Strzelał, walczył i... pił piwo

NA jednej ze staromiejskich kamienic w Trzebiatowie widać tajemniczy wizerunek słonia, wykonany rzadko spotykaną na Pomorzu techniką sgraffito. Dziś słoń jest symbolem miasta wykorzystywanym w celach promocyjnych. Widnieje na pocztówkach, koszulkach, kubkach. W kształt słonia wypieka się nawet pierniki. Jednak prawdziwej historii niezwykłego zwierzęcia i powodów, dla których znalazł się w Trzebiatowie, dotychczas nie znał nikt.
Jedyna znana wzmianka o wizycie słonia w Trzebiatowie, pochodzi z kroniki pastora kościoła w Sarbii, który w 1639 r. zanotował „Jesienią tego roku oprowadzano po okolicy niezmiernie wielkiego słonia, który dał się również widzieć w Trzebiatowie. Spraw Boże, aby te niezwykłe zwierzęta nie wyrządziły naszej ojczyźnie niczego złego”. O powodach wizyty egzotycznego zwierzęcia, brak było dokładnych informacji. Widocznym dowodem jego obecności jest pochodzące z 1639 r. sgraffito, odkryte przypadkowo podczas prac budowlanych w 1914 r. Technika sgraffito polega na nakładaniu na ścianę warstw różnokolorowego tynku, a następnie wydrapywaniu ostrym rylcem pożądanego wzoru. Wizerunek w Trzebiatowie przedstawia, oprócz słonia, także jego opiekuna. Z braku wiarygodnych źródeł, mieszkańcy miasta oraz turyści, zaintrygowani osobliwą atrakcją, wymyślali dziesiątki barwnych historii, które czyniły słonia jeszcze bardziej popularnym. 
Na tropie tajemnicy słonia
19 maja 2007 r. z Galerii Hilligoss w Chicago skradziono rycinę „Adam i Ewa”, autorstwa Rembrandta Harmenszoon van Rijn. Wzmiankę o kradzieży przeczytał gryficki miłośnik i badacz historii lokalnej, Wojciech Jarząb. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie drobny szczegół, który stanowił klucz do rozwiązania tajemnicy trzebiatowskiego słonia. Otóż na rycinie, oprócz prarodziców, uwieczniony został również niewielkich rozmiarów słoń, a że rycina powstała w 1638 r. (o rok wcześniej niż wizerunek trzebiatowski), stanowiło to znakomity punkt wyjścia do rozpoczęcia niemal detektywistycznego dochodzenia.
– Rozwiązanie tej zagadki zajęło mi prawie dwa lata. Udało mi się nawet nawiązać kontakt z wykładowcą Uniwersytetu Amsterdamskiego i współpracownikiem Rijksmuseum w Amsterdamie - Michielem Roscam Abbing - autorem książki „Słoń Rembrandta” – mówi Wojciech Jarząb, odkrywca prawdziwej historii słonia z Trzebiatowa, którą przedstawił na niedawnym spotkaniu w Trzebiatowskim Ośrodku Kultury. Przeprowadzone z aptekarską dokładnością badania nad wizerunkiem słonia przyniosły zaskakujące rezultaty, które sławę sgraffito z Trzebiatowa mogą tylko zwiększyć.
Sensacja XVII-wiecznej Europy
W 1630 r. na Cejlonie przyszła na świat słonica. Statkiem Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej została przewieziona na wyspę Jawę, do Batawii (obecna Dżakarta), skąd, również drogą morską, trafiła w 1633 r. do Amsterdamu, jako podarunek od „cesarza” Cejlonu dla ówczesnego władcy Niderlandów – księcia Frederika Hendrika van Oranje. Przybycie do Europy żywego słonia było wielkim wydarzeniem. Tłumy poddanych każdego dnia chciały oglądać zamorskiego przybysza. Zmęczony popularnością słonia książę, przekazał go swojemu kuzynowi, księciu Johanowi Maurits van Nassau-Siegen, który wkrótce został mianowany gubernatorem Brazylii. Cenny, lecz kłopotliwy prezent został więc przez księcia sprzedany za 8 tys. guldenów. Nabywcą był nieznany dziś z imienia i nazwiska obywatel Niderlandów, nazywany „Panem Słonia”. Słonica nazwana została zaś „Hansken”.
- „Pan Słonia” wyuczył swoją podopieczną wielu sztuk cyrkowych. Dokładnie 36, co jest niebywałe nawet dziś, ponieważ zazwyczaj zwierzęta te uczone są 6–10 sztuk. Słonica maszerowała z flagą w trąbie, podnosiła pieniądze, grała na bębnie, czyściła się miotłą, paradowała z muszkietem, a nawet z niego strzelała, co było niesamowite, bo słonie, jak i inne zwierzęta, boją się huku. To był jedyny, znany słoń posługujący się też bronią białą, rapierem – opowiada W. Jarząb.
Pokazy były odpłatne i odbywały się w wielu krajach Europy Zachodniej i Środkowej. Słonica była tak sławna, że jej wizerunek pojawił się nawet na popularnych kaflach piecowych z Delft. Co ciekawe, przepadała za piwem i mocniejszymi trunkami. Była atrakcją obrad w Münster, w 1648 r., które zakończyły wojnę 30-letnią podpisaniem pokoju westfalskiego.
„Muza” Rembrandta
W latach 1638–1640 Hansken podróżowała ze swoim opiekunem po Rzeszy Niemieckiej i Danii, musiała wówczas przechodzić przez Pomorze i Trzebiatów, w którym wg źródeł była widziana jesienią 1639 r. Datowane na ten sam rok sgraffito powstało albo tuż przed przybyciem słonicy, ponieważ jest techniką szybką, tanią i mogło być rodzajem reklamy, zachęcającej do obejrzenia niezwykłego widowiska, albo tuż po odwiedzinach w Trzebiatowie, kiedy to mieszkańcy miasteczka postanowili upamiętnić sensacyjne, jak na tamte czasy, wydarzenie. W późniejszych wiekach sgraffito zostało ukryte pod kolejną elewacją. Szczęśliwie, podczas przebudowy budynku w 1914 r., natrafiono na XVII-wieczny wizerunek, który, po niezbyt udanych konserwacjach, jest jednym z turystycznych magnesów miasta. Słonica Hansken padła 9 listopada 1655 r., czyli dość wcześnie jak na słonia. Chorowała, co można wywnioskować oglądając jeden z zachowanych rysunków. Odmienny klimat, zła dieta i liczne podróże przyczyniły się do chorób i w końcu śmierci. Zwierzę zapewniło sobie jednak trwałe miejsce w historii i sztuce naszego kontynentu.
- Cejlońska słonica Hansken jest najsłynniejszym słoniem historycznym, a było ich kilka. Portretowana przez największych artystów, jak Rembrandt, Herman Saftleven młodszy, czy Stefano della Bella, pozostawiła ślad w kulturze europejskiej. Na jej cześć nazwano nawet holenderski statek „Biały Słoń”, zwycięzcę z bitwy pod Livorno, przez około dziesięciolecie największy statek handlowy ówczesnego świata – podkreśla W. Jarząb. Dziś słoń, uwieczniony na trzebiatowskim sgraffito, znany jest niemal na całym świecie jako „słoń Rembrandta”. To dodatkowy smaczek, dla którego warto zobaczyć podobiznę słonicy „Hansken”.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 13.04.2010