Zwycięski rokosz pod krzyżem

Miało być przede wszystkim "godnie". Krzyż upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej o godz. 13 w uroczystej procesji miał być przeniesiony do oddalonego o 400 m kościoła św. Anny.
Choć od tygodni było wiadomo, że przeciwnicy przeniesienia krzyża nie odpuszczą, Kancelaria Prezydenta liczyła na to, że tłum doceni powagę chwili, a widok księży uczestniczących w procesji ostudzi ich emocje. Dlatego całe tzw. zabezpieczenie miało być "na miękko". Przede wszystkim bez policji, za to z udziałem strażników miejskich w odświętnych mundurach.
Ale urzędnicy się przeliczyli. Szybko stało się jasne, że tłum nie da za wygraną. Już po godz. 13 zrezygnowany minister Jacek Michałowski, szef Kancelarii Prezydenta, oświadczył: - Sytuacja jest na tyle poważna, że nie powinniśmy narażać ani harcerzy, ani księży na to, co się może tutaj zdarzyć. Poziom agresji jest zbyt wielki. Przykro mi bardzo, ale krzyż dziś do kościoła św. Anny nie trafi.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75478,8211013,Zwycieski_rokosz_pod_krzy...
Veröffentlichung/ data publikacji: 05.08.2010