Oscary znad Nysy, czyli jak się kręci filmy w Görlitz-Zgorzelcu

Zniszczone ostatnią powodzią polsko-niemieckie miasto może zostać jednym z najważniejszych w Europie plenerów filmowych. Odkrył to już sam Quentin Tarantino.
Kiedy w 2008 r. do Görlitz przyjechał Quentin Tarantino, nadburmistrz Joachim Paulick zaprowadził go w okolice Untermarkt: po jednej stronie XIV-wieczny Ratusz ze schodami Wendela Roskopfa z poł. XVI w. i posągiem Temidy (bez opaski na oczach), po drugiej renesansowy Schönhof (dziś Muzeum Śląskie ), pośrodku odnowiony budynek giełdy Alte Börse z 1706 r., a wokół średniowieczne kupieckie kamienice. 400 lat historii w jednym miejscu. "Muszę tu wrócić" - deklarował Tarantino. I słowa dotrzymał.
- Takie miasto to rarytas - przyznaje producent filmowy Peter Hartwig ("Adolf H. - Ja wam pokażę", "W siódmym niebie", "Goethe!"). - Żeby zbudować w studiu wszystkie te zaułki, zachowane domy z gotyku, renesansu i baroku, trzeba by sporo wydać. - To jedno z nielicznych miejsc na świecie, które przypomina gotową scenografię filmów historycznych - potwierdza Oliver Rittweger z niemieckiej firmy producenckiej MDM ("Lektor", "Biała wstążka", "Irina Palm" czy przygotowywany film Agnieszki Holland "Hidden"). - Doceni to każdy filmowiec, który ma wyobraźnię, i każdy producent, który umie liczyć pieniądze.

Vollständiger Text/ cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75475,8280680,Oscary_znad_Nysy__czyli_j...
Veröffentlichung/ data publikacji: 24.08.2010