Polityczne tete-a-tete: Jarosław Kaczyński - Co widzi prezes, jeżdżąc bocznymi drogami

Rozmowa z Jarosławem Kaczyńskim, prezesem PiS
- W ostatnich dniach stał się pan najbardziej znanym blogerem w kraju. Co takiego się stało, że zmienił pan zdanie na temat internetu?
- Wiele lat temu, kiedy odwiedziłem moich znajomych w bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, zobaczyłem kilka rzeczy, które później opisałem. To była era wczesnego internetu. Niestety, „życzliwe” mi osoby tę wypowiedź zamieniły na moją rzekomą niechęć do internetu. A to nieprawda.
Internet jest miejscem, w którym toczy się dziś życie publiczne. Wspólnoty blogerów są ważne i trzeba się do nich odwoływać. W szczególności trzeba to robić w sytuacji, kiedy dotarcie do społeczeństwa poprzez tradycyjne media nie jest łatwe.
- Źle pan ocenia rządy premiera Tuska. Ale może jest coś takiego, za co może pan pochwalić obecny rząd?
- Musiałbym się bardzo długo zastanawiać i obawiam się, że raczej bym czegoś takiego nie znalazł, no chyba że szczegółowo przejrzałbym agendy wszystkich resortów. Gabinet Donalda Tuska jest najgorszym rządem w Polsce od 1989 r.
- To jakie sprawy, które rozpoczął pana rząd, zaniechał gabinet Tuska?
- Zmieniła się polityka zagraniczna. Za naszych rządów była ona przemyślana. Wiedzieliśmy, do jakich celów dążymy. Chcieliśmy uczynić Polskę państwem nieklientystycznym, takim, które na arenie europejskiej jest traktowane jako samodzielny gracz, a w naszej części Europy gracz najistotniejszy. Nowy rząd poszedł w odwrotnym kierunku: radykalnej autodegradacji. W relacjach z Niemcami i Rosją zaniechana została polityka aktywna. Skutkuje to kolejnymi zawodami, a wręcz policzkami, które Polska otrzymuje na arenie międzynarodowej.
Do tego dochodzi całkowicie błędna polityka gospodarcza. W 2007 r. Polska miała bardzo dobrą sytuację budżetową. Dziś kraj boryka się z dużym zadłużeniem. Mamy do rozwiązania niesłychanie trudne problemy gospodarcze. Zielona wyspa okazała się czystą fikcją.
Rząd Tuska prowadzi bezmyślną prywatyzację, która pozbawia nas branż strategicznych i to po śmiesznie niskich cenach. Polityka społeczna polega dziś na jednym wielkim odbieraniu środków i to często ludziom niezamożnym, jak to miało miejsce w przypadku obniżenia zasiłku pogrzebowego. Przecież to najbardziej dotknie ludzi mniej zarabiających. Gdzie nie spojrzeć, tam mamy wielkie cięcia budżetowe robione bez zastanowienia, w chaosie, który niczemu nie służy.
- Domyślam się, że jako lider opozycji mógłby pan długo jeszcze tak mówić.
- Tak, bo trudno sobie wyobrazić gorsze rządzenie. Do tego dochodzą afery i ostatnie informacje, że Drzewieccy i Chlebowscy mają wrócić do parlamentu. Gdyby tak grali eseldowscy z aferą Rywina, to dziś Rywin dostałby dziś jakiś order.
- Zachodniopomorski PiS podnosi sprawę rurociągu Nord Stream, który w przyszłości może zablokować rozwój portów w Szczecinie i Świnoujściu. A co ze sprawą pogłębienia toru wodnego Szczecin - Świnoujście do 12,5 m? O tym nawet opozycja niewiele mówi.
- Nie jestem specjalistą od spraw torów wodnych, ale polityka morska za czasu rządów PiS zmierzała do tego, aby Szczecin, Gdańsk, Gdynia dostały szansę. Chcieliśmy odbudować gospodarkę morską, w tym celu powołaliśmy Ministerstwo Gospodarki Morskiej.
Szczeciński port potrzebuje dobrych połączeń drogowych i kolejowych. Trzeba też rozbudowywać infrastrukturę portową. Dziś możliwości naszych portów są wykorzystywane w niecałych 50 proc. Zlikwidowanie Ministerstwa Gospodarki Morskiej i powierzenie jego zadań mało wpływowemu wiceministrowi traktujemy jako poważny błąd.
Podczas studiów w 1969 r. byłem na hufcach pracy na Pomorzu Zachodnim. Mogłem przyjrzeć się dokładnie temu regionowi. Widziałem, że wszystko się rozsypuje, smutno było na to patrzeć. Gdyby mnie pani zapytała w 1989 r., co będzie się działo na tych ziemiach po przeszło 20 latach, to powiedziałbym, że będą one całkowicie zmienione. Niestety, tak nie jest. I to jest wina modelu gospodarczego, który Polska przyjęła po 1989 r. Wszystko miała załatwić niewidzialna ręka rynku, no to widzimy, jak „załatwiła”. W Szczecinie nie ma dziś praktycznie żadnego dużego zakładu pracy poza Polską Żegluga Morską, wobec której podejmowane są plany prywatyzacji, której PiS się sprzeciwia, a powinno ich być przynajmniej 20-30. Jak się jeździ po Pomorzu Zachodnim bocznymi drogami, to w dalszym ciągu widać, jak wiele jest do zrobienia.
- Ale może coś się poprawi, bo w szczecińskiej Radzie Miasta obserwujemy ciekawą historię. Pod egidą prezydenta Piotra Krzystka, ekspolityka PO, powstaje koalicja PiS - SLD. Co pan na to?
- Nic nie wiem o koalicjach PiS - SLD. Wiem jednak, że jest prezydent, który zrezygnował ze swojej przynależności do PO i chwała mu za to. W tej chwili potrzebuje on wsparcia w Radzie Miasta i to wsparcie powinno być mu zapewnione, oczywiście na pewnych warunkach. Prezydent Szczecina nie jest jednak w stanie zmienić ogólnej polityki państwa. Żeby zmienić los tych ziem, trzeba całkowicie przebudować politykę państwa. A to oznacza naruszyć dominujące dziś w Polsce interesy. Ludzie z nimi związani będą bardzo krzyczeć.
- Są środowiska zainteresowane tym, żeby Szczecin się nie rozwijał?
- To nie chodzi o to, że one są zainteresowane Szczecinem. One są zainteresowane istnieniem aktualnego modelu polityki gospodarczej i społecznej. Są zainteresowane tym, żeby 1 kilometr autostrady w Warszawie kosztował ok. 220 mln zł, a za takie kolosalne pieniądze można drążyć pod fiordami norweskimi tunel na głębokości 600 metrów w litej skale. Mamy dziś do czynienia w Polsce z wieloma patologicznymi zjawiskami. To musi się skończyć.
- Czy po wyborach parlamentarnych możliwa jest koalicja PiS - SLD?
- Nie. Póki ja jestem szefem partii, to na pewno takiej koalicji nie będzie.
- A PiS z PO?
- Pani mnie pyta o możliwe koalicje, a ja najbardziej jestem zainteresowany jak najlepszym wynikiem wyborczym Prawa i Sprawiedliwości. Chętnie odpowiem na to pytanie, kiedy usłyszę od kierownictwa Platformy, że bierze taką koalicję pod uwagę. Póki w Platformie obowiązuje koncepcja anihilacji PiS, trudno z tymi, którzy chcą nas anihilować, zawierać koalicję. Jeśli by PO oświadczyła, że była w błędzie, moglibyśmy rozmawiać. Proszę jednak pamiętać, że w kwestii programu obie partie bardzo się różnią.
- Niektórzy samorządowcy PiS, którzy niedawno dostali się do sejmiku województwa, m.in. Leszek Dobrzyński czy Michał Jach, chcą jesienią startować do Sejmu. Czy to jest fair wobec wyborców?
- To jest powszechnie spotykane w Polsce. Tego rodzaju awans polityczny jest rzeczą normalną, nic się tragicznego nie dzieje. To samo można powiedzieć o parlamentarzystach, którzy kandydują do europarlamentu.
- Nie dla wszystkich z nich jest to awans.
- Być może, że niektórzy politycy są tam wysyłani na dłuższe wczasy, ale naprawdę nie dzieje się im tam krzywda. Na ogół osoby, które kandydują do europarlamentu, chcą to robić. Choć może w Szczecinie w przypadku europosła Platformy pana Nitrasa było inaczej.
- Jakie zadania stawia pan przed PiS na Pomorzu Zachodnim w najbliższych miesiącach?
- Dziś jest jeden cel: wybory parlamentarne i poprawienie wyniku sprzed czterech lat. Trzeba się piąć, choć mamy świadomość, że nie jest to łatwy dla nas region. Niemniej jednak będziemy zabiegać o głosy wyborców, tym bardziej że mamy bardzo mocne argumenty. Chcemy takiej polityki gospodarczej, która pozwoli na szybką renowację i rozwój tych ziem. Chcę, żeby za 10-15 lat niemiecki nacjonalista, bo tam się tacy zdarzają, jeździłby po tych ziemiach i nie czułby satysfakcji, że w niemieckich rękach wyglądałyby one dużo lepiej. Proszę zobaczyć, jak wiele terenów na wschodzie Polski w ostatnich latach poprawiło swój wygląd. Sądzę, że tutaj można też to uczynić.
- Co pan sobie myśli, jak patrzy na polityków PJN - zdrajcy, niewdzięcznicy?
- Nic sobie nie myślę. Każdy widzi, jak wyglądają. Naprawdę nie zajmuję się PJN.
- W rocznicę katastrofy smoleńskiej będzie pan na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Dlaczego nie weźmie pan udziału w oficjalnych uroczystościach?
- Mamy już pewną tradycję obchodów każdej miesięcznicy katastrofy i nie widzimy powodów, żeby to zmieniać. Chętnie uczestniczyłbym we mszy św. na lotnisku, ale jest to fizycznie niemożliwe, bowiem w tym samym czasie, o godz. 8, mamy tradycyjnie mszę świętą w kościele seminaryjnym tuż obok Pałacu Prezydenckiego. To jest naturalne i chyba zrozumiałe.
- Czy będzie pan namawiał swoją bratanicę do aktywnego udziału w polityce?
- Nie będę tego robił. Moja bratanica chce zajmować się swoimi dziećmi do momentu, kiedy pójdą do szkoły. Jest też adwokatem i bardzo interesuje się przyszłością powołanego Instytutu Lecha Kaczyńskiego. Sama też nie zdradza zainteresowań czynnego udziału w polityce. Kiedy żył mój brat, często rozmawialiśmy o jej przyszłości i brat widział jej przyszłość zdecydowanie poza polityką.
- Dziękuję za rozmowę.

Vollständiger Text/ cały tekst:
Veröffentlichung/ data publikacji: 25.02.2011